Lekarze boją się, że nie dostaną obiecanych pieniędzy. "Dyrektorzy niektórych szpitali już wykazują się kreatywnością"

Minister zdrowia obiecuje pieniądze, ale część lekarzy i pielęgniarek mu nie ufa. Dlaczego? Dziennikarka medyczna Małgorzata Solecka wymieniała w TOK FM niektóre powody. Medyków martwi choćby niejasna sytuacja prawna oraz tajemnicze polecenia dyrektorów szpitali. W dodatku wielu z nich ma bardzo niemiłe wspomnienia z wiosny.
Zobacz wideo

- Najpóźniej do 17. grudnia personel medyczny zaangażowany w leczenie chorych na COVID-19 otrzyma dodatki do wynagrodzenia - zapewnił w poniedziałek minister zdrowia Adam Niedzielski. Dodał, że zwiększone wynagrodzenia są naliczane od początku listopada.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Małgorzata Solecka, dziennikarka portalu Medycyna Praktyczna i miesięcznika "Służba Zdrowia", wyjaśniała w TOK FM, że pracowników ochrony zdrowia w Polsce można obecnie podzielić na trzy grupy. 

- Pierwsza ma zagwarantowane dodatki przez ustawę, bo do pracy przy COVID-19 przydzielił ich wojewoda. Druga grupa liczy na pieniądze na podstawie polecenia ministra zdrowia do prezesa NFZ, ale gwarancji ustawowych nie ma na to żadnych. I wreszcie trzecia grupa: ci, którzy nie mogą liczyć na dodatki - wyliczała gościni TOK FM. Dodała, że trudno w tej chwili określić, jak liczne są poszczególne grupy.

O ile sytuacja medyków z pierwszej i trzeciej grupy jest dość jasna, ci z drugiej wciąż żyją w niepewności. - Boją się, że zostaną wyłączeni, albo te dodatki będą mniejsze niż 100 procent wynagrodzenia, o którym mówił minister - tłumaczyła Solecka.

W dodatku te obawy podsycają dziwne praktyki wprowadzane w części placówek. - Dyrektorzy niektórych szpitali - nie wiadomo na jakiej podstawie - każą prowadzić rejestry pracy i odnotowywać, ile dany medyk przebywał na oddziale COVID-owym, a ile poza nim. Jasne jest, że lekarz czy pielęgniarka w czasie 8-10 godzin dyżuru spędza tam łącznie 3-4 godziny. Wygląda na to, że czas poza oddziałem COVID-owym miałby nie liczyć się do dodatku. Trudno powiedzieć, z czego wynika taka kreatywność dyrektorów - opowiadała dziennikarka.

Nieufność wobec obietnic ministerstwa wynika także z tego, że lekarze i pielęgniarki mają złe wspomnienia z wiosny. - Wówczas wielu z nich nie dostało dodatków, choć pracowali na oddziałach zakaźnych. Dlaczego? Bo na oddziałach byli też pacjenci z innymi chorobami niż COVID-19. NFZ zakwestionował dane ze szpitali i pieniędzy nie przekazał - przypominała gościni TOK FM.

Środowisko medyczne przygotowuje się obecnie do złożenia pozwu zbiorowego przeciwko Skarbowi Państwa. Chodzi o niepublikowanie przez rząd pierwszej wersji ustawy "COVID-owej", która przyznawała wszystkim medykom walczącym z koronawirusem dodatki do wynagrodzenia. - To była aberracja, że Sejm uchwalał nowelizację ustawy, która nie weszła w życie, mimo podpisu prezydenta. Jeśli sądy zakwestionują legalność działań rządu w tej kwestii, to wtedy droga do uzyskania wypłat dodatków jest uprawniona - oceniła Solecka.

DOSTĘP PREMIUM