Szczepienie przeciw COVID-19 co roku? Prof. Simon ma wątpliwości

Szczepimy na tyle, na ile pozwalają nam dostawy wakcyny. Wiele krajów boryka się z taką sytuacją - mówił w TOK FM prof. Krzysztof Simon.
Zobacz wideo

Michał Dworczyk, szef KPRM i pełnomocnik rządu ds. programu szczepień powiedział w rozmowie z wprost.pl, że w tym roku władza chce zaszczepić na COVID-19 jak najwięcej Polaków i przygotowywać system na następne lata. - Bo wszystko wskazuje na to, że szczepić będziemy musieli się co roku – podkreślił Dworczyk.

Czy faktycznie będzie taka konieczność? Na to pytanie w Popołudniu TOK FM próbował odpowiedzieć prof. Krzysztof Simon.

– Ja jako profesor interny i chorób zakaźnych tego nie wiem. Widocznie minister Dworczyk tak uważa, bo ma jakieś dane, do których nie dotarłem. Proszę zwrócić uwagę, że na grypę musimy szczepić się co roku, a np. na odrę tylko raz w życiu. Różnica jest dramatyczna – przyznał konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób zakaźnych oraz ordynator oddziału chorób zakaźnych Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Gromkowskiego we Wrocławiu.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Jak wskazał ekspert w rozmowie z Przemysławem Iwańczykiem, odporność na koronawirusa nie jest jeszcze w pełni zbadana. – Spada po dwóch-trzech latach, a indukowana po szczepieniu może być jeszcze dłuższa i potężniejsze. Myślę, że to będzie zakres między rokiem a trzema. To wymaga obserwacji, bo przecież tego wirusa nie znamy. Zaszczepmy ludzi i zobaczmy – ocenił prof. Simon.

Gość TOK FM dodał, że pierwsze dane na ten temat powinny być znane już nawet w marcu-kwietniu tego roku. – 35 tys. osób zaszczepiono w ramach testów. Już w tym czasie będzie można sprawdzić, jak to u nich wygląda rok po szczepieniu. Trzeba poczekać, czy będzie wiadomo, że szczepimy co roku, czy jednak spokojnie dwa lata, bo i tak może być – wyjaśniał.

Za wcześnie na ocenę

Przemysław Iwańczyk pytał też profesora o tempo wykonywania szczepień w Polsce. Od 27 grudnia do 12 stycznia zaszczepiono nieco ponad 257 tys. osób. W innych krajach, jak Wielka Brytania czy Izrael, takie wyniki osiągnięto w krótszym czasie.

Zdaniem prof. Simona szczepimy w Polsce na tyle szybko, na ile pozwalają dostawy szczepionek. – Trzeba pamiętać, że niedawno, po tych naszych wetach części ministrów, groziło nam zablokowanie dostaw i pieniędzy. To ogromny sukces, że je mamy. O tym zapominamy. One stopniowo napływają – tłumaczył.

Ekspert podkreślił, że problemy z dostawami ma wiele krajów, po za tymi, które szczepionki produkują. – Jak USA, Wielka Brytania czy Indie. Pozostałe muszą liczyć na dostawy. (…) W miarę napływu szczepionek będziemy to rozkręcali – ocenił prof. Simon.

Drugim elementem, który ma bardzo duży wpływ na tempo szczepień jest organizacja całego przedsięwzięcia. A o to, jak się ten proces odbywa, zadbać musi państwo. - Trzeba to jakoś racjonalnie przeprowadzić. Mieliśmy czas - punkty szczepień są organizowane. Ja byłem zwolennikiem decentralizacji szczepionek, w każdym województwie, szpitalu, stajach krwiodawstwa - gdzie można by to szybciej rozdzielać po punkach szczepień – wyjaśnił gość TOK FM.

W Polsce wybrano, przypomnijmy, scentralizowany model (szczepionki trafiają Agencji Rezerw Materiałowych, a stamtąd są przewożone do poszczególnych szpitali węzłowych w całej Polsce).

Prof. Simon zwrócił uwagę, że coraz więcej osób chce się szczepić. – Jednak podstawowa sprawa to zabezpieczenie służby zdrowia, to oczywiste. A na drugim miejscu ci wszyscy, którzy umierają w ogromnym odsetku. Po 80 roku życia z wielochorobowością umiera co piąty pacjent – wskazał ekspert i dodał na zakończenie, że za około miesiąc będzie można ocenić, czy organizacja szczepień się sprawdziła.

DOSTĘP PREMIUM