Dlaczego część lekarzy nie chce się zaszczepić na COVID-19? "Genetyka jest na początku studiów. Potem wiedza umyka"

Medycyna XXI wieku cechuje się tym, że bazujemy na danych z badań naukowych. Dopóki nie ma badań wykazujących, że lek działa, to trudno się wypowiedzieć, że on działa - tak krajowa konsultant w dziedzinie medycyny rodzinnej komentowała doniesienia na temat leczenia koronawirusa lekiem stosowanym w chorobie Parkinsona. Dr hab. n. med. Agnieszka Mastalerz-Migas przekonywała, że są lekarze, którzy za "głoszenie bzdur" ws. koronawirusa zostali ukarani.
Zobacz wideo

Pracownicy służby zdrowia są w grupie, która jako pierwsza będzie szczepiona przeciwko COVID-19 (NFZ przedłużył do 28 grudnia termin składania deklaracji). Sporo jest sygnałów o osobach z tego grona, które nie zgłaszają się do szczepienia, choć nie są np. ozdrowieńcami (takie osoby nie muszą być szczepione).

- Dyskusje w środowisku medycznym się toczą, one wynikają z różnych kwestii. Także, niestety, w jakimś stopniu z niewystarczającej wiedzy - przyznała w Poranku Radia TOK FM dr hab. n. med. Agnieszka Mastalerz-Migas. - Niestety genetyka, biologia komórki to są przedmioty, które są na pierwszych latach studiów i potem gdzieś ta wiedza nam pewnie umyka. Skupiamy się na wiedzy wynikającej z praktyki klinicznej. Więc potrzeba chyba dużo rozmów i edukacji - oceniła prezes zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej i konsultant krajowy w dziedzinie medycyny rodzinnej.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Rozmówczyni Jana Wróbla dodała, że "oczywiście wśród medyków są też osoby przeciwne szczepieniom i nie chodzi tylko o sczepienia przeciwko COVID-19".  - Jednak jest to zdecydowana mniejszość. Jeśli chodzi o lekarzy rodzinnych i w ogóle personelu podstawowej opieki zdrowotnej, jest oczekiwanie na szczepienie i chęć do zaszczepienia - zapewniała.

Czy można leczyć lekiem o niesprawdzonej skuteczności?

Od kilku tygodni trudno w Polsce dostać jeden z leków stosowanych w leczeniu choroby Parkinsona. Amantadyna zaczęła znikać z aptek po tym, jak lekarz z Przemyśla ogłosił, że błyskawicznie dzięki niej wyleczył się z koronawirusa.

Wśród osób, które zachwalają jego "terapię", jest m.in. wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł.

- Tego leku nie ma w żadnych wytycznych (dotyczących leczenia koronawirusa). Medycyna XXI wieku cechuje się tym, że bazujemy na danych z badań naukowych. Dopóki nie ma badań wykazujących, że ten lek działa, to trudno się wypowiedzieć, że on działa. Szanuję doświadczenie pana doktora, natomiast proszę pamiętać, że lek to nie jest cukierek - on ma również swoje działania uboczne i nie można go stosować lekką ręką - przestrzegała Mastalerz-Migas.

-  Lekarz może tak, użyję tego słowa, bezkarnie promować terapię, która jest niezalecana? - pytał Jan Wróbel.

- Nie powinien tego robić, ale to już jest rola Izb Lekarskich, które powinny ewentualnie podjąć decyzję, co do dalszego postępowania z takim lekarzem. Zresztą takich lekarzy jest niemało. Mówimy o koronawirusie, ale lekarzy promujących różne niesprawdzone terapie znaleźlibyśmy grono wcale niemałe. Niestety - przyznała konsultant krajowa w dziedzinie medycyny rodzinnej.

Wyjaśniła, że o wielu z takich sytuacji nie słychać, bo środowisko lekarskie "dalekie jest od nagłaśniania" tego typu spraw, które toczą się przed samorządem lekarskim. - Ale są przykłady zawieszania praw wykonywania zawodu takim osobom. Zresztą już w czasie pandemii były takie sytuacje, chociażby z województwa dolnośląskiego pani doktor za głoszenie bzdur na temat zakażenia, pandemii ma chyba jeszcze do tej pory zawieszone prawo wykonywania zawodu - podsumowała w TOK FM dr hab. n. med. Agnieszka Mastalerz-Migas.

DOSTĘP PREMIUM