Szczepionka firmy AstraZeneca dostępna dla chętnych? Minister Dworczyk nie mówi "nie"

Polska ani nie zrezygnuje ze szczepień preparatem firmy AstraZeneca, ani nie domówi więcej szczepionek tej firmy, niż jest w planie. Szef KPRM Michał Dworczyk nie wykluczył jednak, że szczepienia tym prepratem mogłyby być prowadzone nie wśród wszystkich, tylko wśród chętnych. - Chcemy elastycznie dostosować się do sytuacji - stwierdził. I zapowiedział, że decyzja w tej sprawie może zapaść nawet jutro.
Zobacz wideo

Podczas czwartkowej konferencji prasowej szef KPRM Michał Dworczyk przyznał, że wśród Polaków widać obawy przed szczepionką firmy AstraZeneca, a zainteresowanie rejestracją na szczepienia jest już "nieco mniejsze". Apelował jednak o to, aby tej szczepionki się nie bać, bo nie ma żadnych dowodów na to, że przypadki zakrzepów krwi powoduje właśnie ten preparat. Dziennikarka TOK FM Małgorzata Waszkiewicz zapytała, czy w związku z tym rząd planuje wprowadzić systemowe rozwiązanie, dzięki któremu szczepionki firmy AstraZeneca mogłyby przyjąć chętne osoby, co pozwoliłoby uniknąć sytuacji, w której osoba zapisana nie pojawia się w punkcie szczepień. 

- Wymagałoby to przede wszystkim zmiany rozporządzania, które reguluje kolejność szczepień, określa etapy szczepień, w których poszczególne grupy są dzisiaj zapisywane - podkreślił Dworczyk. - To oczywiście nie jest problem, bo takie rozporządzenia na bieżąco są zmieniane. W tym nie ma nic nadzwyczajnego - dodał. Jak stwierdził, rząd chce "elastycznie dostosować się do sytuacji". 

Szef KPRM zapowiedział, że ewentualne decyzje w tej sprawie zostaną podjęte jutro. - Kiedy będziemy wiedzieli, ile osób z grupy wiekowej 67-68 lat zdecydowało się na rejestrację i zapisało na konkretny termin szczepienia - mówił. - Prowadzimy monitoring punktów szczepień, rzeczywiście tych absencji pacjentów, którzy się nie zgłaszają mimo umówionego terminu, mamy od kilkunastu do kilkudziesięciu procent, ale nie jest to zjawisko, które można by określić jako zjawisko masowe - ocenił.

Komentował również słowa wirusologa prof. Włodzimierza Guta, który stwierdził, że Polska powinna wykorzystać to, że inne unijne kraje nie chcą szczepionki firmy AstraZeneca, aby kupić tyle dawek, ile tylko się da. W ocenie profesora koncern ten ma teraz problemy w niektórych krajach. - My oczywiście nie bieżąco analizujemy wszystkie możliwości, aby jak najwięcej szczepionek trafiło do Polski - zaznaczył Dworczyk. 

- Jeżeli zostaną spełnione deklaracje producentów, a wiele na to wskazuje, że jednak tak się stanie, w drugim kwartale ponad 15 mln szczepionek trafi do naszego kraju. Mamy łącznie kupionych blisko 100 milionów dawek szczepionki, z czego część to są szczepionki jednodawkowe. Mamy zabezpieczony olbrzymi wolumen - przypominał.  - Biorąc te wszystkie czynniki pod uwagę, takie dodatkowe działania mogłyby być ocenione jako nadmiarowe. Zwłaszcza, o tym trzeba sobie uczciwie i jasno mówić, w Polsce pojawiła się obawa przed przyjmowaniem szczepionek AstraZeneki - podkreślił. 

Michał Dworczyk przyznał, że zwiększanie zakupów tego preparatu nie jest analizowane. Krytykował jednak decyzje krajów, które zawiesiły szczepienia. - Bez wątpienia mamy do czynienia w Unii Europejskiej z paniką i pewnymi działaniami, które nie są oparte na faktach, nie są oparte na rekomendacjach lekarzy i naukowców - stwierdził. Jak ocenił, decyzje, które podjęły m.in. Francja, Włochy, Niemczy czy Hiszpania, to "decyzje polityczne, które wywołały poważne obawy wśród obywateli Unii Europejskiej. 

DOSTĘP PREMIUM