Trzecia fala? Ekspert nie jest zaskoczony. "Nie wiem, co rząd sobie wyobrażał"

Minister zdrowia stwierdził, że w Polsce jest już trzecia fala pandemii, a ponowne zaostrzenie restrykcji staje się coraz bardziej realne. - Nie wiem, co rząd sobie wyobrażał. Ten trend był zdecydowanie do przewidzenia - oceniał w TOK FM Piotr Żakowiecki. Ekspert spekulował, że bardziej niż na danych epidemiologów, rząd opierał swoje decyzje na badaniach sondażowych.
Zobacz wideo

Rządzący coraz częściej mówili ostatnio o trzeciej fali pandemii w Polsce, choć w różnych wersjach, bo raz o tym, że trzecia fala się zbliża, innym razem, że się zaczyna, albo że już się zaczęła. Jednak podczas piątkowej konferencji prasowej minister zdrowia stwierdził, że "trzecia fala pandemii już tu jest". Poza tym poinformował, że w Polsce wykryto pierwszy przypadek połoudniowoafrykańskiej mutacji koronawirusa, co zdaniem Piotra Żakowieckiego, starszego analityka ds. zdrowotnych w Polityce Insight, jest najważniejszą informacją. 

COVID-19. Wariant z RPA jest w Polsce

Pierwszy przypadek wariantu wirusa z RPA, jak informował minister, wykryto pod Suwałkami. - To dość ciekawe, że akurat w tamtym regionie, ale to też pewnie wynika z trybu pobierania próbek, które są sekwencjonowanie - wyjaśniał w TOK FM Żakowiecki. - Musimy pamiętać o tym, że nowe warianty koronawirusa prawdopodobnie są już dość szeroko rozpowszechnione - zastrzegał. Zwracał uwagę, że według danych ministerstwa wariant brytyjski to dzisiaj nawet 10 proc. przypadków, choć realny odsetek może być jeszcze wyższy. 

- Sytuacja się zmienia, i to zmienia się na gorsze - oceniał ekspert. - Mamy do czynienia ze stałymi, dość dynamicznymi wzrostami liczby zakażeń tydzień do tygodnia. Średnia krocząca, która jest wartością najlepiej podsumowującą trend, wzrosła o 23 proc. - zauważał. Jak dodał, jeżeli ta sytuacja się utrzyma, to w przyszłym tygodniu może przybywać nawet ponad 12 tys. zakażeń dziennie. 

Luzowanie obostrzeń "motywowane politycznie" 

Taka dzienna liczba nowych zakażeń, zdaniem eksperta, uzasadni cofnięcie poluzowania obostrzeń, które wprowadzono w zeszłym tygodniu. - Nie wiem, co rząd sobie wyobrażał, podejmując decyzję o tym, żeby luzować obostrzenia. Ten trend był zdecydowanie do przewidzenia - stwierdził. - Wydaje mi się, że decyzja była jednak motywowana politycznie - oceniał i przywoływał wyniki badań prowadzonych m.in przez CBOS, które pokazują, jak Polacy są nastawieni do obostrzeń. 

-  W tym momencie krytycznie do obostrzeń odnosi się 43 proc. respondentów, 42 proc. uważa, że są one odpowiednie. Natomiast w poprzednich miesiącach akceptacja była większa - zauważał. - Wydaje mi się, że w obliczu tego, że rząd ma dość kiepskie notowania (...), to jest bardzo ważny czynnik takich decyzji - stwierdził. Zwracał również uwagę, że PiS znany jest ze swojego przywiązania do badań wyników panelowych, na które przeznacza znaczne środki finansowe. 

Ekspert podkreślał także, że oficjalne dane, podawane przez Ministerstwo Zdrowia, to wciąż tylko część rzeczywistej liczby zakażeń. - Mamy w Polsce około 200 tysięcy aktywnych przypadków. Chodzi tu o przypadki, które zostały potwierdzone testem PCR - przypominał. I wyjaśniał, że same przesiewowe wyniki testów wśród nauczycieli pozwalają szacować, że liczba ta jest czterokrotnie, a w niektórych województwach jeszcze kilkukrotnie wyższa. - Obawiam się, że będziemy mieli w najbliższym czasie, zwłaszcza w województwach północnych, coraz większe ogniska zakażeń - podsumował. 

DOSTĘP PREMIUM