Dr Grzesiowski: Nie można otwierać szkół jak we wrześniu, bo będziemy mieć kolejny wybuch epidemii

- Uruchamianie poszczególnych szkół należy zaplanować bardzo precyzyjnie, podchodząc do tego lokalnie, uwzględniając możliwość zapewnienia dystansu, odległości w klasach - mówił w TOK FM dr Grzesiowski. Odniósł się tym, do deklaracji Przemysława Czarnka o otwieraniu szkół po 29 listopada.
Zobacz wideo

- Społeczeństwo potrzebuje trochę optymizmu. Nie ma takich wzrostów, jakie były zapowiadane. To jest dobry znak. To daje sygnał, żeby myśleć, że ograniczenia działają. Dzieci nie chodzą do szkół, więcej osób jest na pracy zdalnej, na mieście nie ma ludzi, bo nie ma gdzie pójść - mówił w "Wywiadzie Politycznym" dr Paweł Grzesiowski, pediatra, immunolog.

Zaznaczył, że na efekty obecnych obostrzeń musimy jednak poczekać do końca listopada, gdyż "muszą wygasnąć ogniska rodzinne, lockdownem tej transmisji wewnątrz domu nie przerwiemy."

Czekać musimy, bo według lekarza lockdown na jesieni wprowadzono w trakcie rozproszenia zakażeń, a nie przed nim, jak zrobiliśmy w marcu. I dlatego ma opóźnienie w skuteczności. Ponadto nie zamknięto od razu wszystkich szkół.

Dr Grzesiowski przekonywał jednak, że nie warto wprowadzać kolejnych obostrzeń, gdyż wcale nie przyspieszą działania tych pierwszych, a "powiększą jeszcze problem ekonomiczny."

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

Dr Grzesiowski odniósł się do deklaracja ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka, który dziś mówił o tym, że po 29 listopada szkoły mogą być stopniowo otwierane. Nazwał je "nieadekwatnymi do sytuacji". 

- Szkoła jest miejscem, gdzie wirus swobodnie porusza się między dziećmi, więc prosimy się o powtórkę z września. Uruchamianie poszczególnych szkół należy zaplanować bardzo precyzyjnie, podchodząc do tego lokalnie, uwzględniając możliwość zapewnienia dystansu, odległości w klasach - mówił w TOK FM.

Jako wart rozważenia wskazał też scenariusz nauczania hybrydowego, w którym część uczniów ma lekcje w szkole, a część zdalnie i co 2 tygodnie "zmienia się turnus". Stanowczo podkreślił jednak, że "nie można otwierać szkół, jak we wrześniu, bo będziemy mieć kolejny wybuch epidemii". 

- Rozstrzał między szacunkami jest tak ogromny, że prezentowanie tych danych nie ma sensu - stwierdził gość audycji. Dla niego najważniejsza informacja to ta, że "większość z tych osób choruje bezobjawowo lub lekko, bo inaczej zgłaszałyby się przecież do lekarzy." Zauważył też, że widzimy zmniejszenie liczby nowo przyjmowanych do szpitali.

- To jest dla mnie kluczowy parametr, bo mówi, ile osób jest tak chorych, że musi trafić do szpitala. I to jest miernik tej epidemii. Lekko chorych czy bezobjawowych może być nawet pół miliona, ale jeżeli tyle osób wymagałoby hospitalizacji, to jesteśmy zablokowani - powiedział dr Grzesiowski. 

DOSTĘP PREMIUM