Lekarz o fatalnej sytuacji w ochronie zdrowia. "Teraz należy bać się chorować nawet na najprostsze choroby"

- Obecnie urzędujący nam i panujący politycy (.) zawsze przedstawiają takie informacje, które mają być bardzo optymistyczne, ale ten optymizm kompletnie nie odpowiada rzeczywistości - mówił w TOK FM dr Bartosz Fiałek, szef kujawsko-pomorskiego oddziału Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.
Zobacz wideo

"Kiedy walczysz o zdrowie i życie innych, samemu narażając się na negatywne konsekwencje zdrowotne, w systemie, który niczego Ci nie gwarantuje i jego organizacja sprowadza na Ciebie wielkie niebezpieczeństwo, jesteś herosem. Jestem chory" - napisał w poniedziałek w mediach społecznościowych dr Bartosz Fiałek, informując, że jego test na COVID-19 dał wynik pozytywny. Pytany w TOK FM, jak się czuje - przyznał, że średnio. Mówił o wielkim zmęczeniu i bólach mięśni. - Trochę jakbym dźwigał pacjentów i na początku myślałem, że to właśnie tym jest to wszystko spowodowane, bo my cały czas w szpitalu przekładamy pacjentów. (...) Ale kiedy ten ból trwa już cztery dni, to stwierdziłem, że tak długo przeciążony bym nie był - powiedział.

Prowadząca audycję red. Karolina Lewicka pytała m.in. o słowa wojewody mazowieckiego (i też lekarza) Konstantego Radziwiłła, który w rozmowie z RMF FM stwierdził, że polska służba zdrowia "zaskakująco dobrze przechodzi test" związany z koronawirusem. 

- Wiemy doskonale, że obecnie urzędujący nam i panujący politycy (…), a pan Radziwiłł jest już chyba bardziej politykiem niż lekarzem, zawsze przedstawiają takie informacje, które mają być bardzo optymistyczne, ale ten optymizm kompletnie nie odpowiada rzeczywistości - skomentował dr Fiałek. Jego zdaniem, wojewoda dobrze wie, jak trudna jest sytuacja (zwłaszcza na Mazowszu), "ale ciężko jest się przyznać do tego, że przez sześć miesięcy nie robiło się nic, by uchronić Polki i Polaków przed nieudolnością systemu ochrony zdrowia, a pracowników ochrony zdrowia od zakażenia".

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

"Jesteśmy zgubieni"

Redaktor Lewicka pytała swojego gościa także o testy na COVID-19. Zwróciła uwagę, że w poniedziałek resort zdrowia informował o blisko 22 tysiącach nowych zakażeń koronawirusem, przy przeprowadzeniu około 44 tysięcy testów. Oznacza to, że mniej więcej 50 procent badanych próbek daje wynik pozytywny. Zdaniem dra Fiałka, to fatalna informacja. 

- Zgodnie z tym, co przedstawiają naukowcy współpracujący bezpośrednio ze Światową Organizacją Zdrowia, aby móc realnie oceniać przebieg epidemii (...) odsetek pozytywnych testów powinien wynosić nie więcej niż 10 procent, a najlepiej jeśli wynosi do 5 procent. Wówczas istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że wykrywamy wszystkich, którzy są chorzy - wyjaśniał. I dodał, że jeżeli tych dodatnich wyników jest 50 procent, to znaczy, że realnie zakażonych może być nawet 10 razy więcej, tylko po prostu "są niewidoczni dla systemu". - Dlatego uważam, że jesteśmy zgubieni - skwitował lekarz.

"Należy bać się chorować"

Ostatnia rzecz, na którą zwrócił uwagę dr Fiałek to problemy pacjentów cierpiących na inne niż koronawirus schorzenia (które przecież nie zniknęły wraz z pojawieniem się COVID-19).

- Oni nie dostają pomocy, ponieważ szpitale są "po kokardę" wypchane pacjentami. I nie ma miejsca nie tyle dla pacjentów "covidowych", ale też dla tych z innymi ostrymi i przewlekłymi chorobami - mówił. Przez to, jak dodał, te osoby niejednokrotnie w swoim zaciszu domowym umierają, bo albo nie zdążyła dojechać do nich karetka czekająca w jakimś szpitalu na podjeździe, albo sami na tym podjeździe gdzieś "utknęli" i ich stan pogorszył się na tyle, że nie dało im się już pomóc. 

- Zatkanie systemu opieki zdrowotnej doprowadza do tego, że pacjenci, którzy do tej pory mogli być skutecznie leczeni, będą umierać właśnie z powodu skrajnej, schyłkowej niewydolności systemu ochrony zdrowia - przestrzegał gość TOK FM. 

I pokreślił, że jest taki wskaźnik jak "zgony możliwe do uniknięcia dzięki skutecznej i terminowej interwencji medycznej". - On mówi nam o tym, ile osób można by uratować, gdyby był dostęp do szybkiej i skutecznej interwencji medycznej. Już przed pandemią (...) mieliśmy ten wskaźnik wyższy aniżeli średnia europejska. Teraz pewnie zdecydowanie jeszcze wzrośnie - przewidywał  dr Fiałek. Lekarz przypomniał, że jeszcze przed koronawirusem kolejki do specjalistów w Polsce były długie. Teraz - jego zdaniem - będą jeszcze dłuższe, przez co "jeszcze większa grupa ludzi, których można by skutecznie leczyć to życie lub zdrowie utraci". - To jest tragiczne - powiedział.

- Teraz należy bać się chorować nawet na najprostsze choroby, ale również na te ostre, typu zawał mięśnia sercowego, który dzięki fantastycznej kardiologii inwazyjnej możemy skutecznie leczyć czy udar mózgu - stwierdził gość TOK FM. - To wszystko [pomoc medyczna - red.] będzie opóźnione i przez to ci ludzie będą mogli być inwalidami albo umierać z powodu kompletnego braku miejsca, braków kadrowych albo problemów ze sprzętem czy lekami - podsumował. 

DOSTĘP PREMIUM