Lekarz na kwarantannie mówi nam: Zwiększanie liczby łóżek w szpitalach to jedno, ale najważniejszy jest zdrowy rozsądek

Prof. Mirosław Czuczwar przyznaje, że sytuacja związana z rozprzestrzenianiem się koronawirusa w Polsce jest coraz poważniejsza. Ale mimo niepokojących danych, dotyczących zachorowań, przestrzega przed czarnowidztwem.
Zobacz wideo

Prof. Mirosław Czuczwar jest szefem II Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie. Od kilku miesięcy - razem z innymi lekarzami, pielęgniarkami - walczy o życie pacjentów z najpoważniejszymi objawami COVID-19.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

Lekarz obecnie przebywa na kwarantannie, bo zakaził się koronawirusem, prawdopodobnie do dzieci, które chodzą do szkoły. - Potwierdza się stara prawda, że w pracy z pacjentami z potwierdzonym COVID-19 jest najbezpieczniej, bo tam wszyscy wiedzą, jak się zachowywać, jak się zabezpieczyć - mówi profesor. Dodaje, że czuje się dobrze, ale wynik jest pozytywny. - Dlatego stanowiąc potencjalne zagrożenie dla otoczenia muszę się izolować - dodaje prof. Czuczwar.

Koronawirus. Czy zdecydowane działania nie powinny być podjęte wcześniej?

W szpitalach z dnia na dzień przybywa chorych, dziś (1 listopada) resort zdrowia poinformował o ponad 17 tys. nowych zakażeń koronawirusem.

Nasz rozmówca przyznaje, że sytuacja staje się coraz bardziej poważna. Ale też stara się uspokajać nastroje. - Widzimy karetki w kolejce przed szpitalami. Widzimy karetki krążące po mieście z pacjentami, bo nie ma kto ich przyjąć. To obrazy, które pamiętamy z południa Europy, teraz stały się też w pewnym sensie naszym udziałem. Natomiast ja bym poczekał z czarnowidztwem - mówi ekspert. - W mojej ocenie, co by nie mówić, nasz system jeszcze działa: zwiększana jest liczba łóżek, powoływane są nowe oddziały, tworzone szpitale tymczasowe. Pytanie, czy te wszystkie działania nie powinny być podjęte wcześniej, jest oczywiście pytaniem otwartym. Ale nie można powiedzieć, że nikt nie robi nic, by starać się pandemię opanować - dodaje.

Prof. Mirosław Czuczwar nie ma wątpliwości, że prognozy dotyczące tzw. wariantu łagodnego pandemii w Polsce się nie ziściły. - Jeszcze kilkanaście tygodni temu byli lekarze, pielęgniarki, którzy uważali, że wirus w progach ich gabinetów, oddziałów, klinik nie zagości. Dzisiaj już wiemy, że tak nie będzie. Dzisiaj pacjenci z COVID-19 trafiają już wszędzie. I to jest ta podstawowa zmiana do sytuacji z wiosny - zwraca uwagę nasz rozmówca. W ocenie profesora, podejmowane przez władzę działania powinny odnieść skutek (otwieranie nowych oddziałów, wprowadzanie kolejnych obostrzeń). - Ale to nie stanie się z dnia na dzień. Na efekt trzeba będzie trochę poczekać. Natomiast nie jest prawdą, że nikt nie pracuje nad tym, by Polacy mogli się czuć bezpiecznie. Nad tym, jak złagodzić wpływ pandemii na nasze zdrowie i życie pracują różne gremia i grupy eksperckie - podkreśla lekarz.

Profesor mówi wprost - na dziś nie możemy mówić, że wszystkie podejmowane działania są nieskuteczne, że liczba chorych przyrasta, a my nie mamy gdzie ich kłaść. - W mojej ocenie, to nie jest jeszcze ten etap. Absolutnie! Ja bym wolał poczekać z przedstawianiem wszystkiego w takich czarnych barwach - dodaje nasz rozmówca. Popiera rządzących m.in. w kwestii tworzenia szpitali tymczasowych czy zwiększania miejsc na poszczególnych oddziałach.

Skąd wziąć personel do otwieranych szpitali?

Jak mówi prof. Czuczwar, ciągle odbywają się operacje, cały czas przyjmuje się pacjentów na inne oddziały (choć tych przyjęć jest mniej - przyp. red.). - Na razie ortopedzi zajmują się tym, czym powinni, chirurdzy tak samo; kardiolodzy, hematolodzy również. Rzeczywiście, mamy zmniejszoną liczbę łóżek i zmniejszoną liczbę procedur, ale nie można mówić, że wszyscy na dziś pracują tylko na rzecz pacjentów z koronawirusem. Do głębokich zasobów kadrowych jeszcze nie było potrzeby sięgać - uważa lekarz.

Ekspert podkreśla, że zwiększanie liczby szpitalnych łóżek, choćby przez tworzenie szpitali tymczasowych, wprowadzanie restrykcji i obostrzeń to jedna strona medalu. - Bo jeżeli nie spotka się to z pozytywnym odzewem ze strony społeczeństwa, to te działania będą niewystarczające - mówi.

I dodaje, że w przypadku epidemii współpracować muszą wszyscy. Maski, zakrywanie ust i nosa, dezynfekcja rąk, zachowywanie dystansu społecznego - to podstawa. - Oczekujemy, że każdy będzie też sam działał, w miarę swoich skromnych możliwości, na rzecz tego, by nowych chorych było jak najmniej - przyznaje profesor. I apeluje zwłaszcza do osób starszych, ale też tych z chorobami przewlekłymi o to, by nie wychodziły z domów. - Inni mogą im pomóc: zrobić zakupy, pójść do apteki. Apeluję do rozsądku i apeluję o solidarność z takimi osobami. Zwiększenie naszej życzliwości, pojawienie się wielu wolontariuszy , to kolejna, po zwiększeniu wyszczepialności na grypę, pozytywna odsłona pandemii - przekonuje prof. Mirosław Czuczwar.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM