Będzie strajk pielęgniarek? "My nie musimy odchodzić od łóżek. Nas już tam nie ma"

Pielęgniarki wchodzą w spory zbiorowe z pracodawcami. Start w przyszłym tygodniu. Możliwy jest strajk generalny, ale najpewniej już nie w tym roku - dowiedział się reporter TOKFM, Szymon Kępka.

Chodzi m. in. o zamieszanie wokół ustawy COVID-owej zakładającej stuprocentowe dodatki dla walczących z pandemią. Miał je dostać każdy pracownik ochrony zdrowia - i to zostało zapisane w ustawie. PiS chce jednak zapisy zmienić - ta by podwyżki przysługiwały tylko lekarzom i pielęgniarkom, którzy dostali specjalne skierowanie do pracy z COVID-19. Dlatego ustawa, mimo podpisu prezydenta, wciąż nie weszła w życie, bo czeka na publikację. Dlatego pielęgniarki wchodzą w spory zbiorowe z pracodawcami. Ten proces ma się rozpocząć już w przyszłym tygodniu. Strajku generalnego na razie nie ma, ale wciąż nie jest wykluczany. - My nie musimy odchodzić od łóżek. Nas po prostu już przy tych łóżkach brakuje - mówi Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.

"Praca ponad ludzkie siły"

Poprawa warunków pracy i bezpieczeństwa pielęgniarek to kolejny z postulatów. - W tej chwili zaczynamy mówić głośno, że nasze warunki pracy przypominają niewolnictwo. Zwracają na to też pacjenci - przekonuje Iwona Borchulska, także członkini związku. - Rozumiemy sytuację, wiemy, że wymaga mobilizacji i większego poświęcania. Ale to wszystko musi być w granicach możliwości ludzi. A niestety nie jest - podkreśla.

Jako przykład miejsca, gdzie warunki były nieludzkie, Borchulska podaje szpital im. Strusia w Poznaniu. We wtorek TVN pokazał szokujące nagrania, które nakręcił jeden z pacjentów. Według jego relacji, personel praktycznie nie zajmuje się chorymi, nikt nie reaguje nawet na krzyki osób głośno wołających pomocy.

Jak mówi Borchulska, zaniedbanie pacjentów wynika nie ze złej woli czy lenistwa pielęgniarek, lecz z nadmiernego obciążenia ich pracą. Pacjentów jest ponad 80, z czego 1/4 pod respiratorami, a pielęgniarki tylko dwie na dyżur.  - Proszę pomyśleć, ile wymaga pracy opieka nad jedną osobą w domu. A tu jest ich ponad 40 na jedną pielęgniarkę. To jest właśnie praca ponad ludzkie siły - podsumowuje Borchulska. 

Kolejny problem to respiratory. Rząd rozdaje je szpitalom, ale wydaje się nie pamiętać, że do obsługi maszyn potrzebni są ludzie - i to wykwalifikowani. - Uruchamia się rezerwy państwowe i daje placówkom respiratory, których wiecznie brakowało nawet w normalnych warunkach. W tej chwili urządzeń jest dużo, ale ludzi do ich obsługi trzeba przeszkolić. My mówiłyśmy, że adaptacja pielęgniarki anestezjologicznej na oddział OIOM-u to jest około pół roku. U nas za to robi się to tak, że się wstawia urządzenie i wydaje polecenie służbowe, żeby ktoś je ma obsługiwać. A to naprawdę nie jest obsługa pilota - załamuje ręce Borchulska. 

Pielęgniarka ma też odpowiedź na argument polityków, że pandemia to "zły czas na protesty". - Dla pielęgniarek i położnych nigdy nie był dobry czas, bo zawsze ekipa rządząca mówi, że jest coś ważniejszego od nas - mówi.

Resort nie chce rozmawiać

Członkinie związku skarżą się, że obecny minister zdrowia Adam Niedzielski jest zupełnie niedostępny i nawet nie próbuje nawiązać z nimi dialogu. - To zrozumiałe, że teraz jest zajęty sprawami związanymi z COVID-19. Ale poprzedni minister Łukasz Szumowski też był zajęty, a jednak podtrzymywał te rozmowy - zauważa Krystyna Ptok. 

Sam Niedzielski wydawał się szczerze zdziwiony tym, że pielęgniarki chcą protestować. - Prowadząc dialog ze środowiskiem pielęgniarek i położnych, uzgodniliśmy pewne rozwiązania dotyczące wynagrodzeń, więc nie wiem, czego dotyczą dokładnie wtorkowe postulaty - odpowiedział, gdy dziennikarze pytali go o to na konferencji.

Zapewnił również, że wszystkie świadczenia wynikające z ustawy covidowej "będą wdrożone". Daty jednak nie sprecyzował.

DOSTĘP PREMIUM