Branża fitness walczy o przetrwanie. "Dla niektórych podmiotów decyzja rządu jest gwoździem do trumny"

- Nie otrzymaliśmy żadnej argumentacji, dlaczego właśnie nasza branża musi się zamknąć i zaprzestać obsługi klientów. Do tej pory nie stwierdzono żadnych ognisk zapalnych w klubach fitness. Jesteśmy przekonani, że nasze miejsca ćwiczeń są bezpieczne - mówił w TOK FM Jacek Galiński, członek zarządu Polskiej Federacji Fitness, właściciel klubów fitness w Olsztynie.
Zobacz wideo

Zgodnie z ogłoszonymi w minionym tygodniu przez premiera Mateusza Morawieckiego obostrzeniami - od soboty zawieszona powinna być działalność siłowni, basenów czy klubów fitness. Opublikowane w piątek rozporządzenie wskazywało jednak, że miejsca te mogą być otwarte, ale tylko wtedy, kiedy są przeznaczone na przykład dla osób uprawiających sport w ramach zajęć sportowych odbywających się według harmonogramu na terenie danego obiektu. 

- Sami mamy wątpliwości z interpretacją tego rozporządzenia. Nie wiemy, czy po jego wydaniu można nadal ćwiczyć. Te obostrzenia nie dotyczą wszystkich obiektów, które funkcjonują w ramach naszej branży. My nie skupiamy tylko siłowni, klubów fitness czy basenów. Mamy też na przykład szkoły tańca - mówił na antenie TOK FM Jacek Galiński, członek zarządu Polskiej Federacji Fitness, właściciel klubów fitness w Olsztynie.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Prowadzący audycję Piotr Maślak zwrócił uwagę, że zgodnie z zapisami rozporządzenia - w siłowniach czy na basenach mogą odbywać się na przykład zawody sportowe. W związku z czym, miejsca te - chcąc się utrzymać - mogą organizować tego typu rozgrywki pięć razy w tygodniu. - Czuję się niezręcznie ujawniając luki, które w tym rozporządzeniu występują - przyznał Galiński. - Jest cały szereg opinii prawnych, które faktycznie wykazują wykluczające się zapisy. Pan podał jeden z przykładów, jakim są zawody. Ale w tym rozporządzeniu jest również mowa o zajęciach sportowych [które też mogą się odbywać - red.] - zauważył gość TOK FM.

"Nasze miejsca ćwiczeń są bezpieczne"

Galiński zapewniał, że przedstawiciele branży fitness będą starali się przedstawić rządzącym argumenty świadczące o tym, że siłownie czy baseny powinny wznowić działalność w możliwie szybkim terminie. - Jednak jeśli natrafimy na opór, to przynajmniej będziemy się starali doprecyzować zapisy rozporządzenia, aby kluby prowadzące nadal działalność nie były narażone na konsekwencje prawne - wskazał. 

Przedstawiciele branży fitness w sobotę w Warszawie zorganizowali protest przeciwko decyzji rządu o ich zawieszeniu. Przypominali, że po wiosennym lockdownie jako ostatni mogli się "odmrozić" i przekonywali, że kolejnego zamknięcia wiele siłowni czy klubów fitness nie wytrzyma. - Dla niektórych podmiotów ta decyzja jest przysłowiowym gwoździem do trumny - powiedział.

Galiński - w rozmowie z redaktorem Maślakiem - podkreślał, że "cała branża poszukuje logiki tej decyzji". - Zresztą nie tylko branża, ale również nasi klienci, którzy są poirytowani całą sytuacją. Nie otrzymaliśmy żadnej argumentacji, dlaczego właśnie nasza branża musi się zamknąć i zaprzestać obsługi klientów - mówił. - Do tej pory nie stwierdzono żadnych ognisk zapalnych w klubach fitness. Jesteśmy przekonani, że nasze miejsca ćwiczeń są bezpieczne - dodał.

Galiński zaznaczył też, że bez względu na to, jaka będzie decyzja rządu, przedstawiciele branży fitness chcą rozmawiać o kwestiach ekonomicznych. - Ostatnie miesiące w reżimie sanitarnym również skazywały nas na większe koszty prowadzenia działalności, a mniejsze przychody. W związku z czym będziemy rozmawiać o wszelkich formach wsparcia naszej branży, byśmy mogli dotrwać do końca pandemii i dalej realizować naszą misję - podsumował.

DOSTĘP PREMIUM