Rzecznik MZ przekonuje Karolinę Lewicką, że sanepid działa. Dziennikarka sama się przekonała, jak to rzeczywiście wygląda

W Polsce nawet 60 proc. testów na koronawirusa daje pozytywny wynik. Zdaniem WHO, w takiej sytuacji nie da się mieć pełnej kontroli nad rozwojem epidemii. Innego zdania jest rzecznik Ministerstwa Zdrowia. - Od początku mówiliśmy, że naszym celem jest wyłapywanie osób objawowych, zakażonych i to się realizuje. To nie pokazuje, że nie mamy kontroli nad sytuacją - przekonywał w TOK FM Wojciech Andrusiewicz.
Zobacz wideo

Kiedy we wtorek resort zdrowia informował, że z powodu koronawirusa w Polsce ostatniej doby zmarło 357 osób, minister Adam Niedzielski mówił na konferencji, że mamy do czynienia z "małą stabilizacją" i "chyba troszkę możemy się uśmiechnąć". Dzień później zgonów było 603 - najwięcej od początku epidemii. Dziś jest jeszcze gorzej - zmarło 637 osób chorych na COVID-19.

- Nie wiem, jak państwu, ale mi w ogóle nie jest do śmiechu - stwierdziła prowadząca Poranek Radia TOK FM Karolina Lewicka

- Proszę nie ironizować w tej sprawie. Nikt nie mówił o śmiechu. Uśmiech a śmiech to są słownikowo inne rzeczy - odparł Wojciech Andrusiewicz. - Śmierć człowieka w covidzie to pokłosie zachorowań sprzed dwóch-trzech tygodni. To, co wczoraj odnotowaliśmy jako zgony, to pokłosie zakażeń, które wydarzyły się przed dwoma tygodniami, a nie zakażeń z wczoraj - dodał rzecznik resortu zdrowia

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Andrusiewicz zwracał uwagę na mniejszą liczbę nowych zachorowań. Jak podkreślił, we wtorek i środę  spadła poniżej 20 tysięcy (w pierwszym tygodniu listopada przekraczała 27 tys.). 

Ale Lewicka zwróciła uwagę, że wielu zakażonych COVID-19 nie jest "wyłapywanych" przez system, bo na przykład przechodzą chorobę bezobjawowo, a w Polsce badane są tylko osoby mające objawy. Wskazywała też, że odsetek pozytywnych testów w naszym kraju wynosi między 40 a 60 proc. spośród wszystkich badanych próbek. Powoływała się na ekspertów WHO, których zdaniem taka sytuacja jest zła z punktu widzenia kontroli nad epidemią (dobra jest wtedy, kiedy odsetek pozytywnych testów nie przekracza 5 proc.). 

- Przepraszam bardzo pani redaktor, ale nie jest pani ekspertem od epidemii. Jeżeli ktoś ma to oceniać, to zakaźnicy, epidemiolodzy, wirusolodzy - stwierdził w odpowiedzi rzecznik MZ. Andrusiewicz przekonywał, że wiele państw, które przeprowadzały mnóstwo testów - także wśród osób bezobjawowych - rezygnuje z tego, ponieważ tamtejsi lekarze wychodzą z założenia, że taka taktyka jest marnowaniem testów i "nie ma sensu". Minister wskazał tu m.in. na Francję i Belgię. 

- W Polsce przyjęliśmy strategię, że testujemy osoby objawowe. To lekarz, który ma podstawowy kontakt z pacjentem kieruje go na test - po wskazaniach i objawach. Jeśli lekarz nabył doświadczenia w ocenianiu (...), to dziś mamy 60 proc. pozytywnych testów - mówił gość TOK FM. - Od początku mówiliśmy, że naszym celem jest wyłapywanie osób objawowych, zakażonych i to się realizuje. To nie pokazuje, że nie mamy kontroli nad sytuacją - dodał.

Czy sanepid działa?

Rzecznik MZ przekonywał też, że zarzuty jakoby nadzór epidemiologiczny w Polsce nie działał, są bezpodstawne. Zapewniał, że tzw. osoby z kontaktu (z innymi zakażonymi COVID-19) są "wyłapywane" i kierowane na kwarantannę, o czym miałaby świadczyć zwiększająca się liczba osób będących w izolacji. 

- Pan naprawdę chce nas przekonać, że sanepid działa? - zdziwiła się Karolina Lewicka, przywołując przykład z własnego doświadczenia. Dziennikarka, jak podała, w ubiegły wtorek otrzymała pozytywny wynik testu na koronawirusa. - Przebywam w izolacji domowej i wie pan, kiedy skontaktował się ze mną sanepid? Po tygodniu - powiedziała.

Podkreśliła, że zanim otrzymała wynik testu, miała kontakt z wieloma osobami, którymi sanepid zaczął się interesować dopiero po siedmiu dniach. 

- Takie sytuacje się zdarzają. Temu nikt nie zaprzecza. Nie zawsze wszystko działa prawidłowo tak, jak byśmy chcieli. To jest sytuacja, którą zauważamy nie tylko w Polsce - powiedział Andrusiewicz. - To jest pierwszy raz w historii, kiedy sanepid mierzy się z taką epidemią i za tego typu sytuacje możemy jedynie przeprosić. W większości przypadków (...) ta sytuacja działa poprawnie - ocenił rzecznik Ministerstwa Zdrowia.

DOSTĘP PREMIUM