Dr Grzesiowski: Mamy najgorszą możliwą promocję szczepień - wbijanie igły przed kamerami

W obliczu sondaży mówiących o dużej niechęci społeczeństwa do przyjęcia szczepionki przeciw COVID-19, trwa dyskusja o tym jak do szczepień zachęcić więcej osób. Które z rozwiązań są najlepsze? O tym mówił w TOK FM dr Paweł Grzesiowski.
Zobacz wideo

Z badania UCE RESEARCH i SYNO Poland na zlecenie "Gazety Wyborczej" wynika, że zaszczepić się przeciw koronawirusowi chce jedynie 43,4 proc. Polaków. Na pytanie, co mogłoby pana/panią przekonać do szczepienia, odpowiedzią numer jeden była premia w postaci gotówki. 

Taki pomysł na skłanianie obywateli do szczepień komentował w TOK FM dr Paweł Grzesiowski, immunolog i ekspert w dziedzinie zdrowia publicznego.

- Zachęty powinny być przede wszystkim zdrowotne, medyczne. Powinny iść w kierunku wskazywania dobrych stron poddania się szczepieniu, a nie kupowaniu ludzkiej woli. To bardzo ważne, żeby pacjent podjął decyzję we własnym sumieniu, a nie pod wpływem tego, że zarobi. To byłoby nierozsądne - przekonywał. 

Dodał, że trudno będzie zmienić nastawienie ludzi do szczepień, jeżeli nie położy się nacisku na edukację w tym zakresie.

- Powinniśmy na nią przełożyć całą moc i pieniądze. Nie ma sensu robić co tydzień sondaży, bo przecież nic się nie zmienia w edukacji. Mamy tylko promocję i to najgorszą z możliwych, czyli pokazywanie wbijania igły przed kamerami. To jakiś absurd. Większość ludzi, którzy nie lubią obrazu wkłuwania, odwraca wzrok - krytykował ekspert.

Zdaniem dra Grzesiowskiego, wyniki wspomnianego sondażu mogą być niemiarodajne, ponieważ nie uwzględniają podziału respondentów na wiek. Jak mówi, zgodnie z jego intuicją, pieniędzy za szczepienie prawdopodobnie domagają się osoby młode. - Osoby starsze, które czują się zagrożone wirusem, marzą o tym, żeby się zaszczepić. Proszę mi wierzyć, odbieram codziennie kilkadziesiąt telefonów z pytaniem o to, kiedy wreszcie będzie szczepionka. Mam zupełnie inne odczucia niż te sondaże - mówił.

Obowiązkowe szczepienia przeciw koronawirusowi?

Czy w obliczu dużej niechęci do szczepień dobrym pomysłem byłoby obowiązkowe szczepienie? Takie rozwiązanie rozważanie jest we Włoszech. Pierpaolo Sileri, wiceminister zdrowia, uważa, że jeśli przeciwko COVID-19 nie zaszczepi się dwie trzecie Włochów, wprowadzenie obowiązku szczepienia może być konieczne. 

- To jest temat do dyskusji. Obowiązek szczepień może być wprowadzany wtedy, kiedy mamy rażące zagrożenie zdrowia publicznego i jedynym rozwiązaniem są szczepienia. Mamy takie przykłady w historii, choćby ospa prawdziwa czy gruźlica. Mamy nawet przepisy, które pozwalają na organizację szczepień pod przymusem - komentował dr Grzesiowski.

Jak mówił, otwarte pozostaje jednak pytanie, czy taki przymus można zastosować w przypadku COVID-19. Jako argumenty przeciw wskazał niski poziom śmiertelności w młodszych grupach wiekowych oraz obawę, że powstanie ruch przeciw obowiązkowi szczepień. – Mógłby powstać bunt mówiący o tym, że państwo zmusza do szczepienia w przypadku nie do końca jednoznacznych zagrożeń – bo inaczej byśmy podchodzili do grupy seniorów, gdzie śmiertelność jest dużo wyższa, a inaczej do osób młodych - wyjaśniał. 

Przymus dla niektórych?

Jakie pozostają więc rozwiązania? Jak sugeruje dr Grzesiowski, warto zastanowić się w pewnych obszarach nad modelem, w którym szczepienie byłoby warunkiem możliwości funkcjonowania na dotychczasowych zasadach. – Czyli np. można by wymagać zaszczepienia od  personelu medycznego, który chce kontynuować swoją pracę. Dlaczego mieliby się nie szczepić, skoro w przeciwnym razie stwarzaliby zagrożenie dla pacjentów? - sugerował. 

Do tej pory zaszczepiło się w Polsce ponad 14 tys. osób. Wkrótce ruszą szczepienia seniorów, nauczycieli i służb mundurowych.

DOSTĘP PREMIUM