Eksperci: Centralne planowanie szczepienia 39 milionów osób z góry jest skazane na porażkę

Zdaniem ekspertów, z którymi rozmawiamy, przy przygotowaniu programu popełniono szereg błędów. Pozostawiono zbyt wiele niewiadomych, co przy tak dużej operacji logistycznej może powodować - i powoduje - problemy. Poza tym, jak słyszymy, nie zmienia się reguł w trakcie "gry".
Zobacz wideo

Od piątku na szczepienie przeciwko COVID-19 mogą się zapisywać osoby 70 plus - wcześniej uruchomiono zapisy dla 80 plus. Wszystkie te osoby słyszały z ust ministrów w mediach o trzech kanałach zapisów: przez internet (tylko nieliczni wiedzą, jak to zrobić), przez infolinię 989 lub bezpośrednio w swojej przychodni. Gdy w piątek rano okazało się, że wielu seniorów godzinami stało w kolejkach przed przychodniami, a i tak odeszli z kwitkiem, bo zabrakło dla nich terminów na szczepienie - nagle pojawił się kolejny kanał rejestracji. Rząd poinformował, że... można wysłać SMS, by się zapisać. Można też zadzwonić na infolinię i nawet, jeśli nie ma już miejsc - zostawić swoje dane, a konsultant z infolinii do nas oddzwoni. - To absurd - słyszymy od ekspertów.

Marcin Samsel, ekspert od zarządzania kryzysowego mówi nam, że nie tak to powinno wyglądać - nie zmienia się zasad w trakcie "gry". - Zachowanie ludzi w sytuacji kryzysowej jest udowodnione naukowo. I to, że to tak będzie wyglądało - że ludzie przyjdą do przychodni, bo uznają, że tak jest pewniej się zapisać - było jak dwa razy dwa. Trzeba było spodziewać się takiej sytuacji i wcześniej przeanalizować, co możemy zrobić inaczej, by do tego nie doszło? Przecież właśnie na tym polega zarządzanie kryzysowe. Chodzi o wyprzedzenie zagrożenia, przewidywanie tego, co może się wydarzyć. To jest przejęcie kontroli nad daną sytuacją - mówi Marcin Samsel.

Inny z ekspertów prof. Jacek Jaworski z Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku zwraca uwagę na coś jeszcze - na "centralne planowanie" i centralne zarządzanie. - Przy tak ogromnych operacjach to nie może się sprawdzić. Dlaczego nie poproszono o pomoc gmin, lokalnych samorządów? Centralne planowanie szczepienia 39 milionów osób z góry jest właściwie skazane na porażkę - mówi profesor. - To, co obserwujemy jest skutkiem przeskalowania możliwości tych, którzy konstruowali Narodowy Program Szczepień. Ja widzę tylko jeden plus - że program w ogóle jest - mówi profesor Jaworski.

- Dzisiaj front szczepień jest w gminach, w przychodniach w tych gminach. A walczy się przecież właśnie na froncie. I dlatego nie można tą akcją sterować zza biurka w Ministerstwie Zdrowia, w NFZ czy w Agencji Rezerw Materiałowych. Sam nie wiem, gdzie jest centrala tego systemu - mówi Marcin Samsel.

Eksperci zwracają uwagę także na to, że już na starcie zapisywania się na szczepienia pozostawiono zbyt wiele niewiadomych. - Na przykład dzisiaj nikt nie ma w tym kraju wiedzy, ile osób z grupy 70 plus chce się zaszczepić jak najszybciej. A ile nie chce się szczepić, bo są przeciwnikami szczepień, bo ktoś im powiedział, że nie warto. A przecież to przed startem programu można było sprawdzić - mówi Marcin Samsel. - Nie wiemy, ile starszych osób nie jest w stanie dotrzeć do punktu szczepień, ile nie wie, jak się zapisać. Ile osób jest leżących i obłożnie chorych. To też przecież można było wcześniej ustalić - dodaje. Informację o osobach obłożnie chorych NFZ zaczął zbierać od lekarzy dopiero w ubiegłym tygodniu. 

- To, co na dziś się nam udało, to wytworzenie turystyki szczepionkowej, czyli wielu seniorów będzie musiało na szczepienie dojechać po kilkadziesiąt czy nawet więcej kilometrów w jedną stronę. A przecież w czasie pandemii powinniśmy się tego typu wyjazdów wystrzegać - mówi Marcin Samsel.

W ocenie naszych rozmówców, do przetestowania systemu szczepień przeciwko COVID-19 można było wykorzystać system szczepień przeciwko grypie. Tego jednak nie zrobiono. - Trzeba było dokładnie analizować wszystkie dane, zbierać dane z innych krajów, pytać jak to robią inni. A najważniejsze - powinna być dokładnie dopracowana ścieżka komunikacji, a tu niestety są duże błędy. Zarówno w komunikacji społecznej, jak i wewnątrz wszystkich zespołów. Były przypadki, że jeden minister mówił co innego niż kilka chwil później inna osoba z rządu - zwraca uwagę Marcin Samsel.

DOSTĘP PREMIUM