"Jest strasznie, ale nie beznadziejnie". Ekspertka o tym, że dopiero jesteśmy "w połowie krzywej przyrastającej"

Eksperci analizujący matematyczne modele rozwoju epidemii nie mają dobrych wiadomości. Jak mówiła w TOK FM dr Aneta Afelt, z najnowszych prognoz wynika, szczyt zachorowań jest wciąż przed nami.
Zobacz wideo

Wczoraj odnotowaliśmy rekord trzeciej fali epidemii koronawirusa w Polsce. Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 21 045 nowych zakażeniach. Dziś jest ich nieco mniej - 18 775. Ale nie powinno nas to uspokajać, bo eksperci i przedstawiciele resortu zdrowia od kilkunastu dni powtarzają, że obecna fala szybko nie wygaśnie.

- Czy jest strasznie? - tak Jacek Żakowski zaczął rozmowę z dr Anetą Afelt z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego UW.

- Jest strasznie, ale nie beznadziejnie, na szczęście - przyznała ekspertka. Jak tłumaczyła, z bardzo precyzyjnych modeli wynika, że jesteśmy "w połowie krzywej przyrastającej i sporo jeszcze przed nami". - Model przewiduje, że na przełomie marca i kwietnia powinniśmy osiągnąć szczyt liczby zachorowań. Pamiętajmy, że ta fala nie rozpoczęła się dwa tygodnie temu, tylko mniej więcej w połowie lutego - mówiła gościni Poranka Radia TOK FM.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Dr Afelt podkreśliła, że z matematycznego punktu widzenia to, co dzieje się obecnie, jest "naturalnym przebiegiem epidemii". 

- Możemy, bazując na strukturze społecznej, na powiązaniach, na "usieciowieniu", wykonywać wszelkiego rodzaju symulacje. Na wiosnę moi koledzy wykonali symulację warunków epidemicznych, jeżeli dzieci wrócą do szkół. Z tych symulacji jasno wynikało, że byłoby to niekorzystne epidemicznie - przypomniała ekspertka. Jak wyjaśniła, każde zamknięcie miejsc, w których gromadzą się ludzie, ma wpływ na "gęstość kontaktów", a co za tym idzie prawdopodobieństwo, że spotkamy osobę zakażoną. 

Dlatego tak ważne jest, jak stwierdziła ekspertka, pamiętanie o podstawowych zasadach epidemicznych, które "są powtarzane do znudzenia". Ale naprawdę mogą przyczynić się do tego, że zakażeń będzie mniej. - Serio, naszą jedyną obroną szczepionka i zasady epidemiczne - podkreśliła rozmówczyni Jacka Żakowskiego.

Dr Aneta Afelt powiedziała też, że jeżeli 95 proc. populacji nosiłoby prawidłowo i konsekwentnie maseczki, bylibyśmy w stanie kontrolować tempo zakażeń. - To znaczy, że bylibyśmy w stanie nie dopuszczać do tego, aby były tak gwałtowne przyrosty liczby zakażonych. Wtedy niejako rozciągamy problem zakaźności w dłuższym czasie z ograniczoną liczbą nowych przypadków. To oznacza, że w systemie opieki zdrowotnej stopniowo pojawiają się osoby ciężko chore - tłumaczyła.

Prof. Horban: Prognozy mimo wszystko są niezłe

Główny doradca premiera ds. COVID-19 prof. Andrzej Horban, pytany w Polskim Radiu 24 o prognozy rozwoju pandemii, przekonywał, że przyrost nowych chorych wyhamowuje.

- Liczba chorych nie zwiększa się już o 30 proc. co tydzień, lecz mniej więcej o 10 proc. Jeżeli te dane się potwierdzą, to znaczy, że jesteśmy już blisko szczytu epidemii, który, jak się wydaje, będzie pod koniec kwietnia - powiedział.

Pytany o to, czy dobrym rozwiązaniem nie byłoby wprowadzenie całkowitego dwutygodniowego lockdownu, prof. Horban odparł, że taki okres nie będzie wystarczający. - W tym momencie wydaje się też, że nie ma aż takiej dużej potrzeby, bo nauczyliśmy jako społeczeństwo reagować w większości prawidłowo - powiedział. I dodał, że jego zdaniem do wprowadzanych obostrzeń nie stosuje się już niewielki odsetek osób.

DOSTĘP PREMIUM