Dorota Gardias: Nic tak temu rządowi nie wyszło, jak slajdy, które na okrągło pokazuje

- Sprzęt sprzętem, łóżka łóżkami, ale bez ludzi zmobilizowanych i gotowych do walki można jedynie snuć opowieść na konferencjach prasowych, co zresztą rząd czyni - mówiła w "Magazynie EKG" Dorota Gardias, szefowa Forum Związków Zawodowych. Nie szczędziła Ministerstwu Zdrowia słów krytyki i przekonywała, że w walce z koronawirusem miota się "od ściany do ściany".
Zobacz wideo

W środę resort zdrowia poinformował o ponad 25 tysiącach nowych zakażeń na koronawirusa. To najwyższy dzienny przyrost w trzeciej fali epidemii w naszym kraju, a przedstawiciele rządu ostrzegają, że może być jeszcze gorzej. Zdaniem Doroty Gardias to, co się obecnie dzieje, to skutek m.in. poluzowania obostrzeń. - Żeby było jasne. Nie oceniam tej decyzji za błędną samą w sobie. Wiadomą sprawą jest, że gospodarka musi funkcjonować w stabilny sposób. Ale błędem jest brak jasnych rozwiązań, chociażby czytelnych raportów sanitarnych i efektywnego dialogu z przedsiębiorcami i pracownikami - mówiła.

Szefowa Forum Związków Zawodowych zastrzegała, iż rozumie argumentację, że sytuacja jest dynamiczna i należy się do niej na bieżąco adaptować (co często słychać ze strony przedstawicieli rządu). - Tyle że nasz model w ochronie zdrowia nie polega na tym, by się adaptować, tylko to jest odbijanie się od ściany do ściany. Raz odbijamy się od ściany "rozluźniamy obostrzenia", a raz "pełny lockdown" - dziwiła się. 

Pytana, co moglibyśmy zrobić, żeby na uderzenie III fali epidemii lepiej się przygotować - rozmówczyni Tomasza Setty odparła: "Nie ma większego sensu bić piany i mówić w nieskończoność, że my sobie z tą pandemią nie radzimy, ponieważ cała Europa zderzyła się z podobnym problemem". - Jest takie przysłowie: "człowiek uczy się na błędach". Niestety nasz rząd nie uczy się na błędach - skwitowała.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Zdaniem Gardias, Prawo i Sprawiedliwość miało sześć lat, by rozsądnie, ale też odważnie i w porozumieniu ze wszystkimi zainteresowanymi grupami zreformować system ochrony zdrowia. Nie zrobiło w tej sprawie nic, a teraz - jak mówiła szefowa FZZ - stara się na chybcika "łatać różne dziury", na przykład przez ograniczanie zabiegów przez Narodowy Fundusz Zdrowia, żeby wszyscy medycy wzięli się za leczenie chorych na COVID-19. 

- Jako Forum Związków Zawodowych proponowaliśmy wprowadzenie tzw. tarczy medycznej, która byłaby płacową odpowiedzią na kadrowe niedostatki. Wtedy zmobilizowałoby się iluś medyków, którzy są już na emeryturach lub odeszli z zawodu, aby w odpowiednim finansowym otoczeniu wrócili do pacjentów - wskazywała. - Bo sprzęt sprzętem, łóżka łóżkami, ale bez ludzi zmobilizowanych i gotowych do walki można jedynie snuć opowieść na konferencjach prasowych, co zresztą rząd czyni - dodała.

W kontekście płacy dla medyków, Gardias opowiadała także o pracy tzw. zespołu trójstronnego, który działa przy ministrze zdrowia. - Rozmowy na tym zespole dotyczą tego, jak będzie zarabiać medyk w roku 2024 a 2027. Kogo to obchodzi? Gdzie są rozwiązania na tu i teraz? Gdzie jest mapa drogowa? Gdzie są jakieś konkrety i jakakolwiek odpowiedzialność? - pytała.

Centralizacja szpitali

Na koniec redaktor Setta pytał swoją rozmówczynię także o pomysł centralizacji szpitali, o którym mówi się ostatnio coraz więcej. Chodzi o to, by wszystkie szpitale - także te należące obecne do samorządów - podlegały rządowi.

Gardias przypomniała, że o centralizacji szpitali Prawo i Sprawiedliwość mówiło jeszcze w kampanii wyborczej sześć lat temu. - Do dziś nie zrobiono w tej sprawie nic. Czy to jest dobre rozwiązanie? Istnieją takie w innych krajach, ale do czegoś takiego trzeba się odpowiednio przygotować - mówiła.

Szefowa FZZ dziwiła się, że "teraz, w czasie pandemii, rząd chce zmieniać cały system". - Kiedy my mamy pacjentów umierających i wycieńczonych pracowników ochrony zdrowia. To są PR-owe opowieści na konferencjach prasowych. Nic tak temu rządowi nie wyszło, jak slajdy, które na okrągło pokazuje - krytykowała.

DOSTĘP PREMIUM