Cały kraj znów powinien być żółtą strefą? Niedzielski: Pojawiły się inne ryzyka

W drugim tygodniu lutego powtórzymy badania przesiewowe nauczycieli w klasach I-III - zapowiedział w poniedziałek minister zdrowia Adam Niedzielski. Dodał, że ewentualny powrót do szkół dzieci z klas IV-VIII i liceów jest możliwy nie wcześniej niż w marcu. Szef resortu zdrowia tłumaczył też, dlaczego na razie w Polsce nie będzie powrotu do kolorowych stref w kwestii obostrzeń.
Zobacz wideo

Min. Adam Niedzielski w porannej rozmowie w RMF FM przyznał, że decyzje o znoszeniu obostrzeń są bardzo trudne. Zaznaczył, że z jednej strony sytuacja epidemiczna w Polsce jest ustabilizowana, jednak z drugiej kraje na zachodzie Europy zmagają się z dużym przyrostem zachorowań na COVID-19.

- Niestety kilka krajów, które w święta podjęły decyzje, powiedziałbym mniej konserwatywne niż my, teraz odczuwają tego bardzo złe konsekwencje. Palcem chciałem wskazać przypadek Portugalii, gdzie w tej chwili portugalski rząd wzywa w zasadzie wszystkie kraje Europy do udzielenia pomocy, bo system opieki zdrowotnej przechodzi tam załamanie -  wskazał.

Pytany, dlaczego akurat centra handlowe zostały otwarte, a inne działy gospodarki nie, podkreślił, że luzowanie obostrzeń musi być bardzo ostrożne. - Bazujemy na wynikach badań zrobionych w Stanach Zjednoczonych, które pokazują, w jakich miejscach dokonuje się transmisja wirusa. Te badania były opublikowane przez pismo "Nature". To, co wnika z tych badań, jest takie, że najmniejsze prawdopodobieństwo zakażenia się w obiektach publicznych jest w sklepach, a dwa typy - restauracje i siłownie są wysoko na liście miejsc, w których można się zarazić - powiedział szef resortu zdrowia.

Dodał, że decyzje w sprawie obostrzeń ostatecznie są podejmowane przez premiera po rekomendacjach ministra zdrowia i we współpracy z Radą Medyczną. Ocenił, że ten system podejmowania decyzji jest bardzo pragmatyczny.

Powinniśmy być w strefie żółtej?

Ministrowi przypomniano, że gdy w listopadzie ogłaszano lockdown, sam rząd zapowiadał, że jeśli liczba przypadków będzie spadać to w Polsce może zostać przywrócony podział na strefy, w kwestii obostrzeń. Zauważano, że obecnie mogłaby być to strefa żółta - w której nie obowiązywały np. maseczki w przestrzeni publicznej, a większość branż - na czele z siłowniami czy restauracjami - była otwarta. 

Niedzielski odpowiadał, że sytuacja epidemiczna jest dynamiczna, a także pojawiły się "inne ryzyka", które trzeba brać pod uwagę. - Oczywiście głównym wyznacznikiem jest liczba dziennych zakażeń, bo to pokazuje, w jakiej jesteśmy sytuacji. Ale nie wzięcie pod uwagę innych informacji byłoby kompletnie nieodpowiedzialne. Podjęcie daleko idącej, innej decyzji, oznaczałoby zaraz ogromną krytykę. Jesteśmy w rzeczywistości takiej, że w innych krajach są robione lockdowny, ta sytuacja epidemiczna jest trudna. Nie będziemy zieloną wyspą, bo wirus nie zna granic i mamy też nowe mutacje - próbował wyjaśniać minister zdrowia. 

Dodał, że w takich krajach jak Portugalia, Wielka Brytania czy Francja sytuacja jest dużo gorsza. - To nie są odległe rejony świata. Trudno nie brać tego pod uwagę. Cały czas badamy mutacje i wiemy, że one są w Polsce. Szybko wyłapaliśmy dwa przypadku (brytyjskiego wariantu koronawirusa - red.), a wczoraj miałem informacje o pięciu kolejnych. Trzeba to uwzględniać, nie można patrzeć tylko na same liczby nowych przypadków - precyzował szef MZ.

Kiedy starsi uczniowie wrócą do szkół?

Szef MZ dopytywany, czy jest jakaś perspektywa otwarcia szkół dla klas IV-VIII i liceów odpowiedział: "z mojego punktu widzenia, nie wcześniej niż w marcu". - Chciałbym powtórzyć badania przesiewowe, które były robione w klasach I-III wśród nauczycieli i zobaczyć, jaki będzie wynik tego badania. Ostatnim razem, jak były robione, to 2 proc. nauczycieli było chorych. W drugim tygodniu lutego powtórzymy te badania - zapowiedział Niedzielski.

Zaznaczył, że tym samym dzieci ze starszych klas mogłyby wrócić do szkół najwcześniej w marcu, "może tydzień wcześniej".

Dostawy szczepionek "się rozpędzają"

Niedzielski podkreślił, że do końca lutego ma się zakończyć szczepienie grupy zero. Pytany, czy jest szansa, że szczepienia w Polsce będą przeprowadzane szybciej niż teraz, Niedzielski zapewnił, że gwarantuje, że tak będzie. - Dostawy się rozpędzają. Mamy już pewien rytm dostaw, realizowany przez Pfizera, wchodzimy w pewien rytm dostaw Moderny, która co prawda powiedziała nam, że jakieś problemy będą się pojawiały, ale to są problemy pomniejsze - powiedział szef MZ.

Przypomniał, że w piątek Europejska Agencja Leków (EMA) dopuściła do użytku w UE szczepionkę brytyjsko-szwedzkiego koncernu AstraZeneca. - W drugim kwartale mamy mieć co najmniej jedną decyzję dotyczącą firmy Novavax i drugą, która będzie dotyczyła Johnson & Johnson. Czyli dojdą jeszcze dwaj producenci, u których mamy zakontraktowane szczepienia - wskazał Niedzielski.

Podkreślił, że dostawy szczepionek będą rosły systematycznie w czasie drugiego kwartału, czyli od kwietnia. - W związku z decyzją w sprawie AstryZeneki jest szansa, że w tym kwartale dostaniemy prawie 1,5 mln szczepionek od tej firmy - zaznaczył.

Zapytany, czy Polska próbowała kupić szczepionki poza unijnym mechanizmem, odpowiedział, że jest to delikatna kwestia. - Robiliśmy rozeznanie rynku, ale widzimy też, że Komisja Europejska po takim, najpierw nieco pasywnym podejściu do tych zakupów, troszeczkę większą presję zaczęła wywierać na producentów - powiedział Niedzielski.

Pytany z kolei, czy szczepionki mogłyby nie zadziałać na nowe mutacje koronawirusa przyznał, że niestety jest takie ryzyko, ale dodał, że "to nie jest też przypadek grypy, gdzie z sezonu na sezon mamy nową szczepionkę i nową mutację". - Wszyscy specjaliści mówią, że koronawirusy mają trochę inną naturę i nie ewoluują tak szybko i często - podkreślił szef MZ.

Posłuchaj podcastu!

DOSTĘP PREMIUM