Na szczepienie przeciwko COVID-19 z własną igłą? "Musieliśmy interweniować, by nas szczepiono odpowiedniej długości igłą"

Nie ukrywam, że interweniowaliśmy, by nie szczepiono nas za krótką igłą - mówił w TOK FM prof. Tadeusz Zielonka. Ekspert zwrócił uwagę na nieprawidłowości podczas szczepienia pierwszej Polki. - Zastanawialiśmy się, czy ta pani nie powinna się poddać drugi raz szczepieniu, bo podskórnie może to nie zadziałać tak samo, jak domięśniowo - stwierdził.
Zobacz wideo

Z najświeższych danych resortu zdrowia, że od 27 grudnia zaszczepiono przeciwko COVID-19 niespełna 36,5 tys. osób.

Specjalista chorób płuc i chorób wewnętrznych prof. Tadeusz Zielonka mówił w Poranku Radia TOK FM o błędach popełnionych podczas relacjonowanego przez media szczepienia pierwszej Polki, które odbyło się w warszawskim szpitalu MSWiA. Alicję Jakubowską zaszczepił dr Adam Zaczyński, dyr. tymczasowego szpitala na Stadionie Narodowym, wiceszef szpitala MSWiA.

- U nas szczepią pielęgniarki i byłem zdziwiony, że zrobił to lekarz. Nie wiem, na ile miał uprawnienia, dlatego, że aby szczepić w Polsce, to trzeba mieć potwierdzone certyfikatem szkolenie i posiadać co najmniej sześciomiesięczne doświadczenie. To wydaje mi się dziwne u dyrektora takiej jednostki - przyznał ekspert z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i szpitala przy ul. Stępińskiej.

- Więc myśli pan, że pan dyrektor nielegalnie zaszczepił pielęgniarkę? - dopytywał Jacek Żakowski.

- Z punktu widzenia przepisów, tak. Natomiast chodzi też o doświadczenie. Wszyscy widzieliśmy, jak wykonano to szczepienie - podskórnie, biorąc gruby fałd (skóry), a nie domięśniowo. A precyzyjnie jest określone, że ta szczepionka powinna być podana domięśniowo. To ma znaczenie. Dyskutowaliśmy, czy ta pani nie powinna się podać drugi raz szczepieniu, bo podskórnie może to nie zadziałać tak samo, jak domięśniowo - mówił prof. Zielonka.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Szczepienia na COVID-19. Z własną igłą?

Ekspert zwrócił też uwagę na poważny problem - różnice między tym, co mówią zalecenia, dotyczące skutecznego stosowania nowej szczepionki, a polską praktyką.

Chodzi o długość igły, jaką wykonywane jest szczepienie. - My musieliśmy interweniować, żeby nas szczepiono odpowiedniej długości igłą. Interweniowaliśmy, by nie szczepiono nas za krótką igłą. Mogę powiedzieć, że przyszliśmy z własnymi igłami, bo to nie mogą być igły 1,2-1,6 cm tylko 2, 5 cm - powiedział rozmówca Jacka Żakowskiego. Krótsza igła sprawdza się, jak wyjaśnił, tylko w przypadku osób szczupłych.

Jak dodał, "diabeł tkwi w szczegółach". Dlatego radził też, by zapisywać się na szczepienie do placówek, które mają doświadczenie. - A proszę zwrócić uwagę, że rząd zmienił reguły przed końcem zgłaszania (placówek, w których odbywać się mają szczepienia - red.), by było mało zgłoszeń - obniżył poprzeczkę. I zwiększyła się liczba chętnych. Nie wyolbrzymiałbym problemu, bo nie jest w Polsce tak, że wszystko jest byle jakie - tylko jest zróżnicowane. Więc po prostu trzeba wiedzieć, gdzie się udać - podkreślił lekarz.

Szczepienie przeciwko koronawirusowi. Mało czasu - wielu pacjentów

Prof. Zielonka mówił też o tym, że Polska zdecydowała się na to, by z jednej fiolki szczepionki zaszczepić sześć osób, a np. w Niemczech to pięć osób. Trzymając się zasady, że po otwarciu pojemnik trzeba zużyć w ciągu zaledwie godziny, zostaje mało czasu na przeprowadzenie szczepienia.

- Skoro zdecydowaliśmy się na szczepienie sześciu osób, to potrzebna jest niezwykła precyzja. 10 minut dla jednego pacjenta, ze sprawdzeniem danych, kwestionariusza - a przecież taka osoba musi się rozebrać, by można było podać szczepionkę - to wymaga bardzo dużej precyzji, dużego automatyzmu. Niemcy może nie są tak wspaniałym narodem jak my, bo oni się do tego przygotowywali przez kilka tygodni "na sucho". I to żeby się zmieścić nie w 10 minutach tylko w 12 minutach - wyjaśnił.

Kiedy wróci normalność?

Jacek Żakowski pytał swojego gościa o prognozy dotyczące pandemii koronawirusa: Pan ma nadzieję, że wakacje już będą normalne?

 - Nie. Może będą normalniejsze, ale nie mam nadziei, że w ciągu kilku miesięcy opanujemy epidemię. Hiszpanka też nie trwała jeden rok, tylko praktycznie trzy. Nie wykluczam, że to się będzie jeszcze ciągnęło dłuższy czas, ale być może nie w takim nasileniu - ocenił.

Zdaniem prof. Zielonki kluczowe jest to, jak mutować będzie wirus. - Żeby nas nie spotkała sytuacja, że się zaszczepimy na obecny typ wirusa, a potem okaże się, że zacznie dominowac nowy typ. I będzie się trzeba znowu szczepić inną szczepionką czy zmienioną. To jest możliwe - uważa ekspert z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

DOSTĘP PREMIUM