Rząd miota obostrzeniami na oślep. "Może trzeba przyznać, że po prostu nie wiadomo, gdzie ludzie się zarażają"

Rząd zapowiedział od soboty kolejny lockdown w całej Polsce. Zdaniem profesora Ernesta Kuchara kluczowe do zahamowania rozwoju pandemii jest ograniczenie mobilności społeczeństwa, a nie zamykanie i otwieranie kolejnych gałęzi gospodarki.
Zobacz wideo

Ministerstwo Zdrowia - na cały kraj - rozszerza restrykcje, które w ostatnich tygodniach obowiązywały w województwach warmińsko-mazurskim, pomorskim, lubuskim i mazowieckim. W całym kraju zamknięte będą więc między innymi baseny, sauny, kina i teatry. Praca galerii handlowych zostanie ograniczona, a uczniowie - w klasach 1-3 wracają do nauki zdalnej. Taki stan rzeczy ma obowiązywać przynajmniej do 9 kwietnia.

A może posłuchasz? Ten podcast, podobnie jak wszystkie inne w TOK FM, czekają - wystarczy 1 zł

Co ciekawe, rząd np. wprowadzał obostrzenia na Warmii i Mazurach pod koniec lutego, gdy notowano tam średnio 45 zakażeń na 100 tys. mieszkańców, a dziś ten wskaźnik wynosi już 62,6. Adam Ozga, prowadzący magazyn "TOK360" zastanawiał się, czy przy ciągle rosnących liczbach takie obostrzenia nie są zbyt łagodne. - Liczba zakażeń jest miarą, która pokazuje nam trend wzrostowy i to jest niepokojące. Równie ważne jest też, ile osób z potwierdzonym koronawirusem wymaga hospitalizacji, respiratora czy umiera. Niestety, na bieżąco nie podaje się danych, kto dokładnie teraz choruje. Mówi się, że bardziej młodsi, niż starsi, bo seniorzy są bardziej odpowiedzialni i część jest zaszczepiona - odpowiadał prof. Ernest Kuchar, specjalista chorób zakaźnych. 

Wskazywał, że najpewniej niepotrzebnie "odsądzano od czci i wiary obiekty sportowe, restauracje". - Bo one zostały zamknięte już dawno, są zamknięte i to nic nie zmieniło. Więc może należało wyciągnąć wniosek, że to nie one są przyczyną pandemii i nie można wszystkiego wrzucać do jednego worka. Albo trzeba przyznać, że po prostu nie wiadomo, gdzie ludzie się zarażają  – przekonywał kierownik kliniki pediatrii WUM i konsultant Lux Med. Dodawał jednocześnie, że wirus nie przychodzi do ludzi "wieczorami, znienacka", tylko zarażamy się od siebie nawzajem, wiec kluczowa jest kwestia ograniczenia mobilności społeczeństwa, choć to już "sprawa władz państwowych”.

Ekspert nie zgodził się też ze stwierdzeniem, że gdy tylko otwiera się szkoły (w tym przypadku po feriach zimowych najmłodsze klasy wróciły do normalnej edukacji), to w następstwie notujemy poważny skok zakażeń. – Pamiętajmy, że szkoły nigdy nie były jedyną zmianą w obostrzeniach, zawsze dostawaliśmy pakiet. Natomiast uważało się, że dzieci nie transmitują wirusa tak bardzo, że to młodzi dorośli i młodzież są głównym rezerwuarem zakażeń. Natomiast wirus się zmienia i ten szczep, który krąży teraz, to coś innego niż rok temu. Być może dzieci odgrywają teraz większą rolę w transmisji – ocenił prof. Kuchar.

DOSTĘP PREMIUM