Koronawirus. Najgorsze już za nami? Lekarka: Miejmy nadzieję. Ale nadzieja zawsze może się mylić

- Zdiagnozowanych zachorowań na COVID-19 jest mniej, to jest jednoznaczny fakt. Natomiast, jeśli chodzi o zmniejszenie liczby infekcji górnych dróg oddechowych, to nie mam takiego wrażenia - mówiła w TOK FM dr Agnieszka Jankowska-Zduńczyk. Część przypadków takich infekcji to, jak oceniła wiceprezes ds. praktyki i systemu opieki zdrowotnej w Zarządzie Głównym Kolegium Lekarzy Rodzinnych, mogą być zakażenia koronawirusem.
Zobacz wideo

"Mamy pewną stabilizację, jeśli chodzi o dynamikę zachorowań na COVID-19" - powiedział we wtorek szef kancelarii premiera Michał Dworczyk. Podobne, optymistyczne słowa dało się słyszeć także z ust ministra zdrowia Adama Niedzielskiego, który oznajmił, że "powoli możemy troszeczkę się uśmiechnąć i stwierdzić, że to, co jest najgorsze mamy w pewnym sensie za sobą". Czy rzeczywiście tak jest? Dr Agnieszka Jankowska-Zduńczyk, która gościła w Poranku Radia TOK FM, oceniła bardziej ostrożnie: "Miejmy nadzieję, że najgorsze za nami", ale dodała też od razu, że "nadzieja zawsze może się mylić".

- Zdiagnozowanych zachorowań na COVID-19 jest mniej, to jest jednoznaczny fakt. Natomiast, jeśli chodzi o zmniejszenie liczby infekcji górnych dróg oddechowych, to nie mam takiego wrażenia - powiedziała lekarka. 

Jak dodała, część pacjentów zgłasza się do gabinetów lekarzy rodzinnych albo za wcześnie - już w pierwszych dniach wystąpienia objawów, kiedy "nie można jeszcze zlecić badania diagnostycznego w kierunku COVID-19", albo za późno, kiedy "wartość diagnostyczna testu jest mniejsza niż w pełnym rozkwicie objawów". Nie można więc wykluczyć, że część infekcji to są przypadki zakażenia koronawirusem.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Ekspertka zwracała też uwagę na konieczność większej kontroli działalności laboratoriów prywatnych. Jej zdaniem, nie do końca realizują one obowiązek sprawozdawania dodatnich wyników testów na COVID-19 do ogólnej sieci, w której rejestrowane są wszystkie przypadki zachorowań. - Zgłaszają się do gabinetów lekarskich pacjenci z prywatnie wykonanymi testami, które po zweryfikowaniu w systemie nie są odnotowane. To jest warte obserwacji przez decydentów. Ja w gabinecie lekarskim takich sytuacji mam sporo - powiedziała.

Więcej zakażonych niż podaje resort zdrowia

Dr Jankowska-Zduńczyk przypomniała, że praktycznie od początku epidemii w Polsce towarzyszy nam wniosek, że zakażonych koronawirusem jest więcej, niż wynika z danych resortu zdrowia. Wskazała, że wiele osób przechodzi COVID-19 bezobjawowo (i nie zgłasza się do lekarza, bo nie ma świadomości choroby), a część po prostu unika diagnostyki nawet wtedy, kiedy ma zlecone badania diagnostyczne. Często też, jak mówiła, ludzie myślą, że infekcje górnych dróg oddechowych, jakie ich dotykają to grypa i nie przychodzą się badać.

Coraz mniej testów na COVID-19

Maciej Głogowski pytał też swoją rozmówczynię o testy. Od kilku dni widzimy, że przeprowadza się ich mniej niż jeszcze kilkanaście dni temu. We wtorek było to blisko 42 tys. testów, dwa dni temu - 35 tys. Natomiast 6 listopada, gdy potwierdzono 27 tysięcy nowych zakażeń, zrobiono aż 83 tys. testów. Resort zdrowia tłumaczy, że mniejsza liczba badań diagnostycznych to wina lekarzy rodzinnych, którzy po prostu mniej ich zlecają. 

- Ani wina, ani odpowiedzialność po naszej stronie nie leży. Wszystkie badania, które są wykonywane w ramach pieniędzy publicznych, czyli w ramach umów z NFZ, mają ściśle określone kryteria do ich wykonywania. Testy na COVID-19 również mają takie kryteria. Jeśli pacjent ich nie spełnia, nie powinien być diagnozowany - mówiła w TOK FM dr Jankowska-Zduńczyk.

Lekarska wskazała, że mając tak dużą liczbę osób aktywnych zawodowo - w Polsce powinno się wykonywać więcej testów. 

DOSTĘP PREMIUM