Autor reportaży o ochronie zdrowia: Ten system właśnie się wywala

Paweł Reszka, autor reportaży o ochronie zdrowia, przewidywał w TOK FM, że w prorządowych mediach nadal może trwać nagonka na medyków. - Po to, by odwrócić uwagę od tego, że ten system po prostu się wywala i realnie wisi na tych ludziach - przekonywał dziennikarz.
Zobacz wideo

Paweł Reszka to autor książki "Stan krytyczny", która opowiada o tym, co działo się w szpitalach i w życiu lekarzy podczas pierwszej fali pandemii wiosną. Teraz dziennikarz znów "przemycił się" na dyżur w ramach pisania reportażu. O tym doświadczeniu opowiadał Agnieszce Lichnerowicz w "Światopoglądzie". Dziennikarka TOK FM, zaczęła od zacytowania jego ostatniego wpisu na Facebooku, opisującego właśnie jego pobyt na SOR w Małopolsce. 

"Kiedy zapytałem Martę ile ma wolnych łóżek na oddziale odpowiedziała: 'Pan pyta o łóżka, a mnie brakuje nawet krzeseł'" - czytamy w tymże wpisie.

- W trakcie tego dyżuru dostawaliśmy wiadomości od ratowników w karetkach, że nie mają gdzie zostawiać swoich pacjentów i coraz częściej zdarza się tak, że SOR-y są poblokowane. Nie ma miejsca w szpitalach, że karetki czekają w kolejkach i dochodzi do tego, że reanimację pacjenta wykonują ratownicy, lekarze w karetce przed szpitalem. To wygląda niedobrze - mówił dziennikarz, pracujący na co dzień w tygodniku "Polityka". Jego zdaniem - patrząc na przyrost zakażeń - niebawem może to wyglądać jeszcze gorzej. 

Reszka odniósł się też do słów Jacka Sasina o niezaangażowaniu lekarzy. - To nie były mądre słowa. Ten cały system opiera się na lekarzach, pielęgniarkach i ratownikach medycznych. To, że oni nie idą z uśmiechem na twarzy do pracy, to ja się nie dziwię. Zawsze są ostatni. A jak jest sytuacja kryzysowa, to zawsze znajdzie się jakiś polityk, który powie, że muszą być odważni i mieć poczucie misji. A jak jest zażegnana, to się im mówi, że jest kapitalizm i nie ma pieniędzy - mówił Paweł Reszka.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Przypomniał też sytuację z protestu rezydentów sprzed kilku lat, kiedy młodzi lekarze upominali się normalne wynagrodzenie, bo nie chcieli "tyrać po 16 godz. dziennie". - Okazało się, że nie bardzo to się da zrobić, bo system by się totalnie zawalił. Tak samo jest z ratownikami, tak samo z pielęgniarkami. To się właśnie dzieje, system się rozwala - stwierdził dziennikarz. Na antenie TOK FM przewidywał, że w prorządowych mediach nadal może trwać nagonka na medyków. Takie materiały już pojawiały się np. w "Wiadomościach" TVP. - Będą pokazywali respiratory, których nikt nie chce obsługiwać i złych lekarzy. A potem okaże się, że lekarz przyjął łapówkę i jeździ drogim samochodem. Zobaczymy to w telewizji, a będzie chodziło o to, by odwrócić uwagę od tego, że ten system po prostu się wywala i realnie wisi na tych ludziach - podkreślał gość TOK FM. 

Reszka opowiadał o szpitalu, w którym podczas pierwszej fali epidemii lekarze sami z siebie, chociaż nie musieli, zrobili sześć miejsc covidowych. - Natychmiast przyszła decyzja wojewody, że mają liczbę zwiększyć do 20 czy 36, dyrektor zaczął szukać ochotników, oczywiście nikt się nie zgłosił. Dyrektor wyznaczył tych ludzi, oni poszli do pracy. Wtedy było tak, że wojewodowie wysyłali decyzje do szpitali: teraz będziecie szpitalem jednoimiennym, a jak to zrobić, to już jest wasza głowa - mówił na antenie TOK FM. 

W dalszej części rozmowy autor "Stanu krytycznego" mówił o samotności zarówno lekarzy, jak i pacjentów, i strachu przed chorobą. - System jest niewydolny, przez parę miesięcy można było coś poprawić, ale nie wyciągnięto wniosków, może panowało przekonanie, że ten drugi atak koronawirusa nie nadejdzie, a nadszedł - podsumował Reszka. 

DOSTĘP PREMIUM