Joanna Szczepkowska o metodach na tych, którzy nie noszą maseczek. Proponuje sposób "na przeczuloną"

Polski nos jest często na wierzchu, choć powinien być zakryty. Bo jedno to maseczkę mieć, a drugie poprawnie ją używać. Właśnie dlatego aktorka Joanna Szczepkowska zainicjowała akcję "Nos Polski". I nie chodzi w niej o to, czy restrykcje są wprowadzane zgodnie z prawem, czy nie, ale o to, że o swoje bezpieczeństwo powinniśmy dbać solidarnie.
Zobacz wideo

Maseczka zsunięta na brodę, zakrywająca tylko usta, zwisająca na połowie nosa albo po prostu schowana w kieszeni - przykładów tego, jak maseczek nie nosić, widzimy w Polsce wiele. Niekiedy próby bezpośredniego zwrócenia uwagi kończą się źle, a zwracający uwagę może ponieść bolesne konsekwencje. Aktorka Joanna Szczepkowska próbuje mówić o problemie inaczej, inicjując akcję "Nos Polski". - Mamy jakąś umowę społeczną na ten trudny czas, a na moje oko 40 proc. przechodniów, których spotykam, nie stosuje się do tego. To jest, łagodnie mówiąc, nie w porządku - stwierdziła w TOK FM.

Aktorka opowiadała, że ma wiele okazji, aby obserwować przechodniów, ponieważ zwykle porusza się piechotą, czasami tylko taksówką. Zaznaczała, że nie odnosi się do tego, czy samo wprowadzanie restrykcji jest konstytucyjne, czy rządzący mają do tego prawo, czy nie. - To nie ma w tym momencie żadnego znaczenia - podkreślała. -  Jest bardzo źle, jak wiemy, jeśli chodzi o liczby zakażeń. Jest coś w rodzaju lojalności społecznej, to znaczy na coś się umawiamy, czyli na to, że zakrywamy nos i usta - wyjaśniała. 

- Jeszcze inna sprawa to są ci, którzy nie wierzą w wirusa, nie wierzą w maseczki. Natomiast to, co jest dla mnie najbardziej przerażające, to są te wszystkie połowiczności, na które sobie pozwalamy. Czyli zakrywamy tylko usta, zupełnie tak, jakby nos nie był tym przekaźnikiem - mówiła aktorka. - Uważam, że jak się umawiamy, to na ulicy, zwłaszcza uczęszczanej, nie może być tak, że jeden się stosuje, a inny nie - zaznaczała. 

Wymieniała, że problemów jest jeszcze więcej, czyli sprzedawcy w sklepach, klienci tych sklepów. Ale też pracownicy gastronomii, którzy nie przestrzegają restrykcji przygotowując jedzenie. - Ale nawet słowny trzask w policzek jest nieskuteczny, wszelka agresja jest bez sensu. Bronimy się i jest agresja z drugiej strony. Nie lubimy się, a stan jest taki sam. Ktoś nie zakłada maseczki, a my jesteśmy wściekli - mówiła. 

Szczepkowska opowiadała o swoich sposobach, jak zwracać uwagę osobom, które nie noszą maseczek. Pierwszą swoją metodę nazwała "na przeczuloną". - Staję w progu małego sklepu, gdzie pan ma nos odkryty albo maseczkę na brodzie, mówię, że jestem taka przeczulona, czy może pan założyć maseczkę. To działa - objaśniała. Dodała, że jeżeli kucharz nie ma maseczki, to wychodzi z restauracji. - Jeżeli będziemy to bagatelizować, to zdaje się, że będziemy mieli czarną przyszłość - podkreśliła. 

Zwolennicy walki o prawidłowe noszenie maseczek gromadzą się na Facebooku, a na grupie "Nos Polski" pojawiają się już kolejne pomysły, co zrobić, aby ta walka była skuteczna. Członkowie grupy myśleli już o ulotkach albo koszulkach, pojawiają się hasła jak "schowaj nos, pokaż rozum", albo żeby mieć maseczkę "na nosie, a nie w nosie". - Jest nas dużo, tych narażonych przez innych przechodniów - podsumowała Joanna Szczepkowska. 

DOSTĘP PREMIUM