"Widzę pacjentów, którzy nie dotrwają. Jesteśmy w pewnej matni". Prof. Gujski o zaleceniach NFZ

Rządzący chcą powiększyć bazę łóżek i lekarzy dla pacjentów z COVID-19, dlatego NFZ zaleca, aby ograniczyć do minimum planowo wykonywane świadczenia. Marszałek Tomasz Grodzki nazwał to "kapitulacją rządzących", a prof. Mariusz Gujski zauważał w TOK FM, że do ofiar pandemii można zaliczyć również tych pacjentów, którzy wcale nie chorują na COVID-19. - Widzę pacjentów, którzy z powodu tej decyzji nie dotrwają do planowanego zabiegu - mówił.
Zobacz wideo

Na polecenie ministra zdrowia NFZ zalecił ograniczenie do niezbędnego minimum lub czasowe zawieszenie udzielania świadczeń wykonywanych planowo. Ograniczenie ma nie dotyczyć planowej diagnostyki i leczenia chorób nowotworowych. Rzecznik Ministerstwa Zdrowia tłumaczył, że "istnieje zagrożenie, że w przypadku wysokiej trzeciej fali może zabraknąć personelu medycznego", stąd takie zalecenie NFZ.

- Myślę, że gdybyśmy rzeczowo zastanowili się nad liczbą ofiar pandemii, to może się okazać, że ofiar spośród pacjentów niecovidowych jest więcej, niż spośród osób, które zachorowały i zmarły w wyniku COVID-19 - komentował w TOK FM prof. Mariusz Gujski z Katedry Zdrowia Publicznego i Środowiskowego WUM. 

Jak zauważał ekspert, od ponad roku lekarze obserwują znaczące pogorszenie dostępności i jakości terapii dla niezakażonych pacjentów. 

- Z jednej strony rozumiem troskę pana prezesa NFZ o dobro chorych, dobro pojęte w taki sposób, żeby nikt nie umarł z powodu braku dostępu do łóżka intensywnej terapii z respiratorem. Z drugiej strony niestety widzę pacjentów, którzy z powodu tej decyzji nie dotrwają do planowanego zabiegu albo ich stan zdrowia znacząco się pogorszy. Jesteśmy w pewnej matni - dodał. 

Gość TOK FM zwracał uwagę, że taka sytuacja jest po części skutkiem tego, że polski system ochrony zdrowia jest permanentnie niedofinansowany.

Jednak niedofinansowaniem nie można tłumaczyć faktu, że system może nie udźwignąć trzeciej fali epidemii koronawirusa. - Czym innym jest permanentne niedofinansowanie systemu, czym innym jest fakt, że po sytuacji kryzysowej i nagłej z wiosny 2020 roku nie przygotowaliśmy się na tyle, żeby sprostać dzisiejszym wyzwaniom. Nie jest tak, że zrobiliśmy wszystko - uważa prof. Gujski. Ale taka ocena nie oznacza, że ekspert nie dostrzegł decyzji władz, które warto docenić. Jak mówił, decyzja o budowie i organizowaniu szpitali tymczasowych była trafiona. 

Ograniczenie zabiegów, czyli "kapitulacja rządzących" 

Zalecenie NFZ ostro skrytykował marszałek Senatu, a z zawodu lekarz - Tomasz Grodzki. Jego zdaniem tłumaczenie rządzących, że taka decyzja pozwoli poszerzyć bazę łóżek i lekarzy dla pacjentów z COVID-19, to po prostu nieprawda. - Tłumacząc to na język ludzki, to jest totalna kapitulacja rządzących, przyznanie się, że system padł. Po to otwieraliśmy łóżka covidowe i szpitale dodatkowe, aby inni chorzy - niecovidowi, nie cierpieli z powodu tej pandemii - mówił marszałek. 

- Co to oznacza dla chorego? - pytał. - Ktoś, kto cierpi bóle, bo ma zwyrodnienie stawu biodrowego, ma cierpieć dalej, bo dopiero ten staw musi mu się złamać, żeby go można zoperować w trybie "ostrym". Bo w trybie planowym, gdy cierpienie odbiera mu chęć do życia, nie można. Zabiegi naczyniowe na aorcie brzusznej i piersiowej decydują często o naszym życiu. Czyli co, trzeba czekać, aż ta aorta pęknie, żeby w trybie ostrym operować, ją naprawiać ją? Każdy chirurg wie, że zabiegi planowe są dużo bezpieczniejsze niż te wykonywane w trybie ostrym, to jest kanon medycyny - mówił.

Jak ocenił, zalecenie NFZ to "kapitulacja, która na końcu znajduje wyraz w brutalnych liczbach".

Komentując to zalecenie w TVN24 rzecznik resortu zdrowia powiedział, że stanowisko NFZ to nie jest żadne zarządzenie, które stawiałoby "twarde i kategoryczne żądanie ograniczenia zabiegów planowych". 

- Jest to wskazanie, że w części przypadków lekarz ma prawo zadecydować o przesunięciu zabiegu planowego, kierując się zdrowiem tak naprawdę pacjentów przyjmowanych na te zabiegi planowe. Zobaczmy, że liczba zajmowanych covidowych łóżek i liczba pacjentów, których ostatnio obsługujemy w ramach zespołów covidowych stale rośnie. Potrzeba nam lekarzy kierowanych właśnie do pacjentów covidowych, więc szpitale mogą indywidualnie podejmować decyzje - przekonywał Wojciech Andrusiewicz.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM