Rząd zamknął Warmię i Mazury, ale w reszcie kraju może być podobnie. "Dane nie odpowiadają prawdzie"

- Z tego co wiem, na Warmii i Mazurach się dużo testuje. A im więcej testujemy, tym z reguły jest więcej wyników dodatnich - mówił w TOK FM dr Tomasz Karauda, lekarz z oddziału chorób płuc, Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. Barlickiego w Łodzi. Jego zdaniem w całym kraju dane epidemiczne mogą wyglądać tak samo, jak w województwie warmińsko-mazurskim, tylko po prostu tego nie wiemy.
Zobacz wideo

Rząd zdecydował się na wprowadzenie lockdownu na Warmii i Mazurach. Od soboty zamknięte tam będą hotele, kina czy galerie handlowe. Uczniowie - nawet ci najmłodsi - mają zostać w domach. Minister zdrowia Adam Niedzielski tłumaczył, że województwo warmińsko-mazurskie znacznie odbiega od pozostałej części kraju pod względem średniej zachorowań. O ile w całej Polsce wynosi ona 20 zakażeń na 100 tysięcy osób, o tyle na Warmii i Mazurach to aż 45 na 100 tysięcy. Skąd te różnice? 

- Z tego co wiem, w tym regionie się po prostu dużo testuje. A im więcej testujemy, tym z reguły jest więcej wyników dodatnich - mówił w TOK FM dr Tomasz Karauda, lekarz z oddziału chorób płuc, Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznnego im. Barlickiego w Łodzi. 

Co ważne, zdaniem gościa Karoliny Lewickiej, prezentowane przez rząd dane dotyczące całości kraju, nie oddają prawdy. - Jeśli umiera blisko 400 osób dziennie, a wiemy, że śmiertelność wynosi około dwóch procent, to zakażeń powinno być ponad 20 tysięcy. Natomiast mamy wykazywane po 7,8 czy 12 tysięcy. Więc nawet w prostym przełożeniu to nie odpowiada prawdzie - powtórzył. 

- Sugeruje pan, że tak naprawdę na terenie całej Polski może być tak samo, jak na Warmii i Mazurach, ale po prostu tego nie wiemy? - dopytywała redaktor Karolina Lewicka. - Może tak być - stwierdził dr Karauda.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Ekspert przekonywał, że regionalizacja w zakresie obostrzeń epidemicznych to dobry pomysł, ale "pod warunkiem, że wiemy, co się w tych województwach dzieje". Jego zdaniem, w Polsce wykonuje się zdecydowanie zbyt mało testów. Ostatniej doby zrobiono ich około 61 tysięcy. Gdyby tę liczbę podzielić na 16 województw, wychodzi mniej więcej po cztery tysiące testów na województwo. To bardzo niewiele.

- Im więcej testów wykonujemy, tym lepiej wiemy, jaka jest sytuacja epidemiologiczna, możemy lepiej izolować chorych i wiemy, gdzie są ogniska - wskazywał gość TOK FM. 

Z drugiej strony Karadua podkreślał, że należy patrzeć nie tylko na testy. Zwłaszcza teraz, kiedy wirus mutuje, a nowe warianty rozprzestrzeniają się szybciej. W takiej sytuacji, według lekarza, należy też analizować poszczególne mutacje.

Badania pokazują też, że to właśnie brytyjska odmiana wirusa szczególnie zadomowiła się na Warmii i Mazurach. Minister Adam Niedzielski w środę w TOK FM wskazał, że w jednym z laboratoriów, w około 70 procentach badanych próbek (17 na 25) wykryto właśnie brytyjską odmianę.  

Karauda zwrócił uwagę, że w takiej sytuacji należy zadać sobie pytanie o liczbę laboratoriów, które badają obecność konkretnej mutacji wirusa. - On zawsze wystąpi tam, gdzie istnieją instytucje będące w stanie go wychwycić - powiedział. 

Koniec z przyłbicami

Od soboty na terenie całego kraju zmienią się też zasady zakrywania ust i nosa. Nie będzie można już używać przyłbic czy szalików. Konieczne będą maseczki. Dr Karauda ocenił ten krok jako "bardzo spóźniony". Jak mówił, używanie przyłbic bądź chustek miało swoje uzasadnienie wiosną, na samym początku epidemii, kiedy bardziej profesjonalnych maseczek zwyczajnie nigdzie nie było. 

Latem, jak dodał, ta sytuacja się zmieniła i znacznie zwiększyła się dostępność chociażby maseczek chirurgicznych. Dr Karauda wskazał też, że dobrym gestem byłoby, gdyby rząd finansował maseczki lepszej jakości (FFP2) osobom będącym w grupie ryzyka. 

DOSTĘP PREMIUM