Dyrektor szpitala: Jeśli sytuacja się nie poprawi, to polska ochrona zdrowia nie wytrzyma

Nie ma wystarczającej liczby ludzi do pracy. System pracuje na granicy wydolności, brakuje lekarzy, brakuje pielęgniarek, brakuje personelu pomocniczego - wyliczał w TOK FM dr Jerzy Friediger, dyrektor Szpitala im. S. Żeromskiego w Krakowie. Informacje brzmią jeszcze gorzej, gdy zestawimy je z najnowszymi danymi na temat zakażeń koronawirusem.
Zobacz wideo

Ministerstwo Zdrowia drugi dzień z rzędu informuje o największych przyrostach zakażeń koronawirusem w Polsce. Wczoraj (27 października) wykryto 16300 przypadków, a dziś aż 18 820. Zmarło też najwięcej dużo chorych - 236. Jak poinformował dziś [28 października] resort, z powodu koronawirusa w szpitalach przebywa 13 931 osób, u których potwierdzono zakażenie, a 1150 z nich podłączonych jest do respiratorów. 

O jednej z największych bolączek polskiej służby zdrowia mówił w TOK FM dr Jerzy Friediger, dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Żeromskiego w Krakowie. Nie tylko w jego szpitalu brakuje łóżek. – W mojej placówce uruchomiliśmy 47 łóżek dla pacjentów z COVID-19, w sumie mamy takich 120. A w ogóle czynnych łóżek mamy 400 – wyliczał członek Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej. - Musieliśmy wstrzymać planowe przyjęcia innych pacjentów. Co zresztą jest zgodne z zaleceniem Narodowego Funduszu Zdrowia. Tak jest na pewno nie tylko w moim szpitalu. Po prostu maksymalną ilość łóżek oddajemy pacjentom COVID-owym. Jednak to nie rozwiązuje całości problemów. Ludzie nie przestali chorować na inne choroby. Ich też trzeba leczyć – podkreślił dr Friediger w rozmowie z Maciejem Głogowskim.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

Lekarz wyjaśniał, że na problemy dotyczące braku miejsc/łóżek to nie jedyna bolączka. Bo w polskiej służbie zdrowia od dawna brakuje lekarzy i pielęgniarek, to problem, który "toczy niczym rak" system opieki zdrowotnej.

W końcu musi się to zemścić. –  Nie ma wystarczającej liczby ludzi do pracy. Już funkcjonujmy na granicy wydolności kadrowej. Staramy się zapewnić przy tym pacjentom wszystko, co możemy i co im się należy. Co będzie dalej? To zależy od pandemii. Jeśli będzie lepiej, to wszystko to zacznie się odblokowywać. Jeśli sytuacja się nie poprawi, to na tej ilości łóżek, które mamy, polska ochrona zdrowia nie wytrzyma – ocenił dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. Stefena Żeromskiego w Krakowie

Brakuje pieniędzy

Jak wskazywał gość TOK FM, na bieżąco placówka, którą kieruje, otrzymuje dużą pomoc np. od wojewody małopolskiego, marszałka czy prezydenta miasta. Głównie dotyczy to środków ochrony osobistej czy sprzętu. Natomiast potrzeby są znacznie większe. – Nie mam w ogóle pieniędzy na bieżące funkcjonowanie szpitala. Na leki, na pensje, czyli na codzienne wydatki. Ceny za pranie i sprzątanie też rosną, a finansowanie jest na tym samym poziomie – wyliczał dr Friediger.

Jego zdaniem, resort zdrowia i NFZ muszą w końcu zrozumieć, że szpitale do prawidłowego funkcjonowania potrzebują jednak pieniędzy. – W dobie COVID-19 utrzymanie placówki jest droższe. Nawet jeśli ktoś mi powie, że dostaje środki ochrony, Mam środki ochrony, ale już średnio około 150 na niecały 1000 pracowników jest wyłączona z pracy na kwarantannach, opiekach etc. Koniecznie jest płacenie godzin nadliczbowych pracującym medykom, a to kosztuje. Takich rzeczy jest cała masa – podsumowywał gość magazynu "EKG". 

DOSTĘP PREMIUM