Premier zapowiedział zmiany dot. nauki zdalnej i hybrydowej. Lekarze alarmują: przybywa zakażeń wśród nauczycieli

Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział w Sejmie, że decyzja o zdalnym lub hybrydowym nauczaniu w szkołach podstawowych ma zapaść jeszcze dziś. Lekarze alarmują, że coraz więcej nauczycieli choruje. Przyznają też, że niestety zdarza się, iż mimo zagrożenia, obostrzenia są bagatelizowane. Np. w jednej ze szkół na Podlasiu zorganizowano obchody Dnia Nauczyciela. Bez zachowania dystansu, bez maseczek.
Zobacz wideo

- Z wysoką dozą prawdopodobieństwa dzisiaj po południu (środa, 21 października 2020) na kolejnym z codziennie odbywających się sztabów kryzysowych podejmiemy decyzję o tym, że także wyższe klasy szkół podstawowych będą też podlegały nauczaniu zdalnemu lub nauczaniu hybrydowemu - mówił w Sejmie premier Mateusz Morawiecki.

Na razie zdalnie uczą się studenci i uczniowie szkół średnich w strefach czerwonych. Inni muszą prosić o zgodę sanepid.

Zdalne lekcje prowadzi m.in. Ewa Leonowicz z II LO w Lublinie. - Jestem jednak zdania, że stało się to dwa, trzy tygodnie za późno. O ile na początku jeszcze sanepid ogarniał sytuację, gdy w naszej szkole pojawił się pierwszy przypadek, tak przy kolejnych przypadkach był to jeden wielki chaos - mówi pani Ewa. Jak tłumaczy, nawet gdy nauczyciele wiedzieli, że w klasie jest uczeń, który miał styczność z osobą zakażoną, nie mogli nic zrobić. - Żadne decyzje nie zapadały, musieliśmy przychodzić do pracy, z pełną świadomością tego, jak bardzo jesteśmy narażeni. Narażeni byli też wszyscy nasi uczniowie - mówi Ewa Leonowicz.

- Zakażeń wśród nauczycieli przybywa - mówi dr Joanna Zabielska. Sama codziennie przyjmuje informacje o zachorowaniach i kieruje na testy. - Są to pacjenci z objawami infekcji dróg oddechowych. Nauczyciel, który ma katar, kaszle, nawet nie musi mieć gorączki, ale ma chrypkę, nie może prowadzić zajęć z dziećmi i musi przebywać na zwolnieniu lekarskim do czasu ustąpienia objawów. Zwykle dostają zalecenia izolacji i stosowania leków objawowych - tłumaczy lekarka. - Testy zlecamy zazwyczaj każdemu nauczycielowi z infekcją, ponieważ ważny jest czas izolowania takiej osoby, by nie dochodziło do zakażania kolejnych osób, w tym dzieci - dodaje. W ocenie lekarki, nauczyciele już przy pierwszych objawach infekcji powinni zostać w domu.

Lekarze zwracają też uwagę, że niektóre szkoły - mimo dramatycznych wzrostów zakażeń - organizują np. szkolenia dla nauczycieli czy spotkania integracyjne z okazji Dnia Nauczyciela (14 października). Tak było w jednej z prywatnych szkół na Podlasiu - po takim spotkaniu duża grupa osób jest na kwarantannie, czeka na wyniki testów. Z kolei w Skierniewicach Zespół Szkół im. ks. St. Konarskiego zorganizował dla nauczycieli i innych pracowników w dniach 9-10 października Dni Skupienia. Na zdjęciach widać, że uczestnicy są bez maseczek. Efekt? Kolejne zakażenia i podejrzenia zakażeń.

- Jeśli chodzi o nauczycieli, to mamy do czynienia z takim zjawiskiem, że młodzież, dzieci chorują bezobjawowo czy skąpoobjawowo. A to bardzo utrudnia wyłapywanie tych chorych, zwłaszcza wobec braku przesiewowych testów w szkołach - mówi dr Aleksander Biesiada, lekarz rodzinny z Małopolski. Przyznaje, że miał przypadki nauczycieli, którzy prawdopodobnie zakazili się w warunkach szkolnych i musieli trafić do szpitala, bo mieli tak niepokojące objawy zakażenia koronawirusem. - Pamiętajmy, że wielu nauczycieli to osoby w starszym wieku, z wieloma chorobami i te choroby w przebiegu infekcji koronawirusem mogą ulec zaostrzeniu. Tak się też zdarzało w przypadku pacjentów, którymi się opiekowałem - mówi dr Biesiada.

W Polsce były też niestety przypadki zgonów nauczycieli w związku z koronawirusem. Ostania doba to w sumie ponad 10 tysięcy zakażeń w Polsce.

Posłuchaj podcastu!

DOSTĘP PREMIUM