Dymisja szefa GIS. "Nie było chemii między prof. Pinkasem a ministrem Niedzielskim"

Jego odejście było tajemnicą poliszynela od kilku tygodni. Między profesorem Pinkasem a ministrem zdrowia Adamem Niedzielskim brakowało chemii. Źle się dogadywali i minister tracił cierpliwość - mówiła w TOK FM Małgorzata Solecka.
Zobacz wideo

Główny Inspektor Sanitarny Jarosław Pinkas z przyczyn zdrowotnych złożył rezygnację z pełnionej funkcji. Premier Mateusz Morawiecki ją przyjął. Obowiązki GIS będzie wykonywał dotychczasowy zastępca szefa inspekcji - Krzysztof Saczka. "Decyzję o złożeniu dymisji podjąłem z ciężkim sercem. Uznałem, że wypełnianie powierzonej mi misji z pełnym oddaniem i poświęceniem nie jest w tej sytuacji możliwe"- przekazał Pinkas. Zdaniem Małgorzaty Soleckiej problemy zdrowotne – a konkretnie kardiologiczne - nie były jedyną przyczyną dymisji szefa GIS. - Jego odejście było tajemnica poliszynela od kilku tygodni. Między profesorem Pinkasem a ministrem zdrowia Adamem Niedzielskim brakowało chemii. Źle się dogadywali i minister tracił cierpliwość - wskazywała dziennikarka portalu Medycyna Praktyczna i miesięcznika "Służba Zdrowia".

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Przypomniała, że prof. Pinkas miał na swoim koncie wiele kontrowersyjnych wypowiedzi. To on twierdził w lutym, że politycy straszą ludzi koronawirusem i używają go do walki politycznej, więc powinni włożyć "lód w majtki".  - Zdarzało mu się dość frywolnie mówić o epidemii. Nawet w ostatnich miesiącach, choćby na początku października, profesor wieszczył znaczący spadek liczby zakażeń, choć żaden epidemiolog tego nie prognozował. Co więcej, nie było nawet wypłaszczenia, tylko gwałtowny wzrost. W takich sytuacjach lepsze jest milczenie, niż prognozowanie czegoś bez uzasadnienia - komentowała redaktor Solecka.

Nie pokusiła się o ocenę pracy profesora Pinkasa jako szefa GIS, bo sama inspekcja od lat zmaga się z wieloma problemami natury organizacyjnej. - Była niedoinwestowana, czy wręcz nawet zapomniana. Traktowana gorzej niż szpitale lub POZ-y. Brakowało generalnie koncepcji i wiedzy, jak taka służba epidemiologiczna powinna być zorganizowana. To wynik całkowitego zaślepienia i wiary w to, że problemy z chorobami zakaźnymi są już za nami. A inspekcja powinna się zajmować kontrolami barów na wybrzeżu, czy flądra jest smażona na świeżym oleju - mówiła gościni TOK FM.

Jej zdaniem wymiana szefa może niewiele zmienić w takim stanie rzeczy. - W sanepidzie nie ma potencjału. Profesor Pinkas mówił, że inspekcja ma twarz starszej, zmęczonej kobiety. I abstrahując od samej wypowiedzi, to coś w tym jest. Poszły tam wprawdzie jakieś komputery czy komórki, ale to samo w sobie pokazuje absurd. Od takiego Tajwanu dzieli nas nawet nie stulecie, a znacznie więcej. Na wiosnę inspektorzy pracowali z ołówkami, zeszytami i w tym nie ma przesady - podsumowała ekspertka i dodała, że z pandemii decydenci raczej nie wyciągną żadnych wniosków. 

DOSTĘP PREMIUM