"Dzieci poniżej 10. roku życia stanowią największy odsetek zakażonych nową mutacją koronawirusa"

Dr inż. Piotr Szymański, adiunkt w Katedrze Inteligencji Obliczeniowej na Politechnice Wrocławskiej, opowiadał w "Światopodglądzie", jak może się rozwijać pandemia w Polsce. Miał zarówno dobre, jak i złe wiadomości.
Zobacz wideo

Dr Szymański należy do grupy MOCOS (Modelling Coronavirus Spread). Zajmuje się ona opracowywaniem modeli matematycznych, które w oparciu o bieżące dane, tworzą prognozy tego, jak może rozwijać się pandemia.

Agnieszka Lichnerowicz rozpoczęła audycję pytaniem o to, jak wyglądają aktualne trendy związane z przyrostem zakażeń. Czy tendencja jest naprawdę spadkowa?

Dr Szymański przyznał, że trudno ocenić to precyzyjnie, bo w ostatnim czasie "z różnych przyczyn - świąt czy przedłużonych urlopów, mieliśmy wykonywanych mniej testów". - Trudno jednak, żebyśmy po dwumiesięcznym lockdownie nie mieli spadków w stosunku do listopada - dodał.

Miał jednak dobre wiadomości na temat współczynnika reprodukcji wirusa, czyli wskaźnika, który (w pewnym uproszczeniu) pokazuje, ile osób zaraża przeciętnie jeden zakażony. Jeśli wynosi on mniej niż 1, można oczekiwać, że liczba nowych zakażonych będzie stopniowo malała.

- Reprodukcja nam spadła i to istotnie. W szczycie, chyba koło 9 października, mieliśmy wskaźnik reprodukcji 1,9, a na 2 dni przed świętami był na poziomie 0,6-0,7. To jest gigantyczny spadek, Jest to oczywiście efekt lockdownu, ograniczenie kontaktów i zamknięcia szkół - mówił dr Szymański.

Teraz jednak szkoły otwieramy. Od poniedziałku klasy I-III wrócą do nauczania stacjonarnego. Nauczyciele uważają, że to nieodpowiedzialna decyzja, bo pracownicy oświaty nie zostali jeszcze zaszczepieni. Rząd uspokaja ich, wskazując, że z badań wynika, że dzieci stosunkowo rzadko zarażają dorosłych koronawirusem, a same zwykle przechodzą chorobę łagodnie.

Gość TOK FM potwierdził te dane, choć zaznaczył, że "w Polsce nie testujemy uczniów, więc nie mamy danych o tym, jak się rozprzestrzeniają choroby w naszych szkołach". Z badań prowadzonych w innych krajach faktycznie wynika, że prawdopodobieństwo, że wirus przeniesie się z dziecka na dorosłego jest dość niskie. 

Dr Szymański dodał jednak, że z zagranicznych danych wynika również, iż "w przypadku nowego wirusa to dzieci poniżej 10 roku życia stanowią największy odsetek zakażonych". A do tego "bardzo sprawnie dystrybuują wirusa w szkole". Jeśli liczba zakażonych dzieci będzie bardzo wysoka, to nawet przy niskim ryzyku transmisji wirusa z dziecka na dorosłego przełoży się na znaczący wzrost zakażeń u dorosłych.

Czy decyzja o otwarciu szkół była więc błędem? Dr Szymański zaznaczył, że wciąż jest mnóstwo niewiadomych, zwłaszcza jeśli chodzi o brytyjską mutację koronawirusa. Jego zdaniem należy wziąć pod uwagę także "ocenę trade-offów", czyli rozważenie, czy korzyści z otwarcia szkół przewyższają potencjalne ryzyko. - Bo straty są przecież ogromne. Zdalna edukacja w klasach I-III to nie jest efektywny sposób uczenia dzieci - stwierdził.

DOSTĘP PREMIUM