Jak zapanować nad epidemią? Dr Grzesiowski wskazuje kluczowe zasady: Należy ograniczać spotkania międzyludzkie

- Epidemia ma do siebie to, że jeśli się przegapi moment powstania krytycznej liczby chorych, to potem jest już bardzo trudno to wszystko cofnąć - przestrzegał w TOK FM dr Paweł Grzesiowski. Ekspert przekonywał, że koronawirusowe obostrzenia są wprowadzane w Polsce "wybiórczo".
Zobacz wideo

W czwartek w Polsce padł rekord, jeśli chodzi o dobowy przyrost zakażeń koronawirusa. Odnotowano 1967 nowych przypadków, najwięcej w Małopolsce, na Mazowszu i na Pomorzu. Zmarło 30 osób.

Jedną z przyczyn wzrostu liczby zakażeń jest, zdaniem ekspertów, powrót dzieci i młodzieży do szkół. - Też wszystkie inne działania, które służą temu, żeby - jak to się ładnie mówi - wrócić do normalności, czyli powrót do pracy stacjonarnej, tłok w środkach komunikacji, pełna aktywność imprezowa (...). To wszystko funkcjonuje, więc nie miejmy złudzeń, że to nie będzie miało wpływu na powrót wirusa - mówił w TOK FM dr Paweł Grzesiowski, immunolog i prezes Fundacji Instytut Profilaktyki Zakażeń.

Jak dodał, większość nowych zachorowań dostarczają w tej chwili powiaty wielkomiejskie, ponieważ to właśnie duże miasta "skupiają wszelkie aktywności" ludzkie na małej przestrzeni. Przypomnijmy, od soboty w żółtej strefie koronawirusowej mają znaleźć się m.in. Gdańsk, Gdynia, Szczecin, Rzeszów, a w czerwonej m.in. Sopot. 

"Należy ograniczać spotkania międzyludzkie"

Dr Paweł Grzesiowski zwrócił uwagę, że wiele miast w Europie mierzy się z podobnymi problemami i aby im zapobiegać - wprowadza się szereg dodatkowych ograniczeń, np. zamknięcie barów i restauracji o godzinie 22. Na pytanie, czy Polskę też to czeka - ekspert odparł stanowczo: "nie ma innej drogi". - Należy ograniczać spotkania międzyludzkie i redukować liczbę osób, która się jednoczasowo przez kilka godzin komunikuje w zamkniętych pomieszczeniach oraz na świeżym powietrzu w dużym zatłoczeniu, na przykład na koncertach - wyjaśniał gość TOK FM. I dodał, że to najwyższy czas, by takie ograniczenia zaczęły obowiązywać w Polsce. Na razie mamy obietnicę, złożoną w miniony wtorek, że w powiatach o najwyższym poziomie nowych zachorowań, lokale gastronomiczne będą mogły być czynne tylko do godz. 22.

Zdaniem gościa TOK FM tego typu działania są w Polsce "już opóźnione". - Powinniśmy wkroczyć dużo wcześniej. Epidemia ma do siebie to, że jeśli się przegapi moment powstania krytycznej liczby chorych, to potem jest już bardzo trudno to wszystko cofnąć - przestrzegał rozmówca Jakuba Janiszewskiego. I przypomniał, że kiedy w marcu wprowadzaliśmy pierwszy koronawirusowy lockdown - zadziałaliśmy prewencyjnie i bardzo wcześnie, dzięki czemu przez długi czas mieliśmy niską liczbę nowych przypadków. - I w tej chwili ten potencjał, który wtedy zdobyliśmy jest tracony przez brak kolejnych działań - dziwił się Grzesiowski.

Według eksperta, poza polityką dzielenia powiatów na strefy czerwone i żółte, polski rząd właściwie nie proponuje więcej. - A to wydaje się za mało, skoro narasta liczba przypadków i to w takim tempie - podkreślił. 

Koronawirus w Polsce. Co robić, by zapanować nad sytuacją?

Co w takim razie należy zrobić, aby zapanować nad epidemią? Dr Grzesiowski podkreślił, że wszelkie zasady sanitarne powinno się wdrażać kompleksowo, a nie tylko wybiórczo. Jako przykład podał niedawne skrócenie kwarantanny do 10 dni i jednocześnie odejście od testowania osób bezobjawowych w kwarantannie. - Oznacza to, że część osób, może nawet 10 procent, może chora wychodzić z domu, bo okres wylęgania tej choroby to 14 dni - mówił lekarz. - Jeśli kwarantanna jest krótsza, to na jej zakończenie powinno się zrobić test, żeby wiedzieć, że osoba, którą wypuszczamy, na pewno jest zdrowa - wyjaśnił.

Zdaniem dra Grzesiowskiego kwarantanna mogłaby być krótsza w przypadku tych, którzy na przykład wracają zza granicy i czują się dobrze. Natomiast, jeśli chodzi o osoby mające kontakt z osobą zakażoną COVID-19, to one - według eksperta - powinny spędzać na kwarantannie 14 dni. 

Druga sprawa, na którą zwrócił uwagę gość TOK FM, to zachowanie w grupach. - Kwestie imprez czy wesel są traktowane bardzo łagodnie. Od początku większość ekspertów zgadzała się co do tego, że wesela są złym pomysłem, zwłaszcza w strefach czerwonych. Ale w dalszym ciągu te wesela są tam możliwe, tyle tylko, że zredukowano liczbę osób w nich uczestniczących - wyjaśniał gość audycji "Połączenie". - Mamy więc poczucie, że to jest działanie na pół gwizdka. Ono zawsze przyniesie tylko pół efektu albo jeszcze mniej - uważa lekarz.

Doktor rekomenduje pracę zdalną i naukę on-line

Według Grzesiowskiego, zmiany należy wprowadzić także w trybie pracy tak, aby w strefach czerwonych i żółtych (wszędzie tam, gdzie jest to możliwe) przechodzić na pracę zdalną. Podobnie powinno być z placówkami oświatowymi. Ekspert uważa, że w strefach żółtych i czerwonych powinno obowiązywać nauczanie hybrydowe albo nawet wyłącznie nauka zdalna. - Dzieci chorują bezobjawowo albo skąpoobjawowo, ale mają udział w przenoszeniu wirusa - podkreślał lekarz.

Dlaczego zatem polski rząd wszystkich tych działań nie wprowadza? Zdaniem dra Grzesiowskiego, może to być obawa przed wprowadzaniem niepopularnych decyzji. Dlaczego niepopularnych? Bo w pewien sposób ograniczałyby aktywność ludzi i przedsiębiorstw. - Ale jeśli z punktu widzenia zdrowia całego społeczeństwa mamy zarządzać epidemią racjonalnie, to niestety trzeba się liczyć z tym, że będą też niepopularne decyzje. Nie wolno się bać - przekonywał gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM