Wiceminister Warchoł koronawirusa leczył amantadyną przepisaną komuś innemu. "Nie rozumiem, po co on to powiedział"

Wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł na Twitterze poinformował, że podejrzewając zakażenie koronawirusem, leczył się na własną rękę. - Człowiek, który bez decyzji lekarza, bierze jakikolwiek lek, który jest wydawany pod kontrolą, zachowuje się karygodnie głupio - oceniła w TOK FM Renata Kim. Sprawę komentował też w mediach prof. Krzysztof Simon, który przyznał, że "przedstawiciel rządu opowiada androny".
Zobacz wideo

"Amantadyna działa na covid! Jestem przykładem. Najpierw syn, potem żona, w końcu ja: wysoka gorączka, ogromny ból, silny kaszel, wg. lekarza tak 7 dni, a potem apogeum, więc wziąłem amantadynę - piorunujący efekt! Zadziałało!" - pochwalił się w mediach społecznościowych wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł. 

Amantadyna to lek, który jest ściśle reglamentowany. W rozmowie z Wirtualną Polską Warchoł przyznał, że przyjął go bez konsultacji z lekarzem i że był on przepisany innej osobie - z rodziny jego żony - jeszcze przed jego wycofaniem. 

"To budzi wyłącznie politowanie"

- Zatkała mnie ta informacja - przyznała w Poranku Radia TOK FM Renata Kim z "Newsweeka". - Człowiek, który na własną rękę, bez decyzji lekarza, bierze jakikolwiek lek, który jest wydawany pod kontrolą, do tego należący do innej osoby (…), zachowuje się karygodnie głupio. Nie mam pojęcia, dlaczego się do tego przyznał, bo to budzi wyłącznie politowanie. Zastanawiam się, jak taki człowiek może pełnić funkcję wiceministra w polskim rządzie - komentowała.

Kim podkreśliła, że zachowanie wiceministra było skrajnie nieodpowiedzialne. - To, że jemu się udało, że zażył lek i nie miał żadnych powikłań, nie oznacza, że w przypadku innych ludzi też tak będzie. Zupełnie nie rozumiem to, po co on to powiedział - dodała.

Dziennikarka przekonywała też, że Marcin Warchoł - jako członek rządu - miał i ma "uprzywilejowaną pozycję", ponieważ w razie jakichkolwiek problemów mógłby skorzystać z pomocy lekarzy ze szpitala MSWiA. Tym bardziej może więc zaskakiwać postępowanie zastępcy Zbigniewa Ziobry.

Podobnego zdania była Julita Żylińska z "Dziennika Gazety Prawnej". - Zachowanie [wiceministra] można długo wyśmiewać - stwierdziła. - Ale myślę, że to jest odzwierciedlenie pewnego trendu mówiącego o tym, że ludzie wolą nie pójść na test, tylko leczyć się samemu. To objaw zbiorowej tendencji wycofywania się ze służby zdrowia, zamykania się z tą chorobą i liczenia na cud - oceniła.

Podkreśliła też, że każdy, kto - tak jak Marcin Warchoł - piastuje ważną funkcję publiczną - powinien wypowiadać się odpowiedzialnie, "nawet jak ulega takim pokusom, jak wzięcie leku zapisanego komuś innemu".

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

W Polsat News Warchoł przekonywał, że amantadynę zażył "w stanie wyższej konieczności", dwa dni po tym, jak dodatni wynik testu na COVID-19 otrzymała jego żona. - Objawy przekraczały najśmielsze oczekiwania (...). Gigantyczne osłabienie, żona nie mogła wstać z łóżka, ja to samo, a w domu trójka małych dzieci. Ibuprom, paracetamol, temperatura nie schodziła, ogromne dreszcze - wyliczał.

Prof. Simon: Przedstawiciel rządu opowiada androny

Postępowanie wiceministra w TVN24 skomentował prof. Krzysztof Simon, znany ekspert, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Uznał je za skandaliczne i "obnażające jakość obecnej klasy politycznej". - Przecież na podstawie brania jakiegoś leku nie można stwierdzić, czy on działa lub nie działa, bez odpowiednich badań - powiedział.

- Pan minister mógł wziąć amantadynę lub jej nie wziąć. Mógł tak samo się czuć po tym wszystkim. Na jakiej podstawie wysuwa takie wnioski? To bardzo smutne, jeśli oficjalny przedstawiciel rządu opowiada takie androny. To może być szkodliwe. Przecież to nie witamina D czy cynk - przekonywał. 

"Jako Ministerstwo Zdrowia nie możemy rekomendować terapii, które nie są przetestowane"

Wczoraj (14 grudnia) o amantadynę pytany był rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz (przypomnijmy, Warchoł poinformował, że będzie "domagał się" od resortu, by zajął się tym lekiem. 

- Amantadyna była opiniowana przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Jest jedna opinia i bardzo znacząca, która mówi, że nie ma na dziś badań klinicznych na szeroką skalę, której potwierdziłyby z jednej strony skuteczność amantadyny w leczeniu COVID-19, a z drugiej strony bezpieczeństwo takiej terapii - poinformował Andrusiewicz. - Więc my jako Ministerstwo Zdrowia nie możemy rekomendować terapii, które nie są przetestowane - dodał.

Rzecznik wskazał także, że amantadyna bywa stosowana w lecznictwie, ale innych chorób. Są to na przykład: choroba Parkinsona, stwardnienie rozsiane i ostre uszkodzenie mózgu. 

DOSTĘP PREMIUM