Szef Porozumienia Rezydentów apeluje, by już uruchomiać szpitale polowe. "Nikt się nie spodziewał tak ciężkiego przebiegu pandemii"

Zdaniem Filipa Płużańskiego premier, mówiąc o największym kryzysie od 30 lat, wypowiedział pierwsze szczere słowa o obecnej walce z epidemią. Przewodniczący Porozumienia Rezydentów apelował też o to, aby szpitale polowe uruchomić natychmiast. Jak mówił w TOK FM, szpitale polowe "to jedyna opcja", by skutecznie walczyć z rosnącą liczbą zachorowań.
Zobacz wideo

Filip Płużański, Przewodniczący Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy przyznał w TOK FM, że komunikacja między lekarzami a rządem "bywa momentami bardzo trudna", ale mimo wszystko medycy "cały czas deklarują gotowość do współpracy". Żałował jednak, że rząd nie skonsultował z lekarzami nowych przepisów dotyczących walki z epidemią

- Uniknęlibyśmy wszystkich wątpliwości - ocenił gość Poranka Radia TOK FM. - Oskarżamy w tym momencie rząd o to, że próbuje nas siłą zagonić do roboty. Ale myślę, że większość moich kolegów ma świadomość, w jak trudnej sytuacji znajdujemy się w tym momencie - stwierdził. I dodał, że cały system polskiej ochrony zdrowia jest we wstrząsie, ale lekarze muszą zrobić wszystko, żeby się nie rozsypał. 

Karolina Lewicka przypomniała, że wiele organizacji lekarskich oprotestowało nowe przepisy. Ponieważ lekarzy, którzy walczą z pandemią, zdejmują one jedynie odpowiedzialność karną, a nie cywilną i zawodową. Poza tym samorządy poszczególnych środowisk, na wezwanie wojewody lub ministra, miałyby przygotowywać listy osób, które mogą zostać oddelegowane do pracy poza miejscem stałego zatrudnienia. - Tylko owe samorządy nie mają informacji, które pozwoliłby im precyzyjnie takie listy przygotować. Wiedzą, ile medyk ma lat, ale nie wiedzą, czy ma pod opieką trójkę dzieci - zauważała dziennikarka TOK FM.

- W tym momencie potrzebujemy sprawnej komunikacji - powtórzył dr Płużański. - Deklarujemy chęć współpracy, mimo że samorząd medyczny oprotestował te ustawy, bo one są rzeczywiście pisane na kolanie, w pośpiechu - oznajmił. - Wczoraj pan premier powiedział, że mamy kryzys, jakiego nie było od 30 lat. Myślę, że to są pierwsze szczere słowa, które dotyczą obecnej sytuacji. Ona jest bardzo trudna - stwierdził. 

Szpitale polowe, czyli konieczność. "Nie mamy gdzie leczyć"

Zdaniem Płużańskiego szpitale tymczasowe, które mają powstać w każdym mieście wojewódzkim, to nie jest działanie rządu na pokaz, ale konieczne rozwiązanie. - Nie mamy gdzie leczyć pacjentów z innymi schorzeniami. Zawały, udary, urazy, to wszystko cały czas się dzieje. Choroby nie wzięły na wstrzymanie - podkreślił. - Szpitale polowe to jedyna opcja, żeby zakażonych pacjentów oddzielić od reszty, zapewnić im bezpieczną i godną opiekę - dodał. 

Karolina Lewicka zwróciła jednak uwagę, że z zapowiedzi rządu wynika, że te szpitale zostaną użyte dopiero w ostateczności, a nie natychmiast. - Cały czas apeluję, żebyśmy z tych szpitali korzystali wcześniej. Apeluję też, żeby pochopnie nie zmieniać przeznaczenia niektórych oddziałów, na przykład rehabilitacji czy geriatrii, bo tam są cały czas pacjenci - odpowiedział lekarz. - Tych pacjentów musimy przecież wypisać, zmienić infrastrukturę szpitala, który w wielu miejscach do tej pory nie spełniał wszystkich norm - kontynuował. 

Płużański ocenił, że polskie szpitale są w wielu przypadkach "kompletnie niedostosowane" do warunków, w jakich muszą dzisiaj pracować medycy. - W wielu miejscach ciężko wyjechać łóżkiem z sali, zdarza się, że trzeba pacjenta prosić, żeby wstał, bo się łóżko nie mieści. Cały czas są takie sytuacje, a my takie szpitale zmieniamy w szpitale "covidowe". Dla pacjentów, którzy mogą być w bardzo ciężkim stanie - stwierdził. 

"Błędem rządu było mówienie, że wszystko jest super"

Mimo wszystko przewodniczący Porozumienia Rezydentów jest przekonany, że medycy będą się zgłaszać jako ochotnicy do walki z epidemią. Trzeba ich zachęcić, stworzyć takie warunki, żeby czuli się w tej pracy bezpiecznie - powiedział. - Pacjenci chorują ciężko, chorują w dużej liczbie, cała praca spoczywa na barkach personelu. Nie zrobi tego za nich respirator albo łóżko - podkreślił. 

Zauważył też, że nawet 200 procent wynagrodzenia nie sprawi, że lekarze będą zarabiać krocie, bo w tym momencie pensja wielu specjalistów nie przekracza 4 tysięcy złotych. Zaapelował również do tych lekarzy, którzy mogą zgłaszać się na ochotników, aby to zrobili. - Jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji, przez te kilka miesięcy największym błędem rządu było mówienie, że wszystko jest super. Nie jest super, ziściły się nasze najgorsze przewidywania, nikt się nie spodziewał tak ciężkiego przebiegu pandemii - podsumował  Przewodniczący Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.

DOSTĘP PREMIUM