"Nie ma miejsca na negowanie oczywistego". Anestezjolog o dyżurach w dobie pandemii, rozmowach z chorymi i "plandemii"

"Dramatyczne telefony z prośbą o miejsce na oddziale intensywnej terapii, dylematy etyczne kogo kwalifikować do wentylacji mechanicznej. To nie Lombardia w marcu. Kraków. Dzisiaj". Tak napisał na Twitterze dr Jacek Górka z Kliniki Intensywnej Terapii i Anestezjologii 5 Wojskowego Szpitala Klinicznego w Krakowie. Zapraszamy na rozmowę z nim.
Zobacz wideo

TOK FM: Panie doktorze, jak wygląda u pana w klinice sytuacja pacjentów COVID-owych? Czy są jeszcze wolne miejsca? Czy wszystkie łóżka są zajęte i musicie odsyłać pacjentów?

Dr Jacek Górka, specjalista chorób wewnętrznych, w trakcie specjalizacji z anestezjologii: Dopiero od tygodnia jesteśmy oddziałem dedykowanym również chorym na COVID-19. Wcześniej mieliśmy na intensywnej terapii 11 łóżek czystych, czyli dla pacjentów bez koronawirusa. Od tygodnia mamy 8 łóżek dla chorych bez zakażenia SARS-CoV-2 i 6 łóżek dla pacjentów z COVID-19. Staramy się w tej chwili o stworzenie 6 kolejnych łóżek dla chorych na COVID-19. Czyli mówiąc wprost, będziemy mieć w sumie 20 łóżek, przy tym samym zespole medyczno-pielęgniarskim.

No właśnie, jak na dziś dajecie radę?

Nie ukrywam, że jest ciężko. W tej części, gdzie mamy pacjentów z COVID-19, pracujemy rotacyjnie. W kombinezonach i innych środkach ochrony osobistej, po 4-6 godzin. Potem wchodzi kolejny zespół. To bynajmniej nie oznacza, że my - którzy schodzimy z tej sali - odpoczywamy. Nie, my w tym czasie wypełniamy całą dokumentację pacjentów, a jest tego bardzo dużo. To jest ten czas, który możemy na to poświęcić. A potem wracamy do pacjentów z COVID-19. Czyli tak na zmianę.

Wiem, że te łóżka, które już macie, nie są wystarczające.

Nie, absolutnie nie. Przed weekendem mieliśmy dramatyczne telefony od lekarzy z innych szpitali z prośbą o przyjęcie pacjentów z COVID-19 w ciężkim stanie. Nie mieliśmy gdzie ich przyjąć. Podobnie było w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w Szpitalu Uniwersyteckim, gdzie mam dyżury. Teraz tych telefonów mamy jakby mniej, ale to zapewne dlatego, że koordynator wie, że my nie mamy miejsc i do nas nikogo na razie nie przysyła. Muszę też zaznaczyć, że w naszym szpitalu na oddziale wewnętrznym też leżą pacjenci w bardzo ciężkim stanie. Bywa, że dla takich pacjentów nie ma miejsca na Oddziale Intensywnej Terapii i są wentylowani mechanicznie poza OIT. My jako anestezjolodzy chodzimy tam, oceniamy stan chorych, ordynujemy leczenie, pomagamy. Ale nie mają tam całodobowej opieki anestezjologicznej tak, jakby leżeli na intensywnej terapii.

Ci, którzy koronawirusa przechodzą ciężko to najczęściej osoby w podeszłym wieku. Ale wiemy, że to nie oznacza, że nie ma osób młodszych niż 70-80-latkowie.

To prawda. Mamy też pacjentów młodszych, 40-letnich i 50-letnich. Co ciekawe, w przypadku koronawirusa ci pacjenci - nawet przy bardzo złych parametrach życiowych - jeszcze z nami rozmawiają, mówią nam, że się boją, są przytomni i świadomi do czasu, gdy nie musimy ich wprowadzić w śpiączkę farmakologiczną. Czego się boją? Chyba najbardziej duszności, bo jak twierdzą, duszność bywa czymś o wiele gorszym niż nawet najmocniejszy ból.

Panie doktorze, a co oznacza, że nawet przy bardzo złych parametrach życiowych? Jakie parametry ma pan na myśli?

Chodzi o niewydolność oddechową i tzw. saturację hemoglobiny tlenem. U osób zdrowych saturacja powinna wynosić 94% i więcej. Gdy spada poniżej 90%, mówimy o niewydolności oddechowej i wówczas chory wymaga tlenoterapii. A nasi pacjenci z COVID-19 bywa, że mają saturację 40-50%. Wcześniej, u pacjentów bez zakażenia SARS-CoV-2, którzy do nas trafiali z takimi parametrami, najczęściej dochodziło do zatrzymania krążenia, rozpoczynaliśmy resuscytację. A tu jest jednak inaczej, inaczej to przebiega. Śpiączkę farmakologiczną, intubację dotchawiczą i wentylację mechaniczną stosujemy w sytuacji, gdy pomimo podawania choremu tlenu - jego parametry życiowe nie poprawiają się do zadowalających wartości, lub poprawiają się kosztem bardzo dużego wysiłku oddechowego pacjenta. Bo to może być już dla niego bardzo niebezpieczne.

Macie wystarczającą ilość sprzętu?

Tak, na razie tak. Brakuje jednak osób, które mogłyby go obsługiwać. To jest tak naprawdę najbardziej palący problem. Część rezydentów, stażystów już przychodzi i się uczy, jak działa i jak ustawiać respirator. Ale to nie jest włączenie kuchenki gazowej. Tu ważne są parametry, obserwacja chorego, więc to naprawdę nie jest łatwe, wymaga doświadczenia i czasu.

Na koniec, jak pan się zapatruje na twierdzenia - mówi się, że nawet 10 procent społeczeństwa, że pandemii nie ma, że to "ściema" i histeria? Nawet część lekarzy zamieszcza takie wpisy - pojedynczy medycy, ale jednak.

To niestety prawda. Ja mam nadzieję, że w przypadku lekarzy wynika to z faktu, że nie mieli do czynienia z takimi chorymi i stąd te ich wpisy. Kto nie widział chorego na COVID-19, może nie zdawać sobie sprawy, z czym to się wiąże. A to są naprawdę bardzo dramatyczne sytuacje. I jest ich coraz więcej. Nie ma miejsca na negowanie oczywistego.

DOSTĘP PREMIUM