Ekspertka: Cały oddział szpitala nie dostał dodatku. Bo przyjęto jedno dziecko z zagtrożeniem życia, ale bez COVID-19

Wystąpienie premiera Mateusza Morawieckiego na gorąco w TOK FM komentowała ekspertka polityki zdrowotnej Aleksandra Kurowska.
Zobacz wideo

Morawiecki mówił m.in. o poczynionych przez rząd zakupach. Wskazał maseczki, których w magazynach ma być kilkanaście milionów; pół miliarda rękawiczek, przyłbice, kombinezony, maski trójwarstwowe. - Do samym szkół w sierpniu rozwieźliśmy 75 tysięcy termometrów bezdotykowych - mówił. Obiecał również wydanie szpitalom kolejnych respiratorów. 

Prowadzący audycję Paweł Sulik pytał ekspertkę, czy takie przygotowania są wystarczające..

- Respiratory to przede wszystkim ludzie do ich obsługi, których nie szkoliliśmy. To nie jest tak, że pan, ja, dowolna pielęgniarka czy lekarz pediatra wyciągnięty przez wojewodę z POZ po prostu stanie i zacznie ten respirator obsługiwać - mówiła Kurowska, na co dzień związana z portalem cowzdrowiu.pl. 

Dodała, że respiratory to "szczyt góry lodowej", bo braki sprzętowe w polskich szpitalach dotyczą często rzeczy zupełnie podstawowych - choćby łóżek. - Jakie my mamy usprzętowienie, jeśli mamy zabierać łóżka z geriatrii, czy psychiatrii dziecięcej? - pytała retorycznie. 

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Redaktor Sulik zapytał Kurowską, co sądzi o zapowiedziach dodatkowych świadczeń stuprocentowych dla medyków. I czy wierzy, że będą one faktycznie będą wypłacane. 

- Tego nie wie nikt i ja też nie jestem w stanie tego powiedzieć. Mieliśmy już dodatki covidowe, które miały zachęcić lekarzy pracujących przy Covidzie do niepodejmowania innych prac. Część osób dostawała, część nie dostawała - stwierdziła Kurowska. 

Wspomniała, że dodatki mieli dostawać wszyscy pracujący w placówkach, gdzie są pacjenci covidowi, jednak później zdecydowano, że będą wypłacane tylko osobom, które miały bezpośredni kontakt z takimi pacjentami.

- Niektóre szpitale - np. jeden ze szpitali krakowskich - nie dostały tego dodatku, Bo wystarczyło przyjąć jednego pacjenta niecovidowego, żeby stracić dodatek. W tym przypadku było to dziecko z zagrożeniem życia, którego nigdzie indziej nie można było przyjąć. To jedno dziecko "niecovidowe" spowodowało, że wszyscy pracownicy oddziału stracili dodatek - opowiadała Kurowska. 

Przypomniała, że "jedno to są deklaracje, drugie to ostateczny akt prawny opublikowany w Dzienniku Ustaw, który często się bardzo różni od deklaracji. A trzecia rzecz to jest wykonanie." - Pracownicy rzeczywiście obawiają się, że wielu z nich nie dostanie dodatków - przyznała.

Jak dodała, od kilku dni zastanawia się też nad tym, dlaczego szpitale tymczasowe powstają na stadionach czy w halach targowych. - Wiem, że to będzie wyglądało medialnie, ale mamy tyle szpitali, które stoją półpuste, budynków poszpitalnych, w których są pojedyncze sale, jest częściowa infrastruktura - mówiła na antenie TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM