"Krew mi się wzburzyła. Mieliśmy 12 chorych, który nie było gdzie przewieźć. A potem usłyszałem, co mówią w TVP..."

Stworzenie szpitala na Stadionie Narodowym to krok, którego należało się spodziewać. Ale to dzieje się późno - mówił w Poranku Radia TOK FM Wojciech Konieczny senator Lewicy i dyrektor Miejskiego Szpitala Zespolonego w Częstochowie.
Zobacz wideo

- Próba sprawienia, żeby istniejące szpitale wchłonęły taką liczbę pacjentów i zapewniły im odpowiednią opiekę, była mrzonką. Nie dysponujemy taką liczbą miejsc. A poza tym skazalibyśmy innych chorych na brak opieki zdrowotnej. Więc muszą powstać jednostki wyspecjalizowane - tak Konieczny skomentował wiadomość o tym, że powstanie szpital polowy na Stadionie Narodowym, a niedługo potem kolejne.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Prowadząca audycję Dominika Wielowieyska zapytała go o to, jak obecna sytuacja wygląda z punktu widzenia dyrektora zwykłego szpitala powiatowego. 

- Krew mi się wzburzyła w sobotę. Byłem tego dnia w szpitalu, sprawdzałem, ilu pacjentów czeka na przeniesienie do szpitali z oddziałami zakaźnymi. Było 12 osób, które na SOR-ze i na oddziale przejściowym czekały, żeby je gdzieś przewieźć. I nie mieliśmy gdzie - lekarz dyżurny obdzwonił wszystkie szpitale z listy w województwie śląskim. A o 18:30 w telewizji regionalnej TVP 3 był program, w którym powiedziano, że połowa miejsc jest wolna. Jest jakieś ogromne przekłamanie informacyjne - opowiadał Konieczny.

- My damy radę diagnozować, oddzielić pacjentów chorych na Covid-19 i odpowiednio poprowadzić postępowanie w szpitalu, ale pod warunkiem, że ktoś będzie ich od nas odbierał. W momencie, gdy ci pacjenci będą musieli leżeć na naszych oddziałach, praca szpitala będzie sparaliżowana - wyjaśnił gość TOK FM.

Wielowieyska przypomniała, że 30 września Konieczny mówił, że "jesteśmy w przededniu niewydolności służby zdrowia". - Co by pan powiedział dziś? - spytała.

- Dziś już jesteśmy w okresie niewydolności - odpowiedział Konieczny bez wahania. Później jednak dodał, że "okazało się, że tę niewydolność trzeba stopniować". - Dopóki jesteśmy w stanie zapewnić opiekę pacjentom w stanie zagrożenia życia, dopóki mamy możliwość przyjęcia ich do szpitali i leczenia, to ostateczne załamanie jeszcze nie nastąpiło - stwierdził.

Zauważył jednocześnie, że w przypadku osób poważnie chorych, ale jeszcze nie umierających (na przykład pacjentów onkologicznych), można już mówić o załamaniu systemu, bo "zadania służby zdrowia są realizowane w bardzo ograniczonym zakresie. 

- Już gdzieniegdzie dzieje tak, że karetki czekają ileś godzin przed szpitalem z chorymi, którzy wymagają pilnej pomocy. Więc punktowo załamanie już następuje. Teraz się tworzą szpitale polowe, które mają nas odciążyć. Ale to się dzieje dość późno, powinno było wcześniej - podkreślał Konieczny.

DOSTĘP PREMIUM