Pomagają niepełnosprawnym, ale do planu szczepień się nie załapali. "Jesteśmy takim Kopciuszkiem, o którym zapomniano"

Zaszczepcie nas i naszych podopiecznych - apelują pracownicy Warsztatów Terapii Zajęciowej. To miejsca dla osób dorosłych z niepełnosprawnościami. Przed pandemią tętniły życiem, a dziś w większości są zamknięte. Osoby z niepełnosprawnościami od roku siedzą w domach i zdarza się, że po prostu cofają się w rozwoju. - Nas nie szczepią, a innych tak - słyszymy od pracowników WTZ. Mówią, że zapomniano zarówno o nich, jak i o ich podopiecznych.
Zobacz wideo

Pracownicy warsztatów, czyli tzw. WTZ-ów, żalą się, że potraktowano ich gorzej niż pracowników choćby Środowiskowych Domów Samopomocy, czyli również miejsc dla osób z niepełnosprawnościami. Cała rzecz bowiem w tym, że jedni podlegają pod ustawę o pomocy społecznej i byli w grupie zero, a drudzy - pod zupełnie inną ustawę. Przez to na szczepienia się nie załapali.

- Mechanizm funkcjonowania naszych ośrodków jest bardzo podobny. Działamy pięć dni w tygodniu, zajęcia terapeutyczno-rehabilitacyjne prowadzimy przez siedem godzin dziennie. Tylko że część ośrodków jest na liście preferencji szczepiennych, a Warsztaty Terapii Zajęciowej niestety nie - mówi Krzysztof Flaszowski z Forum WTZ Małopolska. - Mam wrażenie, że jesteśmy takim Kopciuszkiem, o którym zapomniano - dodaje. 

- Kopciuszkiem, który chodzi, płacze, ale nikt go nie słucha, bo jest tylko od pracy - mówi Iwona Pietraszkiewicz z Forum WTZ z województwa warmińsko-mazurskiego. Jak dodaje, pisano już niemal wszędzie: do ministra zdrowia, do posłów, do senatorów. - Wszędzie słyszymy: nie. Tłumaczy się nam, że są inne potrzeby - dodaje.

"Od wielu miesięcy siedzą w domach, nie radzą sobie z izolacją"

Większość uczestników WTZ-ów to osoby z niepełnosprawnością intelektualną. - Od wielu miesięcy siedzą w domach, nie radzą sobie z izolacją społeczną, z brakiem stabilizacji. Powoduje to u nich ogromny regres. To, czego ich nauczyliśmy wcześniej, niejednokrotnie ulega zapomnieniu. U części osób rodzi się ogromne napięcie i agresja - mówi pani Iwona. Dlatego, jak tłumaczy, tak ważne jest, by podopieczni jak najszybciej mogli wznowić zajęcia w Warsztatach Terapii Zajęciowej, a by tak się stało - dla wspólnego bezpieczeństwa - wszyscy muszą być zaszczepieni.

Część uczestników niemal codziennie pojawia się przed warsztatami, licząc, że jednak będą otwarte. - Jest mi bardzo smutno i przykro, że nie możemy ich wpuścić. Serce się kraje, że mogą tylko pocałować klamkę - mówi jedna z terapeutek. I dodaje, że większość z tych osób nie rozumie do końca, dlaczego z powodu pandemii warsztaty są zamknięte i czym jest koronawirus.

Może prezydentowa pomoże?

- Może Agata Kornhauser-Duda będzie w stanie użyć wszystkich swoich wpływów, by nam pomóc? I przekaże ministrowi zdrowia naszą sytuację prawną, która nas wycięła z rzeczywistości i terapeutycznej, i społecznej - zastanawia się Maria Pietrusza-Budzyńska z WTZ "Teatroterapia" w Lublinie.

W całej Polsce jest nieco ponad 700 warsztatów, w których pracuje ok. 10 tysięcy osób, a do tego trzeba doliczyć ok. 28 tysięcy podopiecznych. - To tak niewielka garstka ludzi, że naprawdę powinna być zaszczepiona w pierwszej kolejności - dodaje pani Maria.

Pracownicy warsztatów podnoszą, że niepełnosprawni bardzo dużo tracą. - Ta długa izolacja, wykluczenie, m.in. w małych miejscowościach, na wsiach, powoduje, że uczestnicy i ich rodzice z jednej strony zaczynają się do tego stanu rzeczy przyzwyczajać, z drugiej boją się koronawirusa. Może być w nich lęk przed przyjściem do placówki - będziemy mieli mnóstwo pracy, by to wszystko odkręcać - dodaje Wiesława Safiej z Forum WTZ z województwa kujawsko-pomorskiego. - Nasi podopieczni coraz bardziej tracą poczucie bezpieczeństwa - słyszymy od terapeutów.

DOSTĘP PREMIUM