"Zachowanie społeczeństwa to podstawa. Nie pomoże żaden lockdown ani decyzja pana ministra"

- Musimy solidarnie walczyć z epidemią, wszyscy. Tak, jak wiosną ubiegłego roku - mówił w TOK FM profesor Andrzej Matyja. Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej podkreślał, że sytuacja epidemiczna w kraju jest niebezpieczna. Brakuje łóżek, tlenu, ale przede wszystkim medyków.
Zobacz wideo

Profesor Matyja już w pierwszych słowach swojej wypowiedzi stwierdził, że "sytuacja w Polsce staje się coraz bardziej poważna i niebezpieczna". - Musimy w tej chwili zrobić dosłownie wszystko, by nie dopuścić do najczarniejszego scenariusza, jakim jest to, że nie wszyscy chorzy mogliby uzyskać w określonym miejscu i czasie pomoc w ratowaniu życia i zdrowia - mówił.

Podkreślał, że to, jak będziemy radzić sobie z epidemią zależy przede wszystkim od społeczeństwa. Od tego, czy każdy z nas będzie poprawnie nosił maseczkę, zachowywał dystans społeczny i nie wychodził bez koniecznej potrzeby z domu. - To jest podstawa. Nie pomoże żaden lockdown ani żadna decyzja pana ministra: lepsza czy gorsza, bardziej zdecydowana, czy mniej zdecydowana. Musimy sami zastanowić się nad bezpieczeństwem własnym, naszych najbliższych i naszego otoczenia - dodał prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. 

Przekonywał, że społeczeństwo powinno stanąć do walki z epidemią wspólnie, podobnie jak to było wiosną zeszłego roku. 

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

W drugiej części rozmowy profesor Matyja mówił też dużo o wydolności naszego systemu ochrony zdrowia. Potwierdził to, o czym od jakiegoś czasu słyszymy w mediach - że zaczyna brakować łóżek, tlenu czy leków. - Ale największym problemem, zresztą widocznym od wielu lat, jest to, że brakuje lekarzy i pielęgniarek. O tym wszyscy wiedzieli od dawna, ale pandemia wyostrzyła ten obraz i pokazała, jakie są właściwe potrzeby rynku medycznego w Polsce jeśli chodzi o pielęgniarki i lekarzy - uzupełnił gość Karoliny Lewickiej. System podkreślił trzyma się właśnie tylko dzięki wysiłkom personelu medycznego. 

Profesor przyznał, że nie dziwi się wojewodom, którzy mają problem, by do szpitali tymczasowych skompletować załogę. W jego opinii każdy taki problem by miał, bez względu na zabarwienie polityczne. - Bo nas po prostu nie ma - skwitował. 

Matyja apelował też wielokrotnie o to, by decyzje dotyczące walki z epidemią nie miały wymiaru politycznego i nie były przedmiotem "wojenek" między poszczególnymi stronami sceny politycznej. Przekonywał, że do walki z epidemią musi stanąć każdy, niezależnie od tego, czy jest lekarzem, czy politykiem i z jakiej formacji pochodzi.

Protest rezydentów

Na koniec prowadząca audycję redaktor Karolina Lewicka pytała o protest, który w poniedziałek rozpoczęło około 3000 rezydentów. Młodzi lekarze domagają się m.in. dymisji ministra zdrowia, zwiększenia nakładów na służbę zdrowia i poprawy warunków pracy. Protestujący mają brać zwolnienia lekarskie i nie przychodzić do pracy. 

W ocenie szefa NIL "ten protest nikomu jest niepotrzebny, a przede wszystkim nie jest potrzebny pacjentom". - On się zrodził z bólu, ze złego traktowania i hejtowania, na które środowisko medyczne nie zasługuje - powiedział gość TOK FM.

Pytany o branie zwolnień i nieprzychodzenie do pracy przez rezydentów, szef NIL odpowiedział: "Nie sądzę, żeby lekarz w sposób nieuzasadniony przechodził na zwolnienie lekarskie. - Byłoby to nieetyczne. Jeżeli przebywa na zwolnieniu, to jestem przekonany, że jest to związane z jego stanem zdrowia. I nie tylko mówię o zdrowiu fizycznym, ale także psychicznym - podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM