Lekarz: Dziś nikt nie może być pewien, że karetka do niego przyjedzie. A pielęgniarki ze stresu wymiotują

"System ochrony zdrowia już upadł", a rządzący "powinni stanąć przed sądem dla poczucia sprawiedliwości społecznej" za sprowadzenie "największego nieszczęścia od stanu wojennego" - mówił w TOK FM Jakub Sieczko, lekarz w trakcie specjalizacji z anestezjologii.
Zobacz wideo

- Czuję teraz głównie rezygnację. System ochrony zdrowia upadł. Nie jesteśmy na granicy wydolności, moim zdaniem już ją przekroczyliśmy. Czasem towarzyszy mi też rozbawienie, gdy słucham polityków partii rządzącej mówiących, że jest dobrze i możemy się uśmiechać. To nie jest prawda, nie mamy powodów do uśmiechu - mówił Sieczko ze złością.

- Nie jesteśmy w fazie stabilizacji. Jesteśmy w nie wiadomo jakiej fazie, ponieważ rząd postanowił zbić termometr, żeby nie widać było, że mamy gorączkę. Od kilku dni mamy po 20 tys. wykrytych przypadków COVID-19 przy ok. 40-50 tys. testów. Testujemy kilkukrotnie za mało ludzi, co daje nam takie wyniki, jakby ta pandemia się wycofywała. Nie widzę żadnych tego przejawów w mojej codziennej pracy. Przychodzę do szpitala i patrzę na rzędy ludzi wentylowanych pod respiratorem, czuję złość, bezradność i frustrację - ciągnął lekarz.

Jak dodał, na niewydolność szpitali jest więcej dowodów. - Najlepszym obrazem tego, że system upadł jest to, ile mieliśmy zgonów we wrześniu i październiku. W tych dwóch miesiącach zmarło 16 tys. więcej Polaków niż w zeszłym roku w tych dwóch miesiącach, z czego oficjalnie na COVID-19 ok. 4 tys. - wskazywał Sieczko.

- Przeciętny Polak nie może dziś czuć się bezpiecznie. Dziś, kiedy mamy wypadek na ulicy lub zawał serca w domu, nie możemy być pewni, że w ciągu kilkunastu minut przyjedzie do nas karetka. Znam osobiście historie ludzi, którzy z bólem w klatce piersiowej czekali kilka godzin na karetkę. Karetka nie przyjechała, te osoby zmarły - mówił lekarz bez ogródek. 

- Myślę, że w miarę wiarygodnym wskaźnikiem tego, jak opanowana jest epidemia w Polsce, jest liczba zgonów. Kilka dni temu Polska była na czwartym miejscu na świecie pod względem zgonów chorych z rozpoznanym COVID-19. Pierwsze były USA, druga Brazylia, trzeci Meksyk. Nie muszę chyba mówić, o ilu mieszkańców więcej mają te kraje niż Polska - dodał. 

Zdaniem Sieczki powinniśmy się również zastanowić, "w jakiej kondycji będą pracownicy ochrony zdrowia po tej zbiorowej traumie, na którą są narażani". - Codziennie słyszę historie np. o pielęgniarkach, które rzucono na pierwszą linię frontu, do zajmowania się pacjentami wymagającymi wentylacji mechanicznej, ale ich nie przeszkolono w tym zakresie. Ich poziom stresu jest taki, że wychodząc ze strefy czerwonej, gdzie leżą chorzy, wymiotują - opowiadał lekarz.

Sieczko nie ma wątpliwości, kogo należy winić za te tragedie. - Rządzą nami amoralni dyletanci, którzy sprowadzili na nas największe nieszczęście od wybuchu stanu wojennego. To, że ci ludzie muszą zostać odsunięci od władzy, nie podlega w ogóle dyskusji. Ale myślę też, że dla poczucia sprawiedliwości społecznej dobrze byłoby zobaczyć, jak odpowiadają przed sądem, Trybunałem Stanu lub komisją śledczą - podsumował.

DOSTĘP PREMIUM