Ekspertka o programie szczepień: Nie musi być "narodowy", musi być po prostu dobrze zorganizowany logistycznie

- Ten cały program jest szumnie nazwany "narodową strategią", choć - moim zdaniem - nie potrzebujemy żadnych "narodowych" czy innych specjalnych przymiotników. My potrzebujemy racjonalnego i dobrze zorganizowanego logistycznie programu szczepień - mówiła w TOK FM prof. Krystyna Bieńkowska-Szewczyk, komentując przedstawioną przez rząd strategię dotyczącą szczepionki przeciwko COVID-19.
Zobacz wideo

Rząd przedstawił we wtorek zarys strategii dotyczącej programu szczepień przeciwko koronawirusowi w Polsce - nazwanego Narodowym Programem Szczepień. Zgodnie z jego założeniami szczepić by się mogło 180 tysięcy osób tygodniowo. Rząd prowadzi nabór do punktów szczepień, których ma być około ośmiu tysięcy. Strategia ma być poddana teraz konsultacjom, które potrwają do soboty, by mogła być przyjęta już 15 grudnia.

- Ten cały program jest szumnie nazwany "narodową strategią", choć mnie się wydaje, że my nie potrzebujemy żadnych "narodowych" czy innych specjalnych przymiotników. My potrzebujemy racjonalnego i dobrze zorganizowanego logistycznie programu szczepień - komentowała w TOK FM prof. Krystyna Bieńkowska-Szewczyk, kierowniczka Zakładu Biologii Molekularnej Wirusów Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii Uniwersytetu Gdańskiego i Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jej zdaniem po wysłuchaniu zapowiedzi przedstawicieli rządu nasuwa się kilka pytań kluczowych dla dystrybucji szczepionki.

Po pierwsze o to, czy rząd zaplanował zakup odpowiedniej liczby zamrażarek. Ekspertka przypomniała, że szczepionki opracowane przez Pfizer i BioNTech (które najpewniej najszybciej trafią do Polski) muszą być przechowywane w bardzo niskiej temperaturze, nawet -70 stopni, a do tego potrzeba odpowiedniego sprzętu.

- Takie zamrażarki są w Polsce. W moim instytucie jest ich kilkanaście. Dostaliśmy pytanie od ośrodka rządowego, czy mamy taki sprzęt. Oczywiście mamy i będziemy starali się go udostępnić. (...) Ale chciałabym wiedzieć, czy jest plan zakupu, kilkudziesięciu przynajmniej, żeby w każdym województwie z programu rządowego takie zamrażarki się pojawiły - zastanawiała się prof. Bieńkowska-Szewczyk.

Drugie pytanie postawione przez rozmówczynię Mikołaja Lizuta dotyczyło - jak wskazała - "rzeczy absolutnie niezbędnej", czyli specjalnych pojemników potrzebnych do dystrybucji szczepionki, które także nie wszędzie są dostępne. 

Profesor wskazała też, że potrzebna jest całościowa baza, w której można byłoby znaleźć informacje o tym, gdzie szczepionki przeciwko koronawirusowi są przekazywane, ile ich zostało już wykorzystanych i gdzie są jeszcze dostępne. 

- To są najważniejsze pytania, które przed nami stoją i na razie nie uzyskaliśmy na nie odpowiedzi - zgodził się dr Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych.

Kryteria zbyt surowe?

Rząd poszukuje przychodni, poradni specjalistycznych i szpitali, które w programie szczepień chcą wziąć udział. Łącznie ma ich być około ośmiu tysięcy w całej Polsce. Kilka dni temu minister Michał Dworczyk zapewniał, że punkty szczepień pojawią się w każdej gminie. Jednak zdaniem ekspertów kryteria, które muszą one spełniać, wykluczają większość ośrodków, zwłaszcza mniejszych. 

Oświadczenie w tej sprawie wydało m.in. Kolegium Lekarzy Rodzinnych. 

"Wymogi organizacyjne stawiane w programie szczepień przeciwko wirusowi SARS-CoV-2 mogą przekraczać możliwości niektórych praktyk lekarzy rodzinnych. Zapewnienie separacji osób szczepionych, wyodrębnienia lokalu i ciągów komunikacyjnych, wymóg częstego wietrzenia pomieszczeń i rozdzielenia harmonogramów przyjęć może znacząco ograniczyć dostępność do szczepienia" - czytamy w dokumencie.

Jak mówił na antenie naszego radia dr Michał Sutkowski, wymóg, by dana placówka szczepiła pacjentów pięć razy w tygodniu i miała jeszcze punkt mobilny, "eliminuje małe ośrodki". - 95 procent szczepień w Polsce wykonują lekarze rodzinni i lekarze pediatrzy właśnie w POZ. Jesteśmy skłonni do szczepień, bo to rzecz istotna, ale te kryteria powinny być zmienione - przekonywał.

Kampania społeczna potrzebna od zaraz

Sutkowski zwrócił uwagę na jeszcze jedną ważną rzecz, mianowicie na niechęć Polaków do szczepień. Jak podał, nawet najlepsza szczepionka na nic się zda, jeśli obywatele nie będą chcieli jej przyjąć. I podkreślał, że rząd już dawno powinien prowadzić szeroką kampanię społeczną w tej sprawie (na razie są zapowiedzi, że wystartuje w połowie grudnia).

Mówiąc o niechęci Polaków do szczepień, prowadzący audycję Mikołaj Lizut przypomniał słowa prezydenta Andrzeja Dudy, który podczas tegorocznej kampanii wyborczej mówił, że na grypę się nigdy nie szczepił, "bo nie". I przyznał, że nie jest wielkim zwolennikiem szczepień obowiązkowych. 

- Nie powinno się do wydarzyć - stwierdził krótko dr Sutkowski. - Mam nadzieję, że pan prezydent zmieni zdanie w sprawie szczepień i w świetle kamer się zaszczepi przeciwko COVID-19. Myślę, że w tej sprawie powinno się położyć wszystkie ręce na pokład - dodał.

Z badań przeprowadzonych przez CBOS kilka dni temu wynika, że "więcej niż co trzeci badany (36 proc.) zaszczepiłby się przeciw COVID-19, gdyby była dostępna szczepionka przeciw tej chorobie, a blisko połowa nie wyraża takiego zamiaru (47 proc., w tym 27 proc. w sposób zdecydowany). Niemała część ankietowanych nie ma jeszcze sprecyzowanego zdania na ten temat (17 proc.)". >> Czytaj więcej na ten temat <<

DOSTĘP PREMIUM