Szczepienia przeciwko COVID-19. Dyrektorka szpitala w Szczecinie: Obawiam się, że po 25 stycznia zacznie się armagedon

- 509 placówek to dużo za mało. Zwłaszcza, że część szpitali węzłowych nie ruszyła pełną parą. Obawiam się więc, że po 25 stycznia zacznie się armagedon - mówiła w TOK FM dr n. med. Magda Wiśniewska. Dyrektorka szpitala tymczasowego w Szczecinie powiedziała też, jak można uniknąć kłopotów.
Zobacz wideo

Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie, która kieruje szpitalem tymczasowym w tym mieście, pochwaliła się w Poranku Radia TOK FM, że w tej placówce udało się już zaszczepić 80 proc. personelu. Nie ma też żadnych problemów z wykorzystaniem szczepionek przeciwko koronawirusowi. Bo, jak tłumaczyła, jest przygotowana lista rezerwowa z nazwiskami pracowników służby zdrowia i jeśli ktoś nie zgłosił się na szczepienie, to dzwoni się po osoby z tej listy.

Dr Magda Wiśniewska jest "ostrożną optymistką" w sprawie realizacji założeń Narodowego Programu Szczepień. 15 stycznia, przypomnijmy, zaczynają się zapisy na szczepienia grupy "1", w której są między innymi seniorzy. To oznacza kilka milionów osób do zaszczepienia.

- 509 placówek (w których odbywają się szczepienia - red.) to dużo za mało. Zwłaszcza, że część szpitali węzłowych nie ruszyła pełną parą. Obawiam się więc, że po 25 stycznia zacznie się armagedon - oceniła lekarka. Właśnie 25 stycznia, jak zapowiedział min. Michał Dworczyk, mają zacząć się szczepienia emerytów.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Zdaniem Wiśniewskiej kryzysowi można zapobiec przez uruchomione punktów szczepień w przychodniach. - Żeby to miało ręce i nogi to minimum jeden taki punkt w każdej gminie - stwierdziła. Dlatego, jak dodała rozmówczyni Dominiki Wielowieyskiej, lepiej by było gdyby władza centralna dogadała się z samorządami, gdyż większość przychodni i szpitali powiatowych leży w rękach samorządów.

Lekarka uważa, że dopiero, gdybyśmy mieli 20 tysięcy punktów szczepień, to moglibyśmy liczyć, że szybko zaszczepimy całą populację. Ale, jak będziemy ich mieć osiem tysięcy, to będzie już dobrze.

Szczepienia mogą się zakorkować

Problemem jest w Polsce nie tylko liczba punktów, w których odbywają się szczepienia. Ale także to, że w weekendy mało które z nich pracują. Wczoraj (10 stycznia) resort zdrowia informował o zaszczepieniu w całym kraju tylko 1235 osób.

- W momencie, gdy ruszymy z fazą pierwszą, większość szpitali węzłowych będzie musiała pracować w weekend, bo inaczej nie damy rady. Wejdziemy w drugie szczepienia grupy "0" i dojdzie kolejna grupa, więc czy ktoś chce, czy nie chce, to go to czeka. Bo inaczej nie będziemy w stanie zaszczepić tej populacji, którą mamy zaszczepić - oceniła dr Magda Wiśniewska.

Oszacowała też, że "na pełnej parze pracy jesteśmy w stanie robić 50 tysięcy szczepień dziennie". - Ale jest milion problemów - dodała od razu. Jak wyjaśniła, chodzi m. in. o to, że część szpitali nie jest jeszcze zorganizowana i wypracowuje logistykę, a część nie dostaje wystarczającej liczby szczepionek lub tylu, ile zamówiła.

- Mój główny zarzut to, że nie mieliśmy czasu na zorganizowanie się, tylko na ostatnią chwilę - podkreśliła, mówiąc w imieniu placówek, które prowadzą akcję szczepień. 

Zdaniem szefowej Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie szczepienia mogą się "zakorkować" również dlatego, że nie ma dobrego systemu rejestracyjnego. - Łatwiej by było, gdyby grupa "0" była zorganizowana w listopadzie, grudniu i gdybyśmy już powoli zbierali kolejną grupę. Ale mam nadzieję, że po 15 stycznia będziemy mieć 10 dni i zorganizujemy się szybko. Bo uczymy się na bieżąco - przekonywała.

Co z powrotem dzieci do szkół?

W tzw. grupie pierwszej prócz seniorów są m.in. nauczyciele. Ale nie będą oni szczepieni w pierwszej kolejności - pierwszeństwo mają osoby starsze.

Jak mówiła w TOK FM dr Wiśniewska, bez zaszczepienia przynajmniej połowy nauczycieli, powrót dzieci do szkół nie będzie bezpieczny. - Jeśli nie ruszymy ze szczepieniami nauczycieli, to powrót dzieci łączy się z ryzykiem wzrostu liczby osób zakażonych - uważa dyrektorka szpitala tymczasowego w Szczecinie.

Decyzja w sprawie ew. powrotu uczniów do szkół ma zapaść w tym tygodniu.

Radio TOK FM spytało wojewodów, ile kosztowały do tej pory szpitale tymczasowe. Z udostępnionych danych wynika, że placówki pochłonęły setki milionów złotych. Czy to dobrze wydane pieniądze?

Dr Magda Wiśniewska stwierdziła, że w sytuacji epidemicznej, jaka była, gdy podjęto decyzję o tworzeniu szpitali tymczasowych, nie dziwi się, że zdecydowano się na wykorzystanie do tego hal sportowych czy targowych. Ale przyznała też, że tego typu miejsca nie sprawdzają się najlepiej. Większy sens ma tworzenie szpitali tymczasowych w budynkach szpitalnych.

DOSTĘP PREMIUM