"Straszenie nic nie pomoże", szczepienia nie są obowiązkowe. Czy można więc karać za zrezygnowanie z zaszczepienia się?

Szczepienia nie są obowiązkowe, więc nie można kogoś karać za to, że nie przyszedł - tak dr Paweł Grzesiowski komentował w TOK FM zapowiedź, że osoby, które zrezygnowały z zaszczepienia się preparatem firmy AstraZeneca, trafią na koniec kolejki oczekujących. Według lekarza lepiej edukować, niż straszyć. Jak mówił, sam przekonuje osoby, które się boją, nie tylko informując, że szczepionka jest bezpieczna, ale także tym, że jego rodzina została zaszczepiona właśnie AstrąZeneką.
Zobacz wideo

Dr Paweł Grzesiowski chwalił w TOK FM zapowiedź rządu dotyczącą przyspieszenia rejestracji kolejnych grup wiekowych na szczepienia przeciwko COVID-19. Jak mówił, przyspieszenie szczepień "to jeden z najważniejszych kierunków, które mogą być realizowane". - Pierwsza dawka zmniejsza o 90 proc. ryzyko hospitalizacji. Moim zdaniem powinniśmy, tym bardziej, że jesteśmy w szczycie kolejnej fali epidemii, jak najwięcej osób zaszczepić choćby pierwszą dawką - uważa lekarz i nauczyciel akademicki w Centrum Medycznym Kształcenia Podyplomowego. 

Znacznie mniej rozmówcy Karoliny Głowackiej spodobała się zapowiedź min. Michała Dworczyka dotycząca osób, które nie zgłosiły się na szczepienie preparatem firmy AstraZeneca. Jak poinformował wczoraj szef KPRM, w punktach szczepień leży kilkaset tysięcy szczepionek, które nie zostały wykorzystane, bo pacjenci się nie zjawili. - Osoby, które nie zgłaszają się na szczepienia preparatem AstryZeneki albo nie zapisują się, trafiają na koniec kolejki - poinformował. Dodał też, że nie potrafi podać terminu, kiedy takie osoby będą mogły się zaszczepić.

- Trzeba edukować, edukować i jeszcze raz edukować. Straszenie nic nie pomoże - uważa Grzesiowski. Lekarz zwrócił uwagę, że raczej niespecjalnie są podstawy, by tak karać osoby, które zrezygnowały ze szczepień po tym, jak w wielu krajach przerwano podawanie preparatu koncernu AstraZeneca. Powodem było podejrzenie, że szczepionka może mieć związek z przypadkami zakrzepicy.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

- Szczepienia przecież nie są obowiązkowe. Moim zdaniem takie groźby są w ogóle niekonstytucyjne, bo to jest dobra wola ludzi, że się chcą zaszczepić, więc nie można kogoś karać za to, że nie przyszedł - ocenił dr Grzesiowski.

Jego zdaniem do pojawienia się strachu wśród osób, które czekają na szczepienia, przyczyniło się nie tylko to, że w innych krajach szczepienia AstrąZeneką wstrzymano. - Nie mamy (w Polsce - red.) jednoznacznego przekazu. W mediach cały czas pojawiają się informacje o szkodliwości tej szczepionki. Wczorajsza publikacja jednej z gazet; dramatyczne informacje o pacjentce, która trafiła do szpitala po podaniu tej szczepionki, to moderuje ogromne napięcie. Wiele osób, czytając taką opowieść, będzie się na pewno "nakręcać" - stwierdził gość TOK FM, komentując publikację "Faktu".

Lepiej, żeby to nie politycy przekonywali

Zdaniem dra Grzesiowskiego niekoniecznie zapewnienia polityków dotyczące bezpieczeństwa dla zdrowia szczepionki AstraZeneca będą w stanie przekonać obywateli. - Zaufanie do polityków jest niskie i jeśli to oni mówią, że szczepionka firmy AstraZeneca jest bezpieczna, to to akurat nie wpływa zbytnio na poglądy obywateli. Powinny być organizowane spotkania z ekspertami, rozmowy we wszystkich mediach. Wtedy po kilku dniach czy tygodniach uda się odbudować zaufanie. Bo wiemy, że łatwo jest kogoś przestraszyć, a odbudowa zaufania trwa dłużej - podkreślił.

- Co by pan powiedział osobom, które są zapisane na szczepienie właśnie tym preparatem? - pytała swojego rozmówcę Karolina Głowacka. - Że szczepionka firmy AstraZeneca jest przebadana bardzo dokładnie przed okresem rejestracji i mamy wgląd w te wszystkie badania. Wiemy, że na etapie badań nie pojawiały się powikłania, a to najbardziej czuły system wykrywania powikłań. Po drugiem powiedziałbym, że te przypadki, które się w ostatnim czasie wydarzyły, nie są efektem szkodliwego działania szczepionki. Niektóre te przypadki ewidentnie były powikłaniami COVID-19, a nie szczepionki. Zaszczepiono osobę, nie wiedząc, że ona była zakażona - tłumaczył lekarz.

Grzesiowski zwrócił uwagę na to, że zakrzepica to jeden z problemów, jakie pojawiają się u wielu osób, które zakaziły się koronawirusem. - Nie wiemy, co by było, gdyby taka osoba nie dostała szczepionki, a miała tylko COVID-19. Wiemy z całą pewnością, że sama szczepionka nie powoduje zakrzepicy - podkreślił.

Gość TOK FM przyznał na koniec, że sam zaszczepiłby się szczepionką AstryZeneki, bo uważa, że to bezpieczny preparat. Oczywiście nie może tego zrobić, bo jako lekarz został już szczepiony specyfikiem Pfizera. Dodał na koniec, że w rozmowach z pacjentami, którzy mają obawy, czy szczepić się szczepionką brytyjsko-szwedzkiego koncernu, informuje o tym, iż jego bliskim podano AstraZenekę.

Przypomnijmy, że w czwartek dyrektorka Europejskiej Agencji Leków Emer Cooke poinformowała, że szczepionka przeciw COVID-19 firmy AstraZeneca jest bezpieczna i skuteczna. EMA nie stwierdziła żadnych problemów z jakością lub konkretną serią szczepionki AstraZeneki.

DOSTĘP PREMIUM