19-latek odkrył "zgubione zakażenia". O nowych raportach MZ mówi: Odcięto nas od danych. To jakiś smutny żart

- Nowa strona GIS nie ma archiwum, nie ma danych historycznych, co powoduje, że mój arkusz jest jedynym dokumentem, który pozwala na analizy danych powiatowych z całego kraju - mówił Michał Rogalski, 19-latek, który pracował nad największą polską bazy danych o epidemii.
Zobacz wideo

Ministerstwo Zdrowia 24 listopada zmieniło system raportowania zakażeń. Dane są upubliczniane w sposób scentralizowany, bezpośrednio z odpowiednich systemów informacyjnych. 

- Nowy system ma inną jakość, zapisy informatyczne na poziomie laboratorium są wprowadzane do systemu jako wyniki badania - mówił o tym na dzisiejszej konferencji prasowej minister zdrowia Adam Niedzielski. 

Zmianę systemu raportowania w "Popołudniu" TOK FM komentował Michał Rogalski. Tegoroczny maturzysta z Torunia, zaczął zbierać dane m.in. o liczbie zakażeń, zgonów i wykonywanych testów kilka dni po tym, jak wykryto pierwszy przypadek koronawirusa w Polsce. Z czasem zaczęli pomagać mu inni wolontariusze. Dane udostępnione są w arkuszu Google Sheets, do którego dostęp jest otwarty.

- Zostaliśmy odcięci od źródła, Główny Inspektor Sanitarny zakończył nasz wielomiesięczny projekt obywatelski. Chyba trzeba będzie wrócić do prowadzenia arkusza, bo to co dostaliśmy w zamian to jest jakiś smutny żart - mówił Rogalski na antenie TOK FM. 

- Nowa strona GIS nie ma archiwum, nie ma danych historycznych, co powoduje, że mój arkusz jest jedynym dokumentem, który pozwala na analizy danych powiatowych z całego kraju - stwierdził. Dodał, że w poprzedniej wersji były również dane nt. liczby ozdrowień, wieku i płci zakażonych oraz liczbie osób na izolacji.

Michał Rogalski w listopadzie ujawnił, że dane z lokalnych sanepidów z Mazowsza i Śląska zaczynają się różnić od tych podawanych na szczeblu centralnym. W raportach resortu zdrowia podawano mniejsze liczby zakażeń niż na stronach sanepidów. Jak wyliczył Rogalski, różnice te sięgały 13-14 tys. przypadków. W rozmowie z Adamem Ozgą odniósł się i do tej sytuacji. 

- Na początku listopada różnica w województwach mazowieckim i śląskim najpierw zaczęła sięgać kilku, potem kilkunastu tysięcy, doszło do 18 tysięcy, a po nagłośnieniu sprawy okazało się, że to 22 tysięcy - przypomniał. 

Przekonywał, że jakby wliczyć te zgubione przypadki do średniej dziennej, to 11 listopada przekroczylibyśmy próg konieczny do "narodowej kwarantanny". - Ministerstwo twierdzi inaczej, ale powinniśmy dowiedzieć się, w jakich dniach i w jakich liczbach przekroczyliśmy ten limit - argumentował na antenie TOK FM.

O Rogalskim zrobiło się głośno po raz pierwszy, gdy media podały, że to na podstawie jego arkusza rząd może zadecydować o narodowej kwarantannie. Sam autor bazy zwraca uwagę na to, że sytuacja jest postawiona na głowie, bo to rząd powinien udostępniać dane o epidemii i to odpowiednio sformatowane. Ani razu nikt z rządu się z nim nie kontaktował.

DOSTĘP PREMIUM