Lekarz apeluje, by zrezygnować ze spotkań rodzinnych. Podaje przykład uroczystości, po której zachorowało 11 z 14 uczestników

Zgodnie z obostrzeniami wprowadzonymi z powodu epidemii koronawirusa, możemy spędzić Boże Narodzenie w małym rodzinnym gronie. Ale zdaniem kierownika oddziału zakaźnego w Szpitalu Specjalistycznym w Chorzowie, lepiej zrezygnować ze spotkania z bliskimi. - Ryzyko zakażenia nadal jest bardzo wysokie - apelował w TOK FM dr hab. Włodzimierz Mazur.
Zobacz wideo

Dr hab. Włodzimierz Mazur, kierownik oddziału zakaźnego w Szpitalu Specjalistycznym w Chorzowie, regionalny konsultant w dziedzinie chorób zakaźnych radzi, by w święta nie zapominać o podstawowych zasadach, które zmniejszają ryzyko zakażenia się koronawirusem. I choć przepisy pozwalają na to, by w Boże Narodzenie spotkać się z bliskimi (prócz gospodarzy może to być pięć osób), to lekarz przekonuje, by z domów nie wychodzić.

- Te pięć osób nie musi do nas dołączyć - mówił w rozmowie z Maciejem Głogowskim. I apelował: - Najlepiej zostać we własnym gospodarstwie domowym, ryzyko zakażenia nadal jest bardzo wysokie. Jeżeli możemy zostać w domu, to zostańmy.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

Ryzyko zakażenia się podczas rodzinnego spotkania jest duże, bo trudno sobie wyobrazić, żeby w niewielkim mieszkaniu udało się przez kilka godzin zachować np. bezpieczny dystans. Jak mówił dr Mazur, nawet jeśli rozstawimy stoły, to biorąc pod uwagę, że któraś z osób może być zakażona, "to wirus się pojawi w powietrzu i po pomieszczeniu będzie szybko rozprzestrzeniał". 

- Nawet jeśli rozstawimy stoły, to biorąc pod uwagę, że to kilkugodzinne spotkanie i któraś z osób będzie zakażona, wirus się pojawi w powietrzu i po pomieszczeniu będzie stosunkowo szybko rozprzestrzeniał". - Przecież nie wyobrażamy sobie stosowania pleksiglasowych czy innych osłon - dodał kierownik oddziału zakaźnego szpitala w Chorzowie.

- A jeśli pójdziemy na spotkanie i tylko na jedzenie będziemy zdejmować maseczkę? To jest jakieś rozwiązanie? - dopytywał Maciej Głogowski. - To jest jakieś rozwiązanie; to jest rozwiązanie zalecane. Przecież są kraje, m.in. Wielka Brytania, które wprowadziły nakaz, że nawet w warunkach domowych członkowie rodziny powinni stosować maseczki. Ale jak to jest skuteczne, tego nikt nie badał - podkreślił  gość TOK FM.

Podczas spotkań powinniśmy też regularnie wietrzyć - pięć minut, co godzinę. - Po to, żeby zmniejszyć tzw. ładunek wirusowy, który krąży. To jest działanie zalecane, ale czy jest praktycznie stosowane, mam co do tego duże wątpliwości - przyznał dr Mazur.

- A co z osobami, które przed spotkaniem zastosowały samoizolację, by nie  narazić się przed świętami na zakażenie? - pytał dziennikarz TOK FM.

- Panie redaktorze, dam przykład imprezy rodzinnej ze Śląska. To było 50-lecie związku małżeńskiego, w którym brało udział kilkanaście osób - chyba 14. I okazało się, że 11 osób zostało zakażonych. Wystarczyło, że jedna "przyniosła" tego wirusa - podkreślił. Ekspert przypomniał też o nowej mutacji koronawirusa, która rozprzestrzenia się szybciej niż dotychczasowe. - Być może ten wariant już się w Polsce pojawił, przecież nie zamknęliśmy szczelnie granic - ostrzegał kierownik oddziału zakaźnego w Szpitalu Specjalistycznym w Chorzowie.

DOSTĘP PREMIUM