1 stycznia wojewoda mazowiecki przejmuje pogotowie. Operacja nie jest gotowa, więc o pomoc prosi wojsko

O tym, że dyspozytornie pogotowia mają przejść do struktur wojewódzkich wiadomo od dwóch lat. W trakcie epidemii niektóre regiony zdecydowały się skorzystać z prawnych możliwości przełożenia tej operacji. Wojewoda mazowiecki chce ją jednak przeprowadzić, mimo że brakuje mu m.in. kadry. O pomoc więc poprosił wojsko.
Zobacz wideo

Według zmian w ustawie o Państwowym Ratownictwie Medycznym wojewodowie w całym kraju mają stworzyć dyspozytornie pogotowia ratunkowego, czyli znaleźć miejsce i zatrudnić personel. Ustawa weszła w życie w czerwcu 2018 roku, więc było na to dwa i pół roku. 

Tymczasem - jak mówi Krzysztof Strzałkowski, radny sejmiku Mazowsza, przewodniczący sejmikowej komisji zdrowia -  na Mazowszu "mamy sytuację bezprecedensową, służby wojewody mazowieckiego nie przygotowały się na czas do przyjęcia dyspozytorni pogotowia ratunkowego".

- Szczególnie trudna sytuacja jest w Warszawie, gdzie w gestii dotychczasowego dyspozytora, czyli Meditrans Warszawa jest ponad 80 karetek i w noc sylwestrową karetki te powinny być przejęte do dysponowania przez wojewodę mazowieckiego - stwierdza Strzałkowski. Noc sylwestrowa i 1 stycznia to jeden z najgorszych momentów na takie przejęcie, nie wspominając o trwającej epidemii.   

- Od mniej więcej od dwóch lat wiadomo, że dyspozytornie będą przechodziły w struktury urzędów wojewódzkich - kwituje to ratownik medyczny, który ma w pracy 13 lat doświadczenia. Tymczasem pojawiają się informacje o brakach kadrowych w województwie mazowieckim, które nie jest w stanie pozyskać z rynku dyspozytorów pogotowia ratunkowego w odpowiedniej liczbie. Dlatego Konstanty Radziwiłł, wojewoda mazowiecki o pomoc i oddelegowanie do niej wojska poprosił ministra obrony narodowej. 

List wojewody mazowieckiego do ministra obrony narodowejList wojewody mazowieckiego do ministra obrony narodowej tokfm

Kto będzie zlecał wysłanie karetki? Żołnierz?

- To rażąca nieodpowiedzialność, czasu w tej sprawie coraz mniej i mam nadzieję, że wojewoda się w tej sprawie opamięta - komentuje to Krzysztofa Strzałkowski. 

- Od trzech lat decyzją ministra obrony narodowej ratownicy medyczni, będący w czynnej służbie wojskowej, mają zielone światło na to, żeby pełnić służbę cywilną w zespołach ratownictwa medycznego.  Spora część moich znajomych pełni taką służbę, jeździ w karetkach i ma pojedyncze weekendowe dyżury. Natomiast nie znam żadnego żołnierza, który byłby dyspozytorem medycznym. Żadnego - mówi nam ratownik medyczny, który sam zarządzał komercyjnie dwiema dyspozytorniami. - Pracuję 13 lat w zawodzie i pierwszy raz widzę, żeby ktoś prosił wojsko o pomoc. Nie licząc zdarzeń masowych i katastrof. Skoro wojewoda występuję do ministra obrony, to mamy problem - dodaje. 

Wyjaśnił też dlaczego. Jak mówi, dyspozytor medyczny - zgodnie z ustawą - po pierwsze musi mieć wykształcenie medyczne, po drugie przynajmniej trzyletnie doświadczenie w zakresie ratownictwa medycznego bądź w szpitalnym oddziale ratunkowym. A do tego zalecane jest ukończenie specjalnego kursu dyspozytorskiego. Dwa pierwsze warunki są bezwzględne, trzeci zalecany i często uzupełniany w trakcie pracy. Muszą więc to być ratownicy, pielęgniarki bądź lekarze z odpowiednim doświadczeniem i przygotowaniem. - Absolutnie nie mogą to być osoby, które np. pracowały w ambulatorium, czy w zabezpieczeniach medycznych. Muszą to być osoby, które były czynne zawodowo w systemie państwowym ratownictwa medycznego. Taki jest zapis ustawy - tłumaczy nasz rozmówca. Wedle jego informacji w szeregach wojska nie ma takiej liczby osób, na jaką jest zapotrzebowanie.

- Już w tej chwili - nie tylko z moich informacji wynika, że w związku z oddelegowaniem żołnierzy do szpitali i jednostek covidowych konieczne jest przesuwanie personelu pomiędzy jednostkami wojskowymi, a ambulatoryjnymi. Tym bardziej delegowanie dużej grupy do pracy w dyspozytorni medycznej sparaliżuje którąś ze struktur. Nie wydaje mi się, żeby to było możliwe z dnia na dzień - zauważa. Zwraca również uwagę na niezbędne wyszkolenie. W jego opinii, jeśli nowo zatrudnione osoby "siądą dziś na dyspozytorni i zaczną się uczyć, to jest szansa, że 10 stycznia będzie można mówić, że jest to rozwiązanie zbliżające się do bezpiecznego".

Jeśli zaś zaczną naukę dopiero 1 stycznia, a nie pracowały nigdy w dyspozytorni, to "może stanowić zagrożenie dla całego systemu i bezpośrednie dla pacjentów". Samo zebranie wywiadu medycznego przez telefon jest niełatwe.  - Do tego żeby bezpiecznie pracować potrzeba co najmniej dwóch tygodni nadzorowanego treningu - podkreśla ratownik medyczny. 

Inni wojewodowie skorzystali np. z ustawy covidowej

Problemem jest to, że obecnie znaczna część dyspozytorów medycznych zatrudniona jest w formie umowy cywilno-prawnej, na kontrakcie. - Zatrudnienie w urzędzie wojewódzkim - jak wynika z moich informacji, możliwe jest tylko na umowie o pracę. Wielu dyspozytorów nie pracuje w pełnym wymiarze godzin. Mają pięć, sześć dyżurów wyjazdowych i kolejnych pięć w dyspozytorni, w tej chwili przejście na etat wiązałoby się z tym, ze trzeba wywrócić do góry nogami schemat swojej pracy i związać się na 168 godzin z jednym miejscem - mówi rozmówca TOK FM. Z jego informacji wynika również, że propozycje wynagrodzenia na etacie "nie są najgorsze, są dobre rynkowe". - Nawet w niektórych przypadkach wyższe niż obecne, niemniej jednak w przeliczeniu na kontrakt plus etat w innym miejscu jest to wynagrodzenie, które jest średnie krajowe, dla niektórych nieopłacalne i mniej atrakcyjne - tłumaczy nam ratownik. 

Jak podkreśla, na szczęście część doświadczonych pracowników podjęła decyzję, że przechodzi do urzędu wojewódzkiego. Na szczęście też każde województwo jest wspierane przez dyspozytornie innych województw, więc mieszkańcy województwa mazowieckiego nie zostaną bez pomocy. - Musimy pamiętać o tym, że sytuacja dotyczy wszystkich dyspozytorni w Polsce. Więc pytanie brzmi, jak wygląda sytuacja w innych województwach? Czy kadry są przygotowane, żeby działać? Dyspozytorzy przeszkoleni? Jeśli nie, to możemy mieć problem - stwierdza. 

Z tego, co przedstawia Krzysztof Strzałkowski, inni wojewodowie wybrali inne rozwiązania. - Skorzystali z ustawy covidowej bądź innej formy prawnej, by dotychczasowym dysponentem przekazać na czas przejściowy prowadzenie dyspozytorni pogotowia ratunkowego. To dało im kluczowe kilka miesięcy, by przejęcie tych zadań nie odbyło się z narażeniem życia i zdrowia mieszkańców - mówi radny.

W województwie mazowieckim tak się jednak nie stało. Nie sfinalizowano też rozmów z Meditrans Warszawa o wynajęciu pomieszczeń, jak i urządzeń radiotechnicznych, które służą utrzymaniu ruchu karetek. A w międzyczasie Sejm wyraźnie wskazał, że możliwe jest powierzenie dyspozytorni dotychczasowym podmiotom. 

Z informacji na stronie urzędu wojewódzkiego wynika też, że poszukiwany jest też koordynator zmiany. Na każdej 12-godzinnej zmianie taki koordynator musi być. - Wynika z tego, że ich brakuje i że dysponowanie oddziałami może być zagrożone - mówi o tym ratownik medyczny. 

I dodaje: - Na szczęście, jest tak, że jeśli dane stanowisko jest zablokowane po chwili połączenie jest przekierowane do następnej dyspozytorni medycznej. 

DOSTĘP PREMIUM