Przez rok w Polsce wykonano 10 mln testów na COVID-19. Ekspert: Nie ma się czym chwalić

Minister Adam Niedzielski w mediach społecznościowych poinformował, że w Polsce - od początku trwania epidemii - wykonano 10 mln testów na koronawirusa. Zdaniem ekspertów, wynik nie powinien być powodem do dumy. - Ta liczba o niczym nie mówi - stwierdza dr Bartosz Fiałek i tłumaczy, ile testów dziennie powinno się wykonywać, by panować nad rozwojem epidemii.
Zobacz wideo

Hasło "10 milionów testów" na pierwszy rzut oka może robić wrażenie. Zwłaszcza, gdy przypomnimy sobie początki epidemii koronawirusa w Polsce, kiedy liczba wykonywanych badań dziennie oscylowała wokół 2-3 tysięcy. Dziś jest jakieś 30 razy większa. Ostatniej doby wykonanych zostało 62,8 tysięcy testów. Jest się z czego cieszyć?

Zdaniem dra Bartosza Fiałka, specjalisty w dziedzinie reumatologii, chwalić można by się było wtedy, gdyby liczba testów była zgodna z rekomendacją Światowej Organizacji Zdrowia. Mówi ona o tym, że udział pozytywnych wyników nie powinien być wyższy niż pięć procent wszystkich wykonanych danego dnia badań. - Oznacza to, że jeśli mamy na przykład 5 tysięcy potwierdzonych zakażeń, to powinniśmy wykonać tego dnia 100 tysięcy testów. A jeśli obecnie notujemy 15 tysięcy przypadków COVID-19 dziennie, to w ciągu doby powinno się wykonać około 300 tysięcy testów - wyjaśnia. Lekarz zaznacza, że w trakcie ostatniego roku epidemii w Polsce był taki czas, że odsetek pozytywnych testów sięgał nawet 50 procent wszystkich wykonanych badań. Obecnie oscyluje on około 25 procent. - To zdecydowanie za dużo - stwierdza.  

W odniesieniu do 10 mln wykonanych testów w ciągu roku - dr Fiałek mówi krótko: "Ta liczba o niczym nam nie mówi". Lekarz podkreśla, że żeby znać przebieg epidemii w danym kraju ważne jest nie to, ile testów zrobiono, ale to, jak duży był odsetek wyników pozytywnych. - Te 10 mln testów na obecność SARS-CoV-2 wykonaliśmy rozpoznając ponad 1 mln 700 tys. przypadków COVID-19, co daje nam 17-proc. udział wyników pozytywnych w całej puli testów. To dużo za dużo - dodaje.

Dopytywany, jak sytuacja wygląda w innych państwach, podkreśla, że w większości krajów wysoko rozwiniętych ten odsetek nie przekracza 10 procent. - W Wielkiej Brytanii jest to około 7-8 procent, podobnie jak we Francji czy w Niderlandach. Takie kraje jak Niemcy czy Korea Południowa mają ten odsetek pozytywnych wyników na poziomie pięciu procent - podaje

W Niemczech zdecydowano w ostatnich dniach, że od 8 marca wszyscy mieszkańcy będą mieli dostęp do jednego testu tygodniowo - bez względu na to, czy mają objawy COVID-19, czy też nie.

Do informacji Niedzielskiego o 10 mln testów odniósł się w mediach społecznościowych także dr Paweł Grzesiowski. Przyznał, że dumy z tego faktu nie czuje. "Ograniczając testy u osób bezobjawowych utraciliśmy od września szansę na kontrolę transmisji wirusa" - stwierdził. 

Koronawirus. Kogo powinniśmy testować?

W Polsce wciąż testuje się przede wszystkim osoby objawowe. W ostatnich tygodniach liczba zleceń na testy na koronawirusa rośnie, bo rośnie też liczba zakażonych. - Patrząc tygodniowo lekarze podstawowej opieki zdrowotnej zlecili ponad 110 tys. badań pod kątem obecności koronawirusa. To ponad 20 proc. wzrost w stosunku do poprzedniego tygodnia - mówił w środę rzecznik resortu zdrowia Adam Niedzielski.

Dr Fiałek, pytany o to, jakie grupy powinno się testować przekonuje, że badaniom powinny być poddawane wszystkie osoby objawowe, ale również "strategiczne grupy". - Czyli osoby wykonujące zawód, który wiąże się z większym, aniżeli standardowe, ryzykiem transmisji koronawirusa SARS-2, na przykład służby mundurowe, komunalne, nauczyciele oraz wszyscy pracownicy ochrony zdrowia i personelu pomocniczego, którzy nie są jeszcze zaszczepieni. Takie osoby, nawet jeśli nie mają żadnych objawów, powinny być testowane raz w tygodni - przekonuje.

DOSTĘP PREMIUM