Lekarzy rodzinnych zabiera się z gabinetów do COVID-owych szpitali - alarmuje Porozumienie Zielonogórskie

Porozumienie Zielonogórskie skupia lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej z całej Polski. Dostaje sygnały z Warmii i Mazur oraz Opolszczyzny, że wojewodowie mieli wydać medykom nakazy pracy. - A kto będzie przyjmował chorych w POZ i kierował na testy? - pytają lekarze.
Zobacz wideo

Chodzi oczywiście o polecenia wojewodów, wydawane w ramach walki z koronawirusem. Jak alarmuje dr Joanna Zabielska, takie decyzje powodują pozostawienie bez podstawowej opieki zdrowotnej tysięcy pacjentów z danej przychodni. Bo pacjent do lekarza oddelegowanego do szpitala - się nie dodzwoni. Nie uzyska porady, nie dostanie od niego skierowania na test w kierunku COVID-19.

To samo słyszymy od Aleksandra Biesiady, lekarza Podstawowej Opieki Zdrowotnej z Małopolski. - Osłabienie systemu w tym miejscu spowoduje lawinowy przyrost liczby pacjentów zgłaszających się do Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych i izb przyjęć szpitali. To działanie, w moje ocenie, bardzo chaotyczne - mówi dr Biesiada

Posłuchaj podcastu z całą rozmową!

Dr Aleksander Biesiada przypomina, że w ostatniej strategii Ministerstwa Zdrowia to właśnie lekarzom rodzinnym dano możliwość kierowania pacjentów na testy na koronawirusa i tak się dzieje (również w wyniku teleporad).

Jeśli lekarza rodzinnego zabraknie, pacjenci będą "szturmować" i tak już przepełnione SORy. Poza tym, jak podkreśla Aleksander Biesiada, lekarze rodzinni dziś nie tylko wspierają pacjentów z Covid-19, ale też z innymi chorobami. - To cała rzesza chorych z chorobami przewlekłymi, nadciśnieniem tętniczym, astmą. To wizyty domowe, czy wreszcie realizacja szczepień ochronnych u dzieci. Celem działań wojewodów, którzy kierują lekarzy rodzinnych do szpitali, na pewno nie będzie poprawienie opieki zdrowotnej dla pacjentów - mówi dr Biesiada.

Dziś do jednego lekarza rodzinnego dziennie dostaje się (najczęściej telefonicznie lub zdalnie) 30-50 chorych. Wielu z nich lekarze kierują na testy.

Pomysłem wysyłania lekarzy POZ do szpitali zaskoczony wydaje się dr Jacek Krajewski, prezes Porozumienia Zielonogórskiego. - Tak ma wyglądać właściwe wykorzystanie kadr medycznych? - pyta na Twitterze ministra zdrowia. - Przypominam, że w medycynie lepiej zapobiegać niż leczyć. Wykorzystywanie lekarzy rodzinnych do pracy w szpitalach zmniejsza dostępność pacjentów do wczesnego rozpoznania COVID-19 i skutecznej interwencji - pisze dr Krajewski.

To samo słyszymy od dr Tomasza Zielińskiego, wiceprezesa Porozumienia Zielonogórskiego. - W efekcie pacjenci, którzy nie zostaną przyjęci w podstawowej opiece zdrowotnej, będą musieli zgłosić się do szpitali. Czyli lekarz -  nie przyjmie pacjentów, więc oni zgłoszą się do szpitala - mówi dr Zieliński. - To się skończy tym, że wydłużą się kolejki do POZ-ów, ale pogorszy się też sytuacja w szpitalach - mówi nasz rozmówca. I dodaje, że jeśli są braki w szpitalach - to rąk do pracy warto byłoby szukać gdzieś indziej. - Bo przypomnę, że w ostatnim czasie ciężar walki z pandemią został skierowany do podstawowej opieki zdrowotnej. To my zajmujemy się obecnie wczesną diagnostyką i pacjentami skąpoobjawowymi, których jest najwięcej - dodaje dr Tomasz Zieliński. Wtórują mu też inni:

We wtorek, 13 października Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 5068 nowych zakażeniach koronawirusem i o śmierci kolejnych 63 osób. W ciągu doby wykonano w Polsce ponad 33,8 tys. testów.

DOSTĘP PREMIUM