Dr Grzesiowski porównuje tempo szczepień do wyjazdu. "Na początku stoimy w korku, potem nabieramy prędkości"

Zdaniem dr Pawła Grzesiowskiego szczepienie 3 milionów osób miesięcznie, o czym mówili rządzący, to nie jest "szokujący wynik", bo można byłoby szczepić więcej. Ocenił też, że dostarczanie szczepionek to nie jest żadna "wielka operacja logistyczna". - Nie powinniśmy ulegać iluzji, że to jest jakieś działanie ponad miarę i ponad zwykłą działalność szpitali czy placówek medycznych - apelował w TOK FM.
Zobacz wideo

Przewlekle chorzy pacjenci mają ostatecznie być szczepieni przeciwko COVID-19 wcześniej niż prokuratorzy i przedstawiciele służb mundurowych. Korektę w planie szczepień ogłosił szef KPRM Michał Dworczyk, który stwierdził, że w ten sposób "skorygowano błąd". Ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej dr Paweł Grzesiowski nie miał wątpliwości, że to dobra decyzja, którą jednak wywołała presja społeczna. - Na szczęście rząd się ugiął pod głosami zdrowego rozsądku - stwierdził w TOK FM. 

Poza tym rządzący chwalą się, że w Polsce zaszczepiono już ponad 530 tysięcy osób. Prowadzący Mikołaj Lizut pytał dr Pawła Grzesiowskiego, jak ocenia tę "największą logistycznie operacją szczepionkową w historii". - Gdybyśmy mieli to porównać do dostaw leków do szpitali czy do aptek, to szczerze powiedziawszy codzienne dostawy asortymentu, od insulin po leki przeciwnowotworowe, to jest wyzwanie - odparł ekspert. - Myślę, że dostarczanie jednego asortymentu samochodem chłodnią do 600 punktów w Polsce, to nie jest żadna wielka operacja logistyczna - dodał. 

- Nie powinniśmy ulegać iluzji, że to jest jakieś działanie ponad miarę i ponad zwykłą działalność szpitali czy placówek medycznych - apelował dr Grzesiowski. - Szczepimy codziennie ludzi w Polsce. Owszem, część szpitali, która została włączona siłą jako szpitale węzłowe, nie robiła tego na dużą skalę. Tutaj było trochę zamieszania, żeby skonstruować zespoły szczepiące - przyznał. 

"3 miliony osób miesięcznie to nie jest wynik, który mnie szokuje"

Mikołaj Lizut zauważał również, że Polska utrzymuje się w średniej światowej, jeżeli chodzi o liczbę wykonanych szczepień. Nie dorównuje jednak światowym liderom. - Prawda jest taka, że dystrybucja szczepionek zależy w dużej mierze od dostaw centralnych - powiedział dr Grzesiowski. Jak zauważał, łącznie do Polski trafiło ponad 1 mln 200 tys. dawek, z czego około 700 tys. było w użyciu, a 500 tys. podano pacjentom, a to oznacza, że 200 tys. szczepionek jest jeszcze w punktach. - Przyspieszenie może być na etapie wykonania szczepienia, czyli szybciej szczepić w tych punktach szczepień, które posiadają szczepionkę - stwierdził ekspert. 

- 3 miliony osób miesięcznie to nie jest wynik, który mnie szokuje. Myślę, że jesteśmy w stanie zaszczepić więcej osób - tak dr Grzesiowski ocenił rządowe szacunki odnośnie maksymalnej wydolności zespołów szczepiących. I wyliczał, że jeżeli w 6 tys. punktów będzie szczepić codziennie, to przy 3 milionach szczepień miesięcznie wychodzi, że średnio w jednym punkcie będzie szczepionych niecałe 30 pacjentów dziennie. - To oznacza, że i tak jeszcze są rezerwy w systemie. Jeżeli byśmy chcieli szczepić naprawdę intensywnie, to jeden punkt jest w stanie zaszczepić nawet 70 osób dziennie - stwierdził. 

Podczas dyskusji o zmniejszeniu dostaw od Pfizera pojawiły się również głosy, że Polska powinna sprowadzać szczepionki na własną rękę. Tak zrobiły chociażby Węgry, które zamierzają szczepić chińskim preparatem. Jednak zdaniem dr Grzesiowskiego kupowanie szczepionek spoza Unii Europejskiej, jeżeli nie da się dokładnie prześledzić badań klinicznych, jest ryzykowne. - Lepiej poczekać - stwierdził. 

Na koniec odniósł się jeszcze do ocen, że tempo szczepień w Polsce jest zbyt niskie. - To jest trochę tak jak z ruszeniem w podróż. Na początku stoimy w korku, żeby wyjechać z miasta, dopiero potem nabieramy prędkości. Myślę, że jak będziemy rozmawiali w połowie lutego, to będzie zupełnie inna sytuacja - podsumował dr Grzesiowski. 

DOSTĘP PREMIUM