Szczepionki przeciw COVID-19 będą bezpieczne? Ekspert: Doszło do pewnego przyspieszenia, ale zachowano procedury

W przeszłości do prac nad szczepionkami wykorzystywano nieaktywny, albo osłabiony czynnik zakaźny. Natomiast szczepionki Pfitzera czy Moderny są wakcynami RNA. One nie wymagają jakiejkolwiek pracy z czynnikiem zakaźnym, żeby je opracować. Potrzebna jest tylko informacja o materiale genetycznym wirusa, a tą poznaliśmy już w styczniu, dlatego od razu ruszyły prace - wskazywał w TOK FM prof. Piotr Rzymski.
Zobacz wideo

Ogłoszone w poniedziałek wstępne wyniki III fazy badań klinicznych nad szczepionką opracowaną przez naukowców z Uniwersytetu Oksfordzkiego sugerują, że preparat osiąga najlepsze wyniki przy podaniu 1,5 dawki w dwóch zastrzykach w miesięcznym odstępie. Badania wskazują, że skuteczność przy takim dawkowaniu wynosi 90 proc., podczas gdy przy zastosowaniu dwóch pełnych dawek - 62 proc. Brytyjska szczepionka jest trzecią zachodnią szczepionką, która dała pozytywne wyniki - poprzednie opracowały amerykański koncern Pfizer wraz z niemiecką formą biotechnologiczną BioNTech oraz amerykańska firma Moderna. AstraZeneca zapowiedziała 23 listopada, że do końca roku wyprodukuje 4 mln dawek szczepionki AZD1222 przeciwko koronawirusowi. Dodatkowe 40 mln dawek ma być gotowych do końca pierwszego kwartału 2021 r.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

Prof. Piotr Rzymski, ekspert w dziedzinie biologii medycznej i badań naukowych Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, zapewniał w TOK FM, że czeka na wakcynę ponieważ sam planuje się zaszczepić. – Natomiast nie jest dużym zaskoczeniem to, że gdy szczepionki pukają już do bram dopuszczenia do użytkowania, to pojawiają się wątpliwości. Do głosu zaczynają dochodzić antyszczepionkowcy, pojawia się dużo nieprawdziwych informacji o preparatach. Przyzwyczailiśmy się też do życia z COVID-19, inaczej niż wiosną patrzymy na chorobę. Jednak to nie zmienia faktu, że szczepienia są sposobem na rozwiązanie tego problemu w skali globalnej – mówił prof. Rzymski.

Maciej Zakrocki, prowadzący audycję, zauważył, że wątpliwości dotyczą przede wszystkim dość szybkiego dopuszczenia szczepionek do użytku, co rodzi obawy co do ich bezpieczeństwa. Prof. Rzymski wyjaśniał, że trzeba spojrzeć na te prace przede wszystkim pod kątem nowoczesnych technologii, które mają do dyspozycji naukowcy. – W przeszłości do prac nad szczepionkami wykorzystywano nieaktywny, albo osłabiony czynnik zakaźny. Natomiast szczepionki Pfitzera czy Moderny są wakcynami RNA. One nie wymagają jakiejkolwiek pracy z czynnikiem zakaźnym, żeby je opracować. Potrzebna jest tylko informacja o materiale genetycznym wirusa, a tą poznaliśmy już w styczniu, dlatego od razu ruszyły prace – tłumaczył ekspert.

Wskazywał, że to właśnie nowoczesne technologie pozwoliły przyspieszyć prace nad szczepionką. – One przeszły badania, które powinny normalnie przejść. Fazę przedkliniczną, czyli z wykorzystaniem zwierząt oraz trzy fazy badań klinicznych. Procedowano szybciej ocenę tych badań, dopuszczenie do kolejnych prac. Doszło do pewnego przyspieszenia, ale zachowano procedury – podkreślał gość TOK FM.

Dlatego jego zdaniem nie ma powodów do obaw w kwestii bezpieczeństwa szczepionki. – Wykorzystaliśmy nowoczesną technologię, mogliśmy pracować szybciej. Było wsparcie ze strony instytucji ewaluujących badania, ale przeprowadzono je zgodnie z schematem bezpieczeństwa i skuteczności takich preparatów – przekonywał prof. Rzymski.

Dodawał też, że wyniki badań wskazują na wysoką skuteczność szczepionek przeciwko koronawirusowi. – Jeśli porównamy te dane ze skutecznością ubiegłosezonowej szczepionki przeciw grypie – miała około 45 procent – to jest to powód do entuzjazmu. Owszem, w przeszłości przy okazji szczepień nikt nie mówił o maseczkach, odkażaniu, czy izolacji. Dlatego skuteczność szczepionek w badaniach klinicznych jest być może wyższa niż w rzeczywistości, ale i tak jest wyższa, niż się spodziewano – ocenił profesor.

DOSTĘP PREMIUM