"Jeśli ktoś marzył, że do połowy roku zakończymy pandemię, to nie zna się na epidemiologii"

- Nawet zaszczepienie 50-70 proc. dorosłych nie zatrzyma transmisji wirusa. Pamiętajmy, że my cały czas nie wiemy, jak duża populacja odpowie na szczepionkę tak, że nie będzie przekazywać wirusa dalej - mówiła w TOK FM Małgorzata Solecka dziennikarka portalu Medycyna Praktyczna i miesięcznika "Służba Zdrowia".
Zobacz wideo

We wszystkich punktach w kraju we wtorek przeciw COVID-19 zaszczepiono 118 915 pacjentów. To dobowy rekord od początku szczepień w Polsce. Drugą dawkę szczepionki przyjęło w Polsce 99,9 tys. medyków. Z danych zamieszczonych we wtorek (godz. 11.30) na rządowej stronie internetowej gov.pl., wynika, że w Polsce wykonano dotąd 776 987 szczepień, co daje średnio dziennie 67 743 zastrzyki.

Choć rząd chwali się liczbami, to zdaniem dziennikarki medycznej Małgorzaty Soleckiej szczepienia w Polsce "idą średnio”. - Właśnie patrzyłam na dane z Unii Europejskiej. Jeśli chodzi o tempo szczepień, Polska jest dziś na 16. miejscu, a zazwyczaj koło 12.-14. miejsca. To jest połowa stawki. Moim zdaniem nie stać na więcej w tej chwili - wyjaśniła.

- Jeśli ktoś w ogóle marzył, że do połowy roku zakończymy pandemię, to chyba się nie zna wcale na epidemiologii. Nawet zaszczepienie 50-70 proc. dorosłych nie zatrzyma transmisji wirusa. Pamiętajmy, że my cały czas nie wiemy, jak duża populacja odpowie na szczepionkę tak, że nie będzie przekazywać wirusa dalej. Wciąż nie znamy do końca mechanizmu działania szczepionki - tłumaczyła Solecka.

Podkreślała jednak, że już wiadomo na pewno, że szczepionka chroni przed ostrym przebiegiem COVID-19 i "jest w tym bardzo skuteczna". 

- To, że się zaszczepimy, oznacza, że z bardzo, ale to bardzo dużym prawdopodobieństwem nie będziemy mieć ciężkiego przebiegu COVID-19 - nie będziemy potrzebować hospitalizacji ani respiratora. Być może będzie to taki przebieg, który zwala z nóg, choć pozwala jeszcze być w domu. Może to być po prostu cięższe przeziębienie dla osób z niższą odpornością. Dla tych, którzy odporność mają większą, prawdopodobnie będzie to infekcja taka, jaką zwykliśmy przechodzić - mówiła Solecka.

Dziennikarka stwierdziła, że choć wiele osób oczekuje rozluźnienia obostrzeń "nawet nie w ciągu najbliższych tygodni, ale dni", trudno ocenić, czy to dobry pomysł. - Wiele zależy od tego, jaki jest rzeczywisty przebieg pandemii w Polsce. Obawiam się, że bardzo niewiele wiemy o tym, jak się szerzy wirus, bo znów wykonujemy bardzo mało testów. Za mało jak na ten etap pandemii, na którym jesteśmy - oceniła.

Przypomniała również o zagrożeniu, jakim są nowe mutacje wirusa, m.in. brytyjska. - Modele matematyczne rozpowszechniania się tej formy wirusa są wyjątkowo niekorzystne. Gdyby miały się zrealizować, byłoby bardzo niedobrze - ostrzegła ekspertka. Dodała, że w takim przypadku wykres przyrostu nowych przypadków byłby naprawdę pionową linią - "dzisiaj 10 przypadków, jutro 100, a pojutrze 1000". 

DOSTĘP PREMIUM