Prawnik domaga się kar za medyczne fake newsy. Filozofka ma wątpliwości, czy to dobry pomysł

Karnista dr Kamil Mamak uważa, że osoby rozpowszechniające fake newsy np. w mediach społeczniściowych powinny ponosić odpowiedzialność karną. Bioetyczka dr Emilia Kaczmarek miała jednak wiele zastrzeżeń do jego pomysłu.
Zobacz wideo

W "Magazynie filozofa" odbyła się dyskusja nad tekstem dr Kamila Mamaka, który ukazał się w periodyku "Medicine, Health Care and Philosophy" pod tytułem "Do we need the criminalisation of fake news?" ("Czy potrzebujemy kryminalizacji fake newsów?"). Autor artykułu przekonuje w nim, że fake newsy medyczne powinny być ścigane z Kodeksu karnego. 

- Jeżeli wszystkie inne sposoby walki z tym zjawiskiem zawiodą, to na końcu tej drogi możliwe, że staniemy przed koniecznością wprowadzenia takiego przepisu do Kodeksu karnego - bronił tez zawartych w artykule jego autor dr Kamil Mamak, karnista.

Bioetyczka dr Emilia Kaczmarek, która także gościła w audycji, uznała ten pomysł za kontrowersyjny. Jak wskazała, istnieje już szereg przepisów przepisów, które teoretycznie pozwalają walczyć ze zjawiskiem - problem w tym, że są nieefektywne. Ale czy dodawanie kolejnych jest rozwiązaniem?

- Lekarze są zobowiązani do promowania i postępowania zgodnie z aktualną wiedzą medyczną, a mimo to zdarza się, że wypowiadają się popierając ruch antyszczepionkowy. I rzadko spotykają ich konsekwencje - mówiła dr Kaczmarek.

Dr Mamak swój tekst nazwał "krzykiem rozpaczy". Jego zdaniem kryminalizacja jakichkolwiek zachowań jest ostatecznością, ale z fake newsami powinniśmy walczyć wszelkimi możliwymi środkami. Podkreślał, że poglądy głoszone np. w sieciach społecznościowych, mają duży wpływ na decyzje różnych osób. I często są to decyzje szkodliwe nie tylko dla nich samych, ale i dla zdrowia publicznego.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

- Czy musimy poddać się temu, że tak będzie? Że w przyszłości coraz więcej osób nie będzie się szczepiło i wrócą choroby, o których myśleliśmy, że dawno sobie poradziliśmy? - pytał. Jak mówił, zadaniem prawa jest ochrona najwyższych wartości, czyli zdrowia i życia.

Dr Mamak przekonywał, że "jesteśmy bardzo surowi, gdy ktoś robi komuś fizyczną krzywdę", np. uderzy w twarz, a w sytuacji, "kiedy mamy osobę, która udostępnia zupełne bzdury medyczne i część ludzi się tego słucha, rezygnując np. z jakiejś terapii, to taka osoba jest bezkarna". A on nie może się na coś takiego zgodzić.

Dr Kaczmarek dalej przekonywała, że powinniśmy w takim razie wzmocnić i wykorzystywać te sposoby, które już mamy. Jako przykład podała możliwości karania rodziców za nieszczepienie dzieci. Później przypomniała, że karalne jest również świadczenie usług medycznych bez uprawnień i zarabianie na sprzedaży "cudownych preparatów", które rzekomo leczą wszelkie choroby.

Prawo nie zabrania jednak osobom, które nie są lekarzami głosić medycznych bzdur, o ile nie czerpią z tego zysku. Zdaniem dr Kaczmarek - słusznie. Filozofka wskazała, że czyn karalny powinien być dokonany świadomie. Tymczasem medyczne fake newsy "są rozprzestrzeniane przez osoby, które nie są świadome, że to kłamstwo albo przez boty".

Na to jednak dr Mamak odpowiadał, że nawet jeśli te osoby wierzą w to, co głoszą, to mogą przecież sprawdzić, że obowiązująca wiedza medyczna jest inna. Zaś boty nie powstają samoistnie - można pociągnąć do odpowiedzialności osoby, które je programują.

Dr Kaczmarek zwróciła jednak uwagę jeszcze na jeden problem. Wiedza naukowa nie jest czymś niezmiennym, stale pojawiają się nowe badania i teorie, które mogą podważać obowiązujące ustalenia. 

- Brak możliwości konfrontacji oznaczałby brak możliwości postępu. Jeśli ktoś publikuje przełomowy artykuł medyczny, który zmienia paradygmat i pokazuje nam rzeczy sprzeczne z aktualną wiedzą medyczną, bo posuwa ją do przodu, to jakby to wyglądało w kontekście takiego przepisu? - pytała bioetyczka.

Karnista wskazał jednak, że naukowcy w swoich badaniach muszą trzymać się określonych procedur, a artykuły naukowe - w przeciwieństwie do np. wpisów na Facebooku - "przechodzą rzetelny proces recenzji". - Więc nie widzę tutaj zagrożenia z punktu widzenia nauki - podsumował dr Mamak. 

DOSTĘP PREMIUM