Dr Katarzyna Pikulska zgłosiła się do pracy na Narodowym. "Chcę nieść pomoc, widzimy co się dzieje"

- Uważam, że w pomoc powinni się włączyć wszyscy, w tym lekarze politycy, dlatego wymyśliliśmy taki projekt #Covid19challenge. Mam nadzieję, że wszystkie ręce będą na pokładzie - mówi TOK FM dr Katarzyna Pikulska, która zgłosiła się do pracy w szpitalu tymczasowym budowanym na Stadionie Narodowym w Warszawie.
Zobacz wideo

Szpital na Stadionie Narodowym ma być gotowy na najbliższy poniedziałek. Minister Michał Dworczyk, który nadzoruje wszystkie prace, poinformował, że od środowego popołudnia do do godziny 10. w czwartek do pracy w Szpitalu Narodowym zgłosiło się ponad 1250 lekarzy, pielęgniarek i sanitariuszy. W piątek koordynator szpitala dr Artur Zaczyński rozpoczyna szkolenia personelu. Jedną z osób, które wysłały swoje zgłoszenie jest dr Katarzyna Pikulska, lekarka doświadczona m.in. w pracy na misjach medycznych, choć nie tylko. Bardzo aktywna w czasie protestu rezydentów w 2017 roku.

TOK FM: Pani doktor, jak to się stało, że się pani zgłosiła do pracy w szpitalu tymczasowym na Stadionie Narodowym? Co panią kierowało?

Katarzyna Pikulska, ortopeda w Mazowieckim Szpitalu Specjalistycznym w Siedlcach, przewodnicząca Stowarzyszenia Chirurgów "Skalpel": Wierzę, że utworzenie tego szpitala na stadionie może się udać. Uznałam, że uda mi się połączyć moją pracę w szpitalu, gdzie pracuję na 3/4 etatu z pracą na Stadionie Narodowym, przy walce z pandemią. Dodatkowo moim atutem jest to, że znam stadion - pracowałam tam wielokrotnie przy zabezpieczeniu medycznym różnych imprez. Mam szkolenie stadionowe, a nie każdy lekarz takie szkolenie posiada - znam obiekt, wydaje mi się, że to może być przydatne. Dla mnie to jest naturalne, że chcę wziąć udział w wyzwaniu, aby taki szpital stworzyć.

Wysłała pani swoje zgłoszenie w środę wieczorem i...?

I czekam. W tym zgłoszeniu podaje się imię, nazwisko, zawód i kontakt. Na razie nie wiem, na jakich zasadach będą zatrudnieni pracownicy, za jakie pieniądze. W mojej ocenie, jeśli chodzi o formę zatrudnienia, to każdy lekarz powinien mieć wybór, czy chce pracować na kontrakcie, czy na umowie o pracę.

Ile chciałaby pani tam zarabiać?

Nie chcę podawać żadnych kwot - czekam na to, co ewentualnie mi zaproponują. Chcę nieść pomoc, widzimy co się dzieje, zakażeń przybywa. Pracuję na co dzień z pacjentami, rozmawiam z nimi, wiem, jak bardzo boją się tej choroby. Uważam, że w pomoc powinni się włączyć wszyscy, w tym lekarze politycy, dlatego wymyśliliśmy taki projekt #Covid19challenge. Mam nadzieję, że wszystkie ręce będą na pokładzie - jako "Skalpel" nominowaliśmy senatora lekarza Stanisław Karczewskiego oraz posła lekarza z PiS Czesława Hoca.

Wysyłając zgłoszenie, na pewno widziała pani ogłoszenie, które zamieszczono na stronie szpitalnarodowy.pl. To strona z hasztagami #reprezentacjazdrowia czy #gramyozdrowie. "Praca w tym szpitalu będzie dla Państwa ciekawym i wyjątkowym wyzwaniem zawodowym. Szukamy ludzi z pasją, zaangażowanych i pełnych entuzjazmu" - czytamy na stronie. Co pani na to?

- Tego typu ogłoszeń nawet Bareja by nie wymyślił. PR-owo jest to słabe, tak się nie rekrutuje personelu medycznego do walki z pandemią Ale zgłoszenie rzeczywiście jest bardzo proste.

Jest pani lekarzem szpitalnym, ma pani do czynienia z pacjentami covidowymi. Jakie obrazki ma pani w głowie już teraz i czy pani wyobraźnia podpowiada, co będzie się dalej działo? Jak to będzie wyglądać na tym Stadionie Narodowym?

To na pewno będzie trudna praca, ale zawód lekarza w ogóle jest trudny. To co widzimy już teraz to przerażenie. Ludzie nie wiedzą, czy przejdą COVID-19 łagodnie, czy też nie. Boją się duszności - duszność to stan przerażający i dla pacjenta, i dla lekarza. Oddycha się bardzo szybko, ale nie jesteśmy w stanie zapewnić sobie odpowiedniej ilości tlenu, by funkcjonować, siedzieć. To bardzo poważne.

Brakuje anestezjologów i z dnia na dzień ich nie przybędzie.

Tak, dlatego mam nadzieję, że przed uruchomieniem szpitala na Stadionie Narodowym lekarze dostaną dostęp do wszelkich kursów i szkoleń, potrzebnych do obsługi sprzętu medycznego - stosowanego przez lekarzy anestezjologów. To się już oczywiście dzieje oddolnie, próbujemy się już szkolić w szpitalach.

Obawy, lęki?

Nie, na razie ich nie mam. Mam doświadczenie pracy w różnych sytuacjach, również trudnych, pracowałam na misjach medycznych. Ale ma nadzieję, że nasze władze zrobią wszystko, by to nie były skrajne warunki pracy, bo stać nas na to, by leczyć Polaków w dobrych warunkach. Musimy to zorganizować tak, żeby było dobrze, nie mamy wyjścia. Żeby to lekarze, medycy decydowali o tym, jak walczyć z epidemią, a nie politycy.

DOSTĘP PREMIUM