Joanna Solska o sanepidzie: Kluczowa instytucja funkcjonuje bez głowy

- Myśmy ten rok kompletnie zmarnowali - tak rocznicę epidemii komentowała w TOK FM Joanna Solska. Dziennikarka "Polityki" odniosła się m.in. do zaniedbań dotyczących organizacji sanepidu, w którym - jak mówiła - nic się nie zmieniło na lepsze. - Nie dostał więcej pieniędzy, teraz funkcjonuje bez szefa. Mamy trzecią falę pandemii, a władza nie robi nic - przekonywała
Zobacz wideo

Niedawno minął rok, od kiedy epidemia koronawirusa jest w Polsce. 4 marca 2020 roku dowiedzieliśmy się o pierwszym zakażonym pacjencie - był to 66-letni Mieczysław z Cybinki w woj. lubuskim. I choć przed pojawieniem się pierwszego przypadku rząd przekonywał, że Polska jest przygotowana na epidemię - czas pokazał coś zupełnie innego. W czasie pierwszej fali w całym kraju brakowało maseczek i materiałów ochronnych, które Polacy przygotowywali na własną rękę. Podczas drugiej fali z kolei obserwowaliśmy przed szpitalami długie kolejki karetek z pacjentami, dla których nie było miejsca. 

- Myśmy ten rok kompletnie zmarnowali - stwierdziła na antenie TOK FM Joanna Solska, dziennikarka "Polityki". Uzasadniając swoją tezę odniosła się do tego, co działo i dzieje się wciąż w sanepidzie. Przypomniała, że w trakcie drugiej fali epidemii (w listopadzie ubiegłego roku) były już szef Państwowej Inspekcji Sanitarnej Jarosław Pinkas złożył rezygnację. - Minęło kilka miesięcy. I co się dzieje? Sanepid funkcjonuje bez głowy, czyli w ogóle bez szefa - dziwiła się.

- To jest instytucja, która miała być koordynatorem. Najpierw nie zrobiono nic, by ją do tego przygotować, a przez ostatni rok nie zrobiono nic, by zaczęła funkcjonować zgodnie z potrzebami - mówiła dalej Solska. - Nic się w tym sanepidzie nie przeorganizowało. Nie dostał większej ilości pieniędzy, teraz funkcjonuje bez szefa. Mamy trzecią falę pandemii, a władza nie robi nic, bo nie ma pojęcia, co robić. Jest to przerażające i ciężko mówić o przyszłości, skoro z teraźniejszością nie radzimy sobie kompletnie. Takich przykładów jest dużo więcej - dodała.

Podobnego zdania był psycholog Jacek Santorski. Powiedział, że w decyzjach podejmowanych przez rządzących widać, że są podejmowane "impulsywnie i ad hoc". Zaznaczył, że często przedstawiciele władzy próbują się usprawiedliwiać, mówiąc, że rzeczywistość jest nieprzewidywalna. - Co z tego? W siłach specjalnych czy w biznesie przygotowuje się wiele scenariuszy. Komunikuje się je swojej załodze, by wiedzieli, na czym stoimy i potem realizuje jeden z nich. Dzięki temu jest się bardziej wiarygodnym - mówił.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Prowadzący program Daniel Passent - podsumowując rok pandemii - zwrócił z kolei uwagę na problemy systemu ochrony zdrowia, które koronawirus jeszcze bardziej obnażył. Mówił m.in. o braku lekarzy i pielęgniarek, którzy - nawet jeśli podejmują studia medyczne w Polsce - często wyjeżdżają do innych państw, w których mają lepsze warunki pracy i lepsze wynagrodzenie. 

- Polska nigdy nie będzie miała tyle pieniędzy, żeby płacić jak w Niemczech czy Norwegii. Ale znam lekarzy i mogę śmiało powiedzieć, że pieniądze nie są jedynym elementem, który ich skłania do wyjazdu - skomentowała redaktor Solska. Jej zdaniem, Prawo i Sprawiedliwość nie zrobiło nic, by zachęcić medyków do pozostania w kraju i poprawić ich warunki. Zamiast tego lekarze mogli usłyszeć od posłów partii rządzącej słynne hasło "niech jadą", które podczas jednej z debat w Sejmie wykrzyczała posłanka Józefa Hrynkiewicz.

- Zgorzknienie polskich lekarzy wynika z tego, że oni totalnie nie mają satysfakcji z pracy, ponieważ pracują w warunkach karygodnych, które nie pozwalają im wykorzystać swojej wiedzy i leczyć ludzi skutecznie. Do tego zmienia się prawo i jeżeli lekarz popełni błąd nieumyślny, to grozi mu nawet kara więzienia, więc tu się po prostu nie chce pracować - mówiła.

To samo, jak dodała, dotyczy środowiska pielęgniarek. - One mają tyle, co wystrajkują. Nikt im nie przedstawia żadnej wizji systemu, który koronawirus obnażył w sposób straszny. Czy będzie on zreperowany? Nie. Bałagan rośnie, a dostęp pacjentów do ochrony zdrowia maleje - podsumowała dziennikarka "Polityki".

DOSTĘP PREMIUM